Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

13.03.2014
czwartek

Horror, horror, horror

13 marca 2014, czwartek,

Kropla

Na tę kroplę właśnie czeka Singapur. Fotografia wykonana w roku 2012. K.Jalochowski

Ponieważ tak się jakoś złożyło, że realizując wspólny projekt dziennikarski Centre for Quantum Technologies i Polityki (wkrótce więcej szczegółów) rzuciło mną na równik, dziś nadaję z Singapuru. Przedziwne to miasto, pełne sprzeczności, zakodowanych także w samych jego korzeniach. Nazwę swoją wzięło bowiem od zamieszkującego ją niegdyś tygrysa, którego pewien z tak zwanych odkrywców wziął za lwa (malajskie słowo Singapura oznacza “Miasto lwa”). Lwów na wyspie nie było nigdy. Tygrysy, a z nimi większość lokalnej fauny, wybito natomiast na początku ubiegłego wieku.

163 metry i 63 centymetry składają się na najwyższe wzgórze Singapuru. Dziś można je zdobyć w kwadrans, korzystając z bitej drogi, przy założeniu, że z powodu wysokiej temperatury i wilgotności powietrza tuż przed szczytem nie złoży nas udar. Brytyjczykom, którzy zdecydowali się zdobyć czubek Bukit Timah w XIX wieku wspinaczka zajęła dobrych kilka dni, a to dlatego, że cięły ich komary (znacznie bardziej chytre i zajadłe niż te znane ze stref umiarkowanych) i musieli się przedzierać przez dżunglę w bardzo niewygodnych mundurach. Dżungla stawiała wściekły upór, bo wilgotne lasy strefy równikowej najpiękniej wyglądają z oddali. Im natomiast bliżej, tym dobitniej daje o sobie znać bezlitosny charakter natury. To rzeź niewiniątek, bezwzględna walka o dostęp do światła słonecznego, mrok, wilgoć, węże, złośliwe małpy i pająki. Jak mawiał pamiętny kapitan Kurtz z “Czasu Apokalipsy”: Horror, horror, horror.

Bukit Timah

Szczyt Bukit Timah został bardzo dokładnie oznaczony. Fot. K.Jalochowski

Wracając jednak do Singapuru: Ulewne deszcze oraz żyzna gleba oznaczają, że roślinność skolonizuje każdy skrawek tutejszej ziemi. Wystarczy tylko dać jej chwilę czasu. Po dziecięciu, dwudziestu latach las odbiera, co do niej pierwotnie należało, zacierając kompletnie ślady karczowania. Ale ja nie o lesie chciałem, tylko o suszy.

Dziś zdobycie Bukit Timah nie stanowiłoby większego problemu, bo las wysechł na wiór i wygląda mniej więcej tak, jak wygląda po miesiącu każdy doniczkowy kwiatek, który decyduję się wziąć pod swoją opiekę. Miasto po nalocie Randapem. Wiecznie zielone trawniki zamieniły się w słomę (wyłączając pola golfowe, oczywiście). Całoroczne ogrody pokrywa jednolita warstwa suchych, brązowych liści. Drzewa ćwiczą złotą polską jesień. Od miesiąca nie padało.

Singapur nawiedziła susza największa od prawie 160 lat, czyli od chwili, kiedy ktoś zadaje sobie trud notowania zmian pogody. Niewykluczone, że jest to największa susza w jego całej historii. Podobnie jest na sąsiedniej Sumatrze. Nie inaczej na Półwyspie Malajskim. W mieście wyschły wiecznie pełne wody kanały, których złożona sieć pokrywa całą wyspę, skutecznie zapobiegając powodziom (ale i czyhając na nieuważnych pieszych). Zadaszenia, które łączą osiedla mieszkaniowe z przystankami autobusowymi i centrami handlowymi, od tygodni służą wyłącznie do ochrony przed słońcem, bo upał, nie łagodzony codziennymi opadami, pali ponad normę. Stało się coś niebywałego – równik wysechł. Jakby tego było mało, nad miastem od dwóch tygodni wisi siwy dym. Płoną lasy i torfowiska Indonezji i Malezji, wypalane przez ubogich rolników, a że wiatr nie zna granic, smog wędruje po Azji Środkowo-Wschodniej w rytmie monsunów, prowokując rytualne spory o to, kto jest odpowiedzialny za wzniecanie pożarów, kto za ich gaszenie itd. Na obrazku niżej – dzisiejszy stan zadymienia. Obszar pomarańczowy oznacza smog umiarkowany. Purpurowy – dym gęsty jak w Pekinie. Czerwone kropki – pożary.

Regional Haze Map
Source: NEA

To jednak temat poboczny – bo chodzi przecież o przedłużający się brak deszczu. Gdyby podobny kryzys wydarzył się choćby kilkanaście lat temu, Singapur już stałby na krawędzi poważnego kryzysu. Jeszcze niedawno uzależniony był od dostaw słodkiej wody z Malezji, z którym łączą go skomplikowane stosunki polityczno-gospodarcze oraz bardzo szeroka rura, której Kuala Lumpur lubiło używać jako argumentu w sytuacjach spornych. Dziś jednak większość wody pitnej Singapur produkuje na własną rękę – odsalając wodę morską, odzyskując deszczówkę, i oczyszczając ścieki. Jej poziom w zbiornikach rezerwowych spada, rząd zaczyna wspominać o konieczności racjonowania, ale w tej akurat dziedzinie Singapur sobie jakoś poradzi, przynajmniej przez jakiś czas. Potem jednak dobrobyt tego maleńkiego, szerokiego na kilkadziesiąt kilometrów państewka stanie po raz kolejny pod znakiem zapytania. Tym razem nie z powodu gniewnych pomruków ze strony rosnących w siłę braci-gigantów, Indonezji i Malezji, ale klimatu, który wbrew wszelkim próbom zaprzeczania postanowił zmienić się gwałtownie także tutaj, na równiku.

I o tym właśnie chciałem napisać w tym nowym blogowym wcieleniu. Że podróże kształcą. I może jeszcze o tym, że choćby nie wiem jak daleko uciekać, na przykład na archipelag Sulawesi, to i tak pierwszą rzeczą rzeczą, którą znajdziecie na rajskiej plaży na Bunaken będzie plastikowa butelka albo gumowy klapek, który przepłynął właśnie Pacyfik.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Poniewaz nikt nie komentuje, to napisze do Pana kilka prywatnych slow. Dzieki Pana artykulowi w Polityce o Obserwatorium ALAMA na pustyni Atacama w Chile zdecydowalam sie wraz z dwoma innym osobami na wycieczke tam. I nie zawiedlismy sie, chociaz oczywiscie w obsewarwatorium nie bylismy, bylismy w malym w poblizu San Pedro ze wspanialym wykladem, a to co widac golym okiem jest wszedzie jednakowo wspaniale. „Z ALAMY” widzielismy z oddali baze, do ktorej schodza astronauci po kilkudniowym dyzurze w obserwatotium polozonym przeciez na 5 tys. metrow i wydarta w gorach prosciutka droge dla ciezkiego sprzetu.

css.php