23.04.2014
środa

Prawdopośrodkizm, choroba dziennikarzy

23 kwietnia 2014, środa,

Co to takiego ów „prawdopośrodkizm”? Przypadłość zawodowa dziennikarzy, dość rozpowszechniona, z tendencją wzrostową (liczby przypadków). Niestety, raczej nieuleczalna. Choroba bardzo wygodna, bo zabezpiecza przed zgłębianiem tematu, żmudnym sprawdzaniem, kto w danym sporze ma rację. Ustawiająca dziennikarza w niezwykle wygodnej pozycji – pomiędzy stronami sporu. Bo przecież „prawda leży pośrodku” (stąd nazwa choroby). Dotknięty nią dziennikarz nie tylko czuje się komfortowo. Prawdopośrodkizm sprawia bowiem, że wygląda jak najuczciwszy przedstawiciel zawodu: obiektywny, zdystansowany, przedstawiający racje wszystkich stron.

Przez to, co powyżej napisałem, absolutnie nie chcę powiedzieć, że obiektywne relacjonowanie jakichś sporów jest rzeczą złą. Wręcz przeciwnie. Dziennikarz ma obowiązek tak postępować. Tylko czy zawsze powinien stawiać znak równości między argumentami wszystkich stron? Dam przykład. Na przełomie lat 80. i 90. XX w. dziesiątki naukowców kwestionowało hipotezę związku wirusa HIV z chorobą AIDS. Mała ich grupka (pod wodzą Petera Duesberga) robi to nadal (z angielska i braku dobrego polskiego słowa zwanych „denialistami”), ale raczej nie powinniśmy mieć dziś wątpliwości, po czyjej stronie jest racja. Do tego dorzucę jeszcze katastrofę smoleńską, bo za jej sprawą mogliśmy obserwować starcie motywowanych politycznie naukowców z rzetelną wiedzą i faktami. Denialistów da się zresztą znaleźć chyba w każdej sferze nauki. Czy to jednak ma powodować, że dziennikarz będzie zawsze zajmował pozycję pośrodku sporu? Czy pisząc lub robiąc program o ewolucji, da również równy głos kreacjonistom? Zwolennikom płaskości Ziemi? Powie, że nie wiadomo, czy mamy do czynienia z globalnym ociepleniem? A na końcu wygłosi sakramentalne: „nie wiemy jak jest, bo naukowcy się spierają”?

Ja wyznaję trochę inny obiektywizm. Bardzo bliska moim poglądom jest definicja tego pojęcia, która mówi m.in. tak: „Obiektywizm nie wyklucza angażowania się, wręcz przeciwnie – potwierdza się poprzez zaangażowanie się po stronie prawdy, sprawiedliwości, słusznych argumentów, rzeczowości, przedmiotowości. Obiektywizm w poznawaniu świata, społeczeństwa i człowieka oznacza uznanie niezależności treści wiedzy od podmiotu poznającego, jej intersubiektywnej sprawdzalności i zgodności z rzeczywistością”.

Piszę o tym wszystkim dlatego, że afera z podyplomową homeopatią na Śląskim Uniwersytecie Medycznym wywołała małą burzę medialną. Wczoraj, w programie „Czarno na Białym” telewizji TVN, wyemitowano aż trzy materiały poświęcone tzw. medycynie niekonwencjonalnej, choć przede wszystkim dotyczyły one homeopatii. Zainteresował mnie szczególnie jeden z nich. Z ust dziennikarza (red. Cyprian Jopek) padły bowiem stwierdzenia wskazujące na występowanie pełnoobjawowego prawdopośrodkowizmu. Cytuję: „Nie rozstrzygniemy jednak sporu, czy homeopatia działa czy nie, bo nauka nie zna kompleksowych badań, które by na to pozwoliły. Zaprezentujemy za to najmocniejsze argumenty jednej i drugiej strony”. „Żadna ze stron tego sporu nie ma dowodów w postaci kompleksowych badań, które jednoznacznie odpowiedziałyby na pytanie, czy działanie leków homeopatycznych to mit, choć różne badania były prowadzone”.

Bardzo chciałbym zobaczyć tę dogłębną analizę badań dotyczących skuteczności homeopatii, którą red. Jopek wykonał, przygotowując się do zrobienia materiału dla TVN. Bo widzom zaprezentował jedynie hasłowe zestawienie „raportu szwajcarskiego” z „raportem brytyjskim” (do czego dorzucił jeszcze „raport francuski”). Chodzi o raporty zamówione przez rządy wymienionych krajów, a dotyczące skuteczności homeopatii. Szwajcarzy ją potwierdzili, Brytyjczycy wręcz przeciwnie, a Francuzi nie dali jasnej odpowiedzi. Czy red. Jopek sprawdził jednak rzetelność tzw. raportu szwajcarskiego, czytając np. to? Dlaczego nie wspomniał m.in. o publikacji w „The Lancet”, jak również o najświeższych dokumentach w tej sprawie, czyli raportach australijskiej National Health and Medical Research Council?

No cóż, gdyby tak zrobił, to mogłoby się okazać, że jednak prawda nie leży pośrodku. Może dlatego dla red. Jopka ważniejsze było odwołanie się do autorytetów nienaukowych. Znów cytuję dziennikarza TVN:  „Brytyjska rodzina królewska propaguje takie metody leczenia. Leków homeopatycznych używa także emerytowany papież Benedykt XVI”. Wow! To dopiero dowody.

Prawdopośrodkizm jest szczególnie rozpowszechniony wśród dziennikarzy telewizyjnych również dlatego, że pozwala bezkarnie organizować rozmaite „debaty” (na ogół emocjonalne pyskówki). Czyli zapraszać z jednej strony porządnego eksperta, a naprzeciwko sadzać osobę (niekiedy zwykłego oszołoma), która opowiada bzdury, ale przecież reprezentuje „drugą stronę” (mamy obiektywizm). Moim ulubionym, choć przerażającym, tego przykładem, jest seria wystąpień w TVP.Info niejakiego dr. Jaśkowskiego w sprawie szczepień (pięknie zdemaskował tego pana Bartek Kuzia tu, tu i tu). Mimo że dr Jaśkowski opowiadał duby smalone, pani redaktor z TVP nie omieszkała na koniec programu wygłosić prawdopośrodkowego stwierdzenia: „Mamy dwie skrajne opinie: tak i nie. Rodzice muszą w tej chwili decydować sami i zdawać się na zdrowy rozsądek”.

Prawdopośrodkizm nie omija niestety poważnych mediów. Przykład z ostatnich tygodni z „Gazety Wyborczej”: „Co do tego, czy GMO jest szkodliwe, czy nie, zdania są podzielone”. Otóż nie, wśród specjalistów zdania nie są podzielone, gdyż ogromna większość uważa technologię GMO za bezpieczną (wystarczy choćby zerknąć na ten obrazek).

Niestety, prawdopośrodkizm będzie się raczej rozprzestrzeniał. Tradycyjne media przeżywają poważne problemy, więc dziennikarze coraz rzadziej mają czas i środki na rzetelną analizę faktów. Ponadto format: „mamy gorący spór, nie wiadomo, po czyjej stronie jest racja, niech się kłócą”, wydaje się dla dziennikarstwa portalowego i telewizyjnego bardzo atrakcyjny. Wystarczy napuścić naukowca na homeopatę czy bioenergoterapeutę i mamy gotowy show. A my, dziennikarze, dzielnie i obiektywnie pozostaniemy pośrodku, pilnując tylko, by rozmówcy się nie pozabijali lub wkładając kij w mrowisko, gdyby „dyskusja” szła niemrawo.

PS We wspomnianym wczorajszym programie TVN rozbawiła mnie mocno pani doktor homeopatka, wygłaszając następujące zdanie: „Stawiają nas na pozycji lekarzy wyklętych”. „Homeopaci – lekarze wyklęci”. Brzmi pięknie i dumnie, prawie jak Żołnierze Wyklęci :-)

Komentarze: 67

Dodaj komentarz »
  1. Zawsze, spotykając się z prawdopośrodkowizmem, przypomina mi się ten satyryczny filmik http://www.youtube.com/watch?v=sGArqoF0TpQ

  2. Problem z „prawdapośrodkizmem” jest taki, że jak się już raz zacznie przyklejać taką łatkę, to z rozpędu za chwilę zacznie się tak mówić o każdym kogo zdanie nam się nie podoba. Tymczasem w rzeczywistości prawda często faktycznie leży pośrodku – i zadaniem dziennikarzy powinno wtedy nie być opowiadanie się po jednej ze stron sporu, ale pokazanie odbiorcom całej jego złożoności.

  3. @Gronkowiec
    Pełna zgoda :-)

  4. W pełni się z Panem zgadzam.
    Do przyczyn prawdopośrodkizmu wśród dziennikarzy dorzuciłbym jeszcze strach przed opowiedzeniem się po jednej stronie sporu. Bo spory z nauką mają podłoże metafizyczne, nikt nie chce się narazić ludziom głęboko wierzącym, odpłyną od stacji czy gazety i tyle będzie kasy.
    Ja za wklejanie na FB linków do GMObiektywnie pod treściami straszącymi GMO zostałem zbanowany przez wszystkich wierzących znajomych. Ci co tego nie zrobili za GMO zrobili to za wklejanie linków pod artykułami antyszepionkowymi. A ja tak prywatnie tylko, gdybym to robił zawodowo, zawahałbym się, każdy ma w sobie więcej lub mniej konformizmu.
    To, że Polityka się nie boi w sumie mnie dziwi, ale dlatego ją czytam.
    Redakcji i Panu osobiście gratuluję nonkonformistycznej postawy.

  5. Prawda nigdy nie leży pośrodku, prawda leży tam gdzie leży prawda.
    Prawda pośrodku to leży jak się mąż z żoną kłóci a i to nie zawsze:)

  6. @Parker
    Bardzo dziękuję za tak miłe słowa!

  7. Towarzystwo wzajemnej adoracji (tacy jak wy pewni siebie „znawcy całej jedynie słusznej prawdy” np. uznawali 150 lat temu za idiotę Ignaza Semmelweisa) w pełnym składzie. Jeszcze brakuje przypadku klinicznego o kryptonimie „mtwapa”. Będę chyba musiał wkleić na powrót te linki, udowadniające wasze nieuctwo. Za co mnie tak karzesz, o wielki LPS?

  8. Taki jest poziom mediów. I odbiorców. Jak się powie, że nie ma żadnych poprawnie skonstruowanych randomizowanych podwójnie zaślepionych badań, a tym bardziej ich metaanaliz, potwierdzających jakiekolwiek działanie homeopatii, to kto tego będzie słuchał? I jak dziennikarz ma się tego dowiedzieć? Dobre źródła używają trudnego, fachowego języka. Jak dziennikarz (nie każdy oczywiście, ale przeciętny) czyta i nie, o czym czyta, jaki materiał wyprodukuje?
    Ale w szkołach mało się uczy poprawnego (nie jakiegokolwiek) myślenia, oceniania wiarygodności źródeł, podtaw metodologii naukowej.

  9. c.d. Oczywiście wkleję to ch…e linki, bez słowa komentarza i stawiam dolary przeciw orzechom, że pan MR uzna za „obraźliwy” sposób wklejania, co będzie podstawą do ocenzurowania postu. Przysłowie o kiju i psie wiecznie żywe.

  10. @MR

    Oj… no i nie za bardzo wiem co zrobić w sytuacji gdy się Pan ze mną zgadza 😛

    A to, czy czy homeopatia faktycznie nie działa, to nie jest przecież wcale takie oczywiste, zwłaszcza dla dziennikarzy. Z jednej strony są „fakty naukowe” – zgodnie z którymi homeopatia ma działanie takie jak placebo. Ale są też „fakty społeczne” – jakieś 99% farmaceutów (czyli ekspertów w tej dziedzinie!) sprzedaje leki homeopatyczne, a decyzja wydziału farmacji polskiego Hogwartu tylko potwierdziła tą opinię polskich farmaceutów, do tego wielu lekarzy przepisuje leki homeopatyczne, a jak do tego się doda jeszcze ta królową Elżbietę, która używa homeopatii… to to już zaczyna wyglądać jak potężny głos społeczeństwa popierający homeopatię. Ciężko to chyba zignorować dziennikarzowi…

  11. Marcinie, oczywiście, że problem nie omija poważnych mediów, także – że wrzucę kamyk do twojego koszyczka – twojej Polityki, która wiele razy stawała po stronie sceptyków globalnego ocieplenia :)

  12. „A to, czy czy homeopatia faktycznie nie działa, to nie jest przecież wcale takie oczywiste,”

    Dla ciebie nie jest oczywiste, dla naukowców jest oczywiste. A dla absolwenta gimnazjum oczywistym jest, że pamięć wody to bzdura.
    Pominę fakt, że w homeopatii wody się nie używa tylko spirytusu. Jak wiadomo z pamięcią po spirytusie różnie bywa.
    Pamięć spirytusu, słabo to brzmi więc zamieniono na pamięć wody, tej w spirytusie jak rozumiem.

  13. @parker
    Przecież nie używają spirytusu bezwodnego („absolutnego”), więc jakaś woda musi tam być. Jeszcze musi być pamięć cukru.

  14. @ Gammon No.82
    A pamięć cukru jak zdeefiniujesz? Wiązania aksjalne odchylają się na boczki czy ekwatorialne robią się bardziej aksjalne? A może cząstecki zamiast tworzyć sieć krystaliczną układają się na kształt pisma runicznego?

  15. Czyżby? W relacjonowaniu wydarzeń na Ukrainie jest dokładnie odwrotnie – polskie media nie mają najmniejszych wątpliwości, kto ma rację. I bynajmniej nie stawiają „znaku równości pomiędzy argumentami wszystkich stron”. Dokładnie wyznaczają granicę pomiędzy dobrem a złem. Nie ma miejsca na żadne wypośrodkowane prawdy, wątpliwości, dylematy, czy próbę zrozumienia strony rosyjskiej (nie mówiąc już o zrozumieniu zupełnie innej wschodniej mentalności, z zakorzenioną w niej przez setki lat mocarstwową retoryką). Aneksję Krymu (nawet w stosunkowo w swoich osądach wyważonej „Polityce”) nazywa się „jawnym bezprawiem”, natomiast trudno jakoś natrafić na informację, iż Wiktor Janukowycz był prezydentem wybranym w demokratycznych wyborach i został obalony przemocą. Że istotną rolę w wydarzeniach na Majdanie odegrały ukraińskie siły nacjonalistyczne, odwołujące się jawnie do spuścizny Stepana Bandery. Że władza ustanowiona przez te siły bynajmniej nie została przez wszystkich mieszkańców Ukrainy powitana z takim entuzjazmem, jak przez polskich dziennikarzy.
    Wystarczy poczytać wpisy internautów na pierwszym lepszym forum, aby się przekonać, że Polacy mają znacznie więcej wątpliwości niż polskie media.

  16. Cukier jest tylko masą tabletkową, nie bierze udziału przy potencjonowaniu substancji czynnej przez trzykrotne potrząsanie. Kiedyś nie był używany i jest nasączany tym spirytusem z pamięcią dopiero po powstaniu leku homeopatycznego.
    Swoją drogą pan farmaceuta w programie zamiast potrząsać uderzał jakby alpagę otwierał co wydaje mi się nie potencjonowało leków jak należy.

  17. CO TO ZA BZDURY?
    Od kiedy to dziennikarz ma rozstrzygać spory i mówić o jakiejś „prawdzie”? Dziennikarz informuje o faktach a nie o „prawdach”.
    Od kiedy to „większość specjalistów” decyduje o prawdziwości czegokolwiek? Sprawa chyba jest oczywista, wykłada się karty na stół, każdy widzi jakie są fakty i decyduje o tym gdzie racja leży. Jeśli ktoś przeinacza fakty, kłamie itp. to nie ma to nic wspólnego z jakimś „prawdośrodkizmem” tylko jest to zjawisko propagandy i manipulacji (którą swoją drogą uprawia właśnie Pan Rotkiewicz).
    Większość sporów naukowych tj. teoria ewolucji vs kreacjonizm są sporami nierozstrzygniętymi, więc na jakiej podstawie dziennikarz ma się opowiadać po jakiejś ze stron? Na podstawie trendu, który Pan Rodkiewicz chce wszystkim tutaj serwować jako „prawdę”?

    Jest tyle literatury…pięknej, znanej, nagradzanej, na poziomie szkoły podstawowej, przestrzegającej przed tymi od „prawd obiektywnych” czyli przed ludźmi nauki, którzy w imię ich „prawd” będą serwować społeczeństwom nowe religie, totalitaryzmy i hegemonie i formy zniewolenia, że „prawdośrodkowi” dziennikarze, to jedyna nadzieja że wszyscy nie dadzą się ogłupić „rozumem nauki” który problemu jeszcze nie rozwiązał żadnego, bo co odpowiedź, to kolejne pytanie.

  18. „Od kiedy to „większość specjalistów” decyduje o prawdziwości czegokolwiek?”

    Od zawsze. Specjaliści się tylko zmieniają, kiedyś specjalistami byli kapłani, dziś naukowcy którzy zgłębiają daną dziedzinę. Dziennikarz nie rozstrzyga sporów tylko wyciąga wnioski z faktów, jest coś takiego jak logiczne wnioskowanie, od czasów Arystotelesa usystematyzowane ale nie obce ludziom wcześniej. Nie trzeba reszta wysokiej klasy specjalisty żeby stwierdzić, że jak w danym „leku” nie ma nawet molekuły substancji która jest na opakowaniu zaznaczona, to jest to oszustwo, bo że niby co ma leczyć?
    I to nie ma jej już od wielu rozcieńczeń wstecz, bo substancję która zawiera nic, rozcieńcza się dalej w proporcji jeden do dziesięciu i im bardziej się rozcieńcza tym mocniej działa.
    W coś takiego mogą wierzyć tylko ci dla których większość sporów nie jest rozstrzygnięta i którzy na równi przyjmują teorię ewolucji jak i dowód Smoka Wawelskiego na istnienie człowieka w epoce dinozaurów.

  19. Siedzi chłop na gałęzi i piłuje.
    Oj, zwalicie się mówi przechodzący obok.
    Chłop nic sobie nie robi z ostrzeżeń i piłuje dalej.
    Zwala się na ziemię i potłuczony się zastanawia, prorok to był czy co?

  20. @paker
    Od zawsze…to większość się myliła. Mówi o tym każdy podręcznik historii i nie ma nic bardziej oczywistego. Naukowcy kpili z Darwina, Freuda, Einsteina zanim „zrozumieli”.
    Dziennikarz nie jest od rozstrzygania sporów. Jeśli dziewięciu mówi A a jeden mówi B to dziennikarz i tak prezentuje głos wszystkich na równi. W innym wypadku jaki sens sporu w dyskusji?

    Co do teorii ewolucji to jest to po części (w skali makro) mit, oparty na błędzie Petitio principii. Przyjmuje się z góry założenia aby udowadniać owe założenia. Kreacjoniści różnią się tylko tym, że mają inny mit, który słabo sprawdza się w nauce ścisłej, bo pozwala tylko na uprawianie metafizyki, ewentualnie teologi a nie biologii i pochodnych. Tylko ta różnica i tutaj wgrywa zastosowanie praktyczne a nie żadna „obiektywna prawda”. Podobnie jest z lekami i sporem o homeopatie. Jeden mit goni drugi, bo gdyby leki z reklam działały to chyba proste, że co roku nikt by nie wymyślał nowych.
    Wszystkie „gorące” spory istnieją dlatego, że żadna ze stron nie posiada przekonywujących faktów. Raczej o to, czy kolor czerwony jest rzeczywiście czerwony a wróbel to ptak co fruwa, nikt się nie spiera.

  21. @VPS
    „Od zawsze…to większość się myliła. Mówi o tym każdy podręcznik historii i nie ma nic bardziej oczywistego. Naukowcy kpili z Darwina, Freuda, Einsteina zanim „zrozumieli”.”

    Zacytuję Ci Barta, bo pasuje tu idealnie
    „Ja nie wiem, jak się ten błąd w rozumowaniu nazywa. Na własne potrzeby określam go jako “obronę klauna Bozo”. Obrona klauna Bozo wygląda tak: ludzie (naukowcy) mylili się w wielu sprawach, więc zapewne zajmują też błędne stanowisko w kwestii X, w której ty akurat zajmujesz stanowisko sprzeczne ze współczesną wiedzą.”
    „Skąd nazwa obrony klauna Bozo? Z bon-motu Carla Sagana: “Śmiali się z Kolumba, Fultona i braci Wright. Ale śmiali się też z klauna Bozo”. To, że kiedyś Kopernik obalił zastany stan wiedzy, nie znaczy, że dziś klaun Bozo ma rację.”

  22. Jak się mylili? Zgodnie z twoją teorią nie mylili się właśnie, zacytuję:”Większość sporów naukowych tj. teoria ewolucji vs kreacjonizm są sporami nierozstrzygniętymi”
    Brak ci konsekwencji w myśleniu moim zdaniem.

  23. @pioc
    Masz rację. Dlatego napisałem o „przykładzie z ostatnich tygodni”, żeby nie było, że piętnuję wyłącznie „GW”. Po prostu w ostatnim czasie rzuciło mi się to w oczy na Waszych łamach.

  24. @Ludwik
    Mój komentarz odnosił się wyłącznie do sfery nauki, w której zresztą też znajdzie się sporo zagadnień trudnych do jednoznacznego rozstrzygnięcia (w sensie: większość specjalistów i liczne, wiarygodne badania naukowe wskazują, że jest tak i tak). Dlatego podałem przykłady hipotezy HIV-AIDS czy globalnego ocieplenia, których podważanie nie jest już sceptycyzmem, ale denializmem. Sprawa homeopatii też do tej grupy się zalicza, gdyż jest dość jasne, że: działa na zasadzie efektu placebo, a postulowany mechanizm jej działania („pamięć wody”) nie daje się wytłumaczyć i eksperymentalnie udowodnić na gruncie współczesnej nauki.
    Więc jeszcze raz, żeby było jasne: piszę TYLKO o nauce. Uważam, że są kwestie (np. bezpieczeństwo GMO), w których rzetelny dziennikarz nie powinien udawać, że „głosy specjalistów są podzielone, a sprawa nierozstrzygnięta”, więc prawda leży pośrodku.

  25. @RobertP
    Gdyby technicznie było można, to dałbym wielkiego lajka pańskiemu komentarzowi :-)

  26. RobertP, w rewanżu zacytuję fragment, mój ulubiony, „Wahadła Foucaulta”

    ..Na świecie spotyka się matołków, tępaków, głupców i szaleńców. (…) Powiedzmy, że osoba normalna to ktoś, kto ma w sobie rozsądną miarkę tych wszystkich składników, tych typów idealnych. (…) Geniusz to człowiek, który uruchamia w oszałamiający sposób jeden element, karmiąc go pozostałymi. (…)
    Matołek nic nie mówi, toczy ślinę, jest spastyczny. Z powodu braku koordynacji przykłada sobie lody do czoła. Wchodzi od złej strony w drzwi obrotowe.
    – Jak żyje?
    – Radzi sobie. Właśnie dlatego jest matołkiem. (…) Z tępakiem sprawa jest bardziej złożona. (…) To złowiek, który mówi zawsze obok kieliszka. Chce mówić o tym, co jest w kieliszku, ale poniważ jest tak, jakby go nie było, mówi obok. Wyrażając to w terminach obiegowych, właśnie tępak popełnia gafy, zwraca się bowiem z pytaniem, jak się miewa małżonka, do faceta, któego żona dopiero co rzuciła. Tępak jest bardzo pożądany, zwłaszcza w towarzystwie. Wprawia wszystkich w zakłopotanie, ale później przysparza okazji do komentarzy.
    W swej odmianie pozytywnej staje się dyplomatą. Mówi obok kieliszka, kiedy gafy popełniają inni, doprowadza do tego, że zmienia się temat rozmowy. (…) Tępak nie twierdzi, że kot szczeka, ale mówi o kocie, kiedy pozostali rozmawiają o psie. Myli reguły konwersacji, lecz kiedy myli je dobrze, bywa wyborny. Sądzę, że należy do gatunku na wymarciu, jest nosicielem cnót typowo mieszczańskich. (…)
    Głupiec nie błądzi w zachowaniu. Błądzi w rozumowaniu. To człowiek, który mówi, że wszystkie psy są zwierzętami domowymi i wszystkie psy szczekają, ale koty są też zwierzętami domowymi, więc też szczekają. Albo że ponieważ wszyscy Ateńczycy są śmiertelni i wszyscy mieszkańcy Pireusu są śmiertelni, to mieszkańcy Pireusu są Ateńczykami.
    – Co jest zgodne z prawdą.
    – Tak, ale akcydentalnie. Głupiec wygłasza czasem twierdzenia słuszne, ale buduje je na fundamencie fałszywych przesłanek.
    – Można głosić wnioski błędne, lecz przesłanki muszą być niewzruszone.
    – W tym rzecz. W przeciwnym razie, po co byłoby tak się trudzić, by stać się zwierzęciem rozumnym? (…) Głupiec jest niezwykle zdradziecki. Tępaka poznaje się od pierwszego rzutu oka (nie mówiąc o matołku), podczas gdy głupiec rozumuje prawie tak samo jak pan i ja, tyle że z nieznacznym odchyleniem. Jest mistrzem paralogizmu.
    Szaleńca rozpoznaje się natychmiast. To głupiec, który nie ma pojęcia o sztuczkach. Głupiec próbuje dowieść swojej tezy, ma logikę wykoślawioną, ale ma. Natomiast szaleniec nie ma żadnej logiki, zdąża od jednego krótkiego spięcia do drugiego. Dla szaleńca wszystko stanowi dowód wszystkiego. Szaleniec ma idée fixe i cokolwiek wpadnie mu w ręce, służy potwierdzeniu tej idei. Szaleńca rozpoznaje się po swobodnym podejściu do sprawy dowodu, po gotowości do szukania objawień. I wyda się to panu zapewne dziwne, ale szaleniec prędzej czy później zawsze wyciąga z rękawa templariuszy.

  27. @Gronkowiec
    Wtedy dziennikarz pisze (lub mówi) tak:
    większość (jeśli rzeczywiście większość) społeczeństwa wierzy w homeopatię, ale werdykt specjalistów w tej sprawie jest jasny: homeopatia to placebo i nic więcej.

  28. W sprawie globalnego ocieplenia sprawa wydaje się rozstrzygnięta co do faktu. Co do konsekwencji już nie, bo na zmiany klimatu ma wpływ wiele czynników i człowiek jest tylko jednym z nich, czy decydującym? Jeżeli mocą sił natury klimat się będzie oziębiał a za sprawą człowieka się ociepla, to wyniku tego wzajemnego oddziaływania nie sposób przewidzieć, ponoszenie więc konsekwencji próby zatrzymania procesu może nie być opłacalne ani celowe jeżeli możliwe w ogóle.
    Histeria wokół negatywnego wpływu ocieplania się klimatu ma u podstaw to samo myślenie co u przeciwników GMO, człowiek może tylko naturze zaszkodzić swoim działaniem, co jest zgodne z prawdą jeżeli za stan moralnie lepszy uzna się naturę bez człowieka na Ziemi.

  29. @paker @RoberP

    Tutaj się nie rozumiemy.
    Skoro Darwin „obalił” swoich poprzedników, pomimo tego, że naukowcom zajęło wiele czasu aby się do tego przekonać, to tak samo dziś można „obalić” Darwina i to też zajmuje wiele czasu. Tak działa kryterium większości. Gdyby teoria Darwina była faktem/prawdą, to nikt by nie miał problemu. Fakty są niezmienne, nie dyskutuje się nad faktem a jedynie nad interpretacją faktów. Tutaj nikt nie ma patentu na racje, bo wszyscy kierujemy się prawdopodobieństwem ale ono jest uzależnione od czynników jakie bierze się pod uwagę (dla kreacjonistów nieprawdopodobne jest to, aby złożony mechanizm mógł powstać przypadkowo i samoczynnie, bez przyczyny i jest to uzasadnione myślenie, bo nikt jeszcze nie zaobserwował takiego zjawiska, takie prawdopodobieństwo jest nawet nieempiryczne i nieracjonalne).
    Nauka interpretuje fakty pod siebie, czyli pod to aby temat nie był wyczerpany i aby można było kontynuować badania, operuje jedynie pojęciami które można mierzyć i badać, jeśli jednak ktoś interpretuje fakt od innej strony, do kryterium dołącza pojęcia metafizyczne, to nie oznacza, że nie ma racji, tak jak nie ma jednej prawdziwej metafizyki.

    Nie wiem na jakiej podstawie dziennikarz miałby tu rozstrzygać spory? Jeśli chemik spiera się z alchemikiem nad „prawdą” na temat ognia, to obowiązkiem dziennikarza jest dopuszczenie do głosu obydwu. W innym wypadku, dziennikarz spór już rozstrzygną i rozmawia tylko z jedną ze stron. Teraz pytanie; na jakiej podstawie ten spór rozstrzygną, skoro zna się na dziennikarstwie a nie na chemii czy alchemii? Wiedza specjalistyczna jest dla specjalistów. Interpretacja tej wiedzy jest już sprawą otwartą i to zawsze, do momentu w którym specjalista przedstawia przekonywujący i oczywisty dla laika dowód EMPIRYCZNY a nie teorie oparte na prawdopodobieństwie, one statusu wiedzy i faktu, całe szczęście, jeszcze nie mają…choć starania są jak widać.

    Tekst Pana Rotkiewicza to nauka PROPAGANDY i MANIPULACJI a nie dziennikarstwa.

  30. „Skoro Darwin „obalił” swoich poprzedników, pomimo tego, że naukowcom zajęło wiele czasu aby się do tego przekonać, to tak samo dziś można „obalić” Darwina.”

    Darwin nie obalał poprzedników, zaobserwował zjawisko i je opisał, przed nim nikt tego nie zrobił choć proces miał miejsce, gdzie tu coś do obalania? Zresztą był głęboko wierzący i miał sam ze swoją teoria wielki problem. Od czasu Darwina wszystkie badania potwierdzają zjawisko ewolucji, to historycznie się nazywa teoria bo przeciwstawiana jest jej teoria kreacjonistyczna. Dzisiaj ewolucja to fakt, nie teoria, nie da się obalić faktu. Zresztą nawet kreacjoniści nie negują dziś ewolucji, uważają Stwórcę za przyczynę ewolucji.
    Newtona też chcesz obalić?

  31. @parker

    Skoro teoria ewolucji jest faktem to jaki jest problem? Karty na stół.
    Darwin próbował dowodzić, że to gatunki ewoluują bo samo pojęcie ewolucji było znane od starożytności. Niektórych przekonał, niektórych nie przekonał….do dziś. To co dało się potwierdzić badaniami nie stanowi przedmiotu sporu. Problem w tym, że wiele rzeczy nie dało się udowodnić w żaden sposób, nawet uprawdopodobnić, tymczasem rzeczy te wchodzą w skład ogólnej teorii ewolucji, którą to pragnie się dziś indoktrynować ludzi. Ludzie mają prawo wierzyć w inteligentny projekt, w niezmienność gatunków, w pierwszą przyczynę itp. Uczciwość nakazuje wszystkich dopuszczać do głosu i jedynie rozdzielić jedne twierdzenia na prawdopodobne z perspektywy nauk przyrodniczych i inne na prawdopodobne z perspektywy danej metafizyki czy światopoglądu. Wyjaśnienie powstania całości życia biologicznego na ziemi jest bardzo złożone i tutaj nauka jest daleka od dowodów i racji (sam wiek ziemi można nieustannie podważać, jeśli się porusza problem istnienia czasu i świadomości). Z jednej strony tysiące gatunków ptaków mogło wyewoluować z gadów drogą doboru naturalnego ale z innej perspektywy jest to nierealne i można znaleźć na to setki argumentów, trudno tutaj o dowód.
    Teoria ewolucji opisuje tylko mechanizmy, badając od tyłu. Nie wyjaśnia ich powstania, choć przypisuje sobie takie prawa. Np. nie można powiedzieć, że rośliny wytworzyły barwniki dla swych owoców w celu przyciągnięcia ptaków drogą ewolucji, czyli metodą prób i błędów, gdyż roślina nie ma umysłu, nie wie co to barwa, nie wie co to ptak i nie wie co to błąd. Dla gatunku błąd jest jak u sapera, popełnia się raz i nie ma gatunku. To się fajnie wszystko układa w jedną całość jak się czyta od tyłu. Wtedy (stosując petitio principii) obserwujemy skutek i przyczyna nam się wydaje uzasadniona. Tymczasem posiadając samą przyczynę, trudno przewidzieć jej skutek, bo trudno znać przyszłość. Nie wiadomo co właściwie miałoby się przystosować do czego, czy to mitochondrium, czy komórka, czy cały organ miałby „wiedzieć” co jest potrzebne jaszczurce do tego aby za milion lat przystosować się do latania? Co w organizmie wie, że to akurat o skrzydła chodzi a nie o dłuższy ogon? Środowisko tu nic nie wymusza bo byśmy wszyscy czuli ten sam przymus. Mechanizm może być tu słusznie opisany ale przyczyną wcale nie musi być naturalna selekcja, może i to być inteligentny zamysł, oba scenariusze są prawdopodobne do pewnego stopnia (tutaj niekoniecznie mowa o Bogu, na świecie jest 7miliardów ludzi i połowa Azji ma inne zdanie na temat „Pierwszej Przyczyny”).

    Podobnie jest w innych wypadkach. Skoro ludzie od lat stosują leki homeopatyczne a jest to jedynie placebo, to należy przyznać, że jest to genialne placebo, bo działa. Jakby nie działało to nikt by tego nie stosował, bo przecież muszą być jakieś sukcesy skoro popyt się utrzymuje. Nie można sprzedawać wody zamiast wódki wieczność, każdy po pierwszym zakupie się zorientuje. Leki klasyczne są nieustannie modyfikowane, połowa z nich to takie same placebo, połowa znika z rynku po tym jak wychodzą skutki uboczne i gdyby tutaj była możliwa „prawda” na temat leku, to byśmy go wszyscy łykali do dziś i nikt by nie miał problemu.

    Jest stół, wykłada się karty i jeśli nie przekonują to najwidoczniej słabe te karty, na tym polega wolność, że do racji można jedynie przekonywać, nie można jej nakazać. A jeśli znowu ktoś kart nie potrafi odczytać, to już jego problem, dorośli są odpowiedzialni za swój rozum.

  32. Parker – nie wierzę… – dyskutujesz z kretonem. Sprowadzi Cię do swojego poziomu i pokona rutyną.

  33. @Marcin Rotkiewicz dzięki, ale lajk należy się Bartowi z http://blogdebart.pl/ (bo to copy-pasta z jego bloga)

    @VPS
    „Nauka interpretuje fakty pod siebie, czyli pod to aby temat nie był wyczerpany i aby można było kontynuować badania, operuje jedynie pojęciami które można mierzyć i badać, jeśli jednak ktoś interpretuje fakt od innej strony, do kryterium dołącza pojęcia metafizyczne, to nie oznacza, że nie ma racji, tak jak nie ma jednej prawdziwej metafizyki.”
    Tylko to już nie jest nauka. Jak mawiał Feynman „Shut up and calculate!”

    @VPS
    ” Uczciwość nakazuje wszystkich dopuszczać do głosu i jedynie rozdzielić jedne twierdzenia na prawdopodobne z perspektywy nauk przyrodniczych i inne na prawdopodobne z perspektywy danej metafizyki czy światopoglądu. ”

    To może dopuśćmy do głosu zwolenników teorii rasowych? Niedługo land Bawarii straci prawa do „Main Kampf” , będzie niedrogo.

    @VPS
    „Tymczasem posiadając samą przyczynę, trudno przewidzieć jej skutek, bo trudno znać przyszłość. Nie wiadomo co właściwie miałoby się przystosować do czego, czy to mitochondrium, czy komórka, czy cały organ miałby „wiedzieć” co jest potrzebne jaszczurce do tego aby za milion lat przystosować się do latania? Co w organizmie wie, że to akurat o skrzydła chodzi a nie o dłuższy ogon? Środowisko tu nic nie wymusza bo byśmy wszyscy czuli ten sam przymus.”

    Ty nic nie rozumiesz z teorii ewolucji, a powyższy akapit jest tego dowodem

  34. @
    Co do zwrotu petitio principii.
    Należy zauważyć, że cała nasza logika i myślenie racjonalne jest uwikłana w ten błąd. Już sama matematyka udowadniając istnienie liczby lub odcinka zakłada, że liczba/odcinek istnieje bo składa się z sumy mniejszych liczb/odcinków, czyli zakłada, że dowód jest prawdziwy bo składa się z tego dowodu tylko podzielonego.
    Logika sama tu zauważa swoje granice i wypada przyznać, że wszystkich problemów poznawczych nie rozwiąże.
    Tymczasem myślenie jakie prezentuje Pan Rotkiewicz to próba narzucenia hegemoni. Wszystko co odbija od trendu racjonalno-logicznego jest szykanowane. Taka hegemonia to ogromna odpowiedzialność bo dziś nasze działania są przyczyną skutku który zaistnieje w przyszłości. Nauka od zawsze pokazuje, że takiej odpowiedzialności nie chce dźwigać, co widać na przykładzie problemu globalnego ocieplenia. Mówi się, że przyczyną jest człowiek, nauka sama siebie stawia jakoś obok człowieka i sama zapomina, że to postęp technologiczny jest pierwszą przyczyną zmian środowiska, czyli nauka i to się zaczęło już z chwilą powstania rolnictwa, czyli chęci usprawniania. Taka nauka stawia siebie w roli wybawiciela z problemu dokonanego przez nią samą, tylko zamiast siebie podstawia tutaj człowieka w roli winnego. To są konsekwencje każdej hegemonii „właściwych racji” i myślenia totalitarnego.
    Uczciwość natomiast nakazuje uznać wielość racji a decyzje podejmuje albo silniejszy, albo piękniejszy albo sprytniejszy. Skoro nie wiemy jakiego przyszłego skutku jesteśmy przyczyną, pokora co do „prawdy” to najlepsze lekarstwo na jutrzejsze zło.

  35. @RobertP

    Wszystkiego kalkulować się nie da – patrz wpis wyżej.

    Zwolennicy teorii rasowych są pod butem większości. Tutaj nie ma żadnej „obiektywnej racji”, po prostu im nie wolno, bo tak i już. Na tym polega różnica pomiędzy siłą faktu a siłą większości. Jakoś przez większość XIX stulecia nauce dyskryminacja rasowa nie przeszkadzała.

    No o tym, że ktoś nie rozumie teorii ewolucji już słyszałem wiele razy, tylko tak samo często nikt nie potrafi jej wytłumaczyć. Skoro jest niezrozumiała, to po co tym męczyć ludzi a zwłaszcza dziennikarzy? Niech się zajmują nią ci, którzy sobie zawiązali ten supeł a zwykłych ludzi zostawią w spokoju.

  36. „No o tym, że ktoś nie rozumie teorii ewolucji już słyszałem wiele razy, tylko tak samo często nikt nie potrafi jej wytłumaczyć.”

    Bo uczyć się powinno z książek, a nie oczekiwać, że dyksutant zarzucajacy ci ignorancję nagle zamieni się w twojego nauczyciela.

  37. Oj, jak widzę za sprawą vps dyskusja przerodziła się w kolejne odpieranie kolejny raz powtarzanych bredni. Niefalsyfikowalnych, wynikających z niezrozumienia, niekiedy przeinaczonych fragmentów opinni naukowców. Znów jakeś teleologiczne dyrdymały, mylenie teorii ewolucji z darwinizmem i ewolucją.
    Nie wem, dyskutować czy wspłóczuć.

  38. @Julia
    Skoro ja przeczytałem swoją książkę a Ty swoją ale obydwoje nie wymieniliśmy się tymi książkami to jak można dyskutować o ich zawartości?
    Dyskusja ma swoją definicję i nie polega na sumowaniu monologów.
    Ktoś czytał książki kreacjonistów, że o nich dyskutuje?

  39. Miejmy nadzieję, że lekarze wyklęci nie mają na swoich sumieniach tylu niewinnych ofiar co żołnierze wyklęci…

  40. Podziwiam cię VPS. Dyskutujesz ofiarnie z ludźmi takiego pokroju, o których A. Małachowski powiedział: „Jeżeli tyran orzeknie, że trójkąt jest kołem, natychmiast zbierze się gromada sługusów, którzy zażądają zmiany w odwiecznych regułach geometrii”. Wstawić tylko zamiast „tyran” – „redaktor naczelny”. Albo: „Wikipedofilia”

  41. Karty od dawna są na stole.
    Mylisz porządki, królestwo Jego jest nie z tego świata, wiara już dawno nauczyła się współistnieć z nauką, równolegle, a ty chcesz te dwa porządki sobie przeciwstawiać, to myślenie właściwe dla Średniowiecza nie dla XXI wieku.
    Nie da się udowodnić, że Boga nie ma, to oczywiste. Osobiście jestem wierzący. Wierzę w Przypadek i przypisuję mu Boską moc. I mnie się wszystko zgadza, żadnej sprzeczności takie założenie z nauką nie wywołuje, więcej, wszystko co nauka i doświadczenie życiowe przynosi utwierdza mnie w mojej wierze.
    Co do inteligentnego projektu, to patrząc na wszechświat trudno mi tam jakąś inteligencję dostrzec.
    Czy myślenie mistyczne może zakładać prawdopośrodkizm? Bo tym blog traktuje.
    Skoro nie, to co się gospodarza czepiasz, raczej jesteście zgodni w tej materii.

  42. VPS
    „Ktoś czytał książki kreacjonistów, że o nich dyskutuje?”

    „A przecież żeby powiedzieć, że król jest nagi, nie trzeba zgłębiać dworskich traktatów o jego niewidzialnych szatach.” Dawkins (lub Hitchens)

    „Tymczasem myślenie jakie prezentuje Pan Rotkiewicz to próba narzucenia hegemoni. Wszystko co odbija od trendu racjonalno-logicznego jest szykanowane. Taka hegemonia to ogromna odpowiedzialność bo dziś nasze działania są przyczyną skutku który zaistnieje w przyszłości. Nauka od zawsze pokazuje, że takiej odpowiedzialności nie chce dźwigać, co widać na przykładzie problemu globalnego ocieplenia. Mówi się, że przyczyną jest człowiek, nauka sama siebie stawia jakoś obok człowieka i sama zapomina, że to postęp technologiczny jest pierwszą przyczyną zmian środowiska, czyli nauka i to się zaczęło już z chwilą powstania rolnictwa, czyli chęci usprawniania. Taka nauka stawia siebie w roli wybawiciela z problemu dokonanego przez nią samą, tylko zamiast siebie podstawia tutaj człowieka w roli winnego. To są konsekwencje każdej hegemonii „właściwych racji” i myślenia totalitarnego.”

    Spróbuj z czymś prostszym zamiast nauki, np. z kijem, którym nasz przodek mógł wygrzebać korzonki lub rozbić łeb innemu przodkowi. A potem podumaj na odpowiedzialnością kija, hegemonią kija itd.

  43. @parker
    Ja nie wnikam w słuszności i racje danego myślenia. Zauważam tylko, że uczciwość nakazuje dopuszczenie do głosu każdego, jeśli nie mamy wystarczających tzw „kart” (z kreacjonizmem podaje tylko przykłady na sensowność ich myślenia, nie znam się na tyle aby rozstrzygać ten problem).
    Są rzeczy o które praktycznie nikt się nie spiera, tj fruwanie wróbla, bo karty/racje są tak oczywiste, że spór jest absurdem. Są też rzeczy które są tak odległe od możliwości empirycznej weryfikacji, że im dalej tym trudniej ustalić prawdopodobieństwa i co z czego wynika. Każdy ma prawo do swojej opinii, tymczasem nauka próbuje zagarniać sferę publiczną w taki sposób w jaki tutaj opisuje Pan Rotkiewicz – dziennikarz nie powinien być bezstronny, powinien stać po stronie racji/prawdy – czyli po czyjej? Skoro ludzie się o coś spierają, to nie ma jeszcze racji/prawdy, są tylko opinie i mniemania. Nauka ma swoje modele i systemy w oparciu o które buduje obraz całościowe. Nie oznacza to jednak, że dany model jest całościowo słuszny. On się może sprawdzać do pewnego stopnia a dalej tylko zmylać i zwodzić, co pokazuje np. historia fizyki.

    W Polsce od lat próbuje się ludzi indoktrynować pewną poprawnością wywodzącą się z racjonalizmu itp. Potocznie wszystko nazywa się nauką, ale jak się przyglądniemy z bliska to nauka mówi wieloma głosami, są różne interpretacje i właściwie nic złego nie ma w tym, że wygrywa głos większości. Problem pojawia się wtedy kiedy ta większość zagarnia sobie pojęcie „prawdy” czy też „racji” i zaczyna się zaklejanie ust wszystkim co chcą myśleć inaczej.

  44. W Polsce od lat próbuje się ludzi indoktrynować pewną poprawnością wywodzącą się z racjonalizmu itp.

    Tak, na lekcjach religii najwięcej.
    Kto cię dyskryminuje? Kto ci zabrania bzdury pisać? Przecież piszesz.

  45. @parker
    A o czym jest wpis na tym blogu? Jeśli założysz, że ktoś mówi bzdurę a ktoś mówi prawdę, tylko na podstawie mniemań większości, to jak zdefiniujesz pojęcie dyskryminacji?

  46. Uważam że piszesz bzdury na podstawie tego co sam mniemam a w swoich mniemaniach rzadko bywam w większości.

  47. @Parker
    Jeżeli uważasz, że piszę bzdury bo tak mniemasz to OK. Jeśli na podstawie tego mniemania chcesz już tworzyć jakieś zasady/teorie/obyczaj względem moich bzdur, nie udowadniając, że to bzdura a jedynie mniemając, to pojawia się problem. Takim właśnie problemem jest myślenie zaprezentowane przez Pana Rotkiewicza. :)

  48. @VPS
    Lejesz dużo słów a sensu w nich niewiele
    ” tymczasem nauka próbuje zagarniać sferę publiczną w taki sposób w jaki tutaj opisuje Pan Rotkiewicz – dziennikarz nie powinien być bezstronny, powinien stać po stronie racji/prawdy – czyli po czyjej? Skoro ludzie się o coś spierają, to nie ma jeszcze racji/prawdy, są tylko opinie i mniemania. Nauka ma swoje modele i systemy w oparciu o które buduje obraz całościowe. ”

    Tak się składa, że jest odwrotnie, to media usiłują stworzyć wrażenie, że trwa spór w nauce.
    http://www.theguardian.com/environment/climate-consensus-97-per-cent/2013/oct/11/climate-change-political-media-ipcc-coverage

    „ie oznacza to jednak, że dany model jest całościowo słuszny. On się może sprawdzać do pewnego stopnia a dalej tylko zmylać i zwodzić, co pokazuje np. historia fizyki.”

    A teraz konkret poproszę. Jaki model wywiódł fizykę na manowce?

  49. Złośliwie można napisać, że dziennikarze to humaniści, którzy nie muszą przejmować głupotami jak nauki ścisłe. Stąd dawanie głosu np. stowarzyszeniu Stop Nop i innym szkodnikom. Bo to nowe, ciekawe, a że ludziom zamota w głowie co tam. Różne elity też korzystają z cudów niewidów i bronią. Ładnie zarabia na Kossakowskim. Nie czarujmy się, że to obiektywizm, bo w sprawach politycznych wielu pismaków go nie ma . A ci co krzyczą o propagandzie. Zawsze idioci będą się bronić, że 2+2 = 3 to alternatywa, nie wygodna prawda itp. Przestańcie manipulować, bo Kopernika od tysiącleci uznają, a zarabiania na wciskaniu kitu ciemnocie nie uznają nigdy. Niedawno była ofiara breathanizmu, mają być następne. A dzięki prawośrodkizmowi ktoś rzuci medycynę konwencjonalną na rzecz hochsztaplerstwa.

  50. @RoberP

    Trochę zabawne, bo ja w magazynach naukowych czytałem o alternatywnych teoriach dotyczących globalnego ocieplenia, ScientificAmerican o ile pamięć mnie nie zawodzi . Mówi się o promieniowaniu kosmicznym itd. Zresztą większość alternatywnych teorii pojawia się w prasie naukowej, one dopiero potem podłapywane są przez media i tworzą się spory publiczne, ale to mowa o tych „odśrodkowych” czyli nieobiektywnych mediach (niestety te 100% obiektywne istnieją tylko jako wzór, coś a la platońskie idee). TheGuardian ma swoje przechyły lewicowe i postępowe. The Economist już jest bardziej krytyczny i nauka tam nie zawsze ma się dobrze.
    Innymi słowy, nie komentował bym wpisu na tym blogu, jeśli problem obiektywności dziennikarzy by nie istniał, nie było by nawet takiego wpisu, bo wpis ten chyba popiera takie „odśrodkowe” dziennikarstwo… w tym podanym przykładzie wypadło akurat na tą inną stronę.

    Co do fizyki to ta kwantowa trochę rozwiała „obiektywną interpretację” świata podawaną przez fizykę klasyczną, podobnie jak teoria względności. Był sobie model wyjaśniający wszystko, a tu nagle się okazuje, że wyjaśnia tylko część. Dziś w świecie kwantów jak i kosmologii jest podobnie. Już się pisze podręczniki jak świat działa, już powstają filmy dokumentalne, a tu nagle Hawkins mówi, że te czarne dziury to wątpliwa rzecz i mogą wcale nie istnieć… kto wie jakim życiem będzie żyła teoria strun i czym jest świat kwantowy?
    Oczywiście od kuchni, każdy wie, że to tylko propozycja którą się bada i weryfikuje. Problem jest jednak w sferze publicznej (czyli czas i pieniądze zwykłych ludzi). Tam teoria przedostaje się już upakowana, jako „wiedza prawdziwa” i każdy kto powie inaczej, jest tym co się myli. Robią to głownie dziennikarze z pomocą, aktywną lub milczącą, naukowców…właśnie ci którym obca jest choroba „prawdośrodkizmu”.

  51. Panie DK – ofiar np. broni A/B/C, które są w całości dziełem racjonalnych naukowców, było znacznie więcej, tak ok. paru milionów. Może więc uważaj pan, co piszesz, bo twoje ‚argumenty’ w rezultacie obracają się przeciw nauce. Przykre. Podobnie jak nieprzyjemna wydana świeżo po polsku książka „Złe leki” dr medycyny Bena Goldacre (GB), która obrazuje, jak akademicka medycyna zdecydowanie za często jest szkodliwa. Co nie zmienia faktu, że niezachwianie w nią (medycynę współczesną) wierzę.
    A w całości miejcie na uwadze sentencję: nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. I zamiast tego, lepiej skierujcie swoją energię, na nadmiar której jak widać cierpicie, na naprawdę pożyteczne inicjatywy. Mogę wymienić ich na pęczki.

  52. @VPS
    „Trochę zabawne, bo ja w magazynach naukowych czytałem o alternatywnych teoriach dotyczących globalnego ocieplenia, ScientificAmerican o ile pamięć mnie nie zawodzi ”

    Zawodzi cię, bo SA nie jest magazynem naukowym a popularno-naukowym.

    ” Mówi się o promieniowaniu kosmicznym itd.” Kto mówi, gdzie? Jak w maglu, same ploty. W dodatku zdementowane w 2009 roku http://doskonaleszare.blox.pl/2009/02/Globalne-ocieplenie-i-promieniowanie-kosmiczne.html

    „Co do fizyki to ta kwantowa trochę rozwiała „obiektywną interpretację” świata podawaną przez fizykę klasyczną, podobnie jak teoria względności.”

    Czy mosty i maszyny parowe itd. budowanego według mechaniki Newtona zawodziły? Nie, więc nikogo to nie zwiodło i zmyliło. Orbity planet też były OK, oprócz jednej.
    Fizyka nie poszła w ślepy zaułek, tylko z tym co miała doszła tak daleko jak tylko można, a dopiero tam gdzie dokładność nie była wystarczająca powstała potrzeba lepszej teorii.

  53. @MR

    Ok, faktycznie rzetelny dziennikarz powinien opisywać fakty i je objaśniać, więc powiedzieć „nauka to…”, „popularne wierzenia tamto…”, „a bierze się to stąd że…”

    Jest to zresztą dobra okazja żeby zwrócić uwagę na to, że farmaceuci czyli fachowcy od tego tematu, zbiorowo wierzą w homeopatię lub cynicznie wykorzystują wiarę swoich klientów. Lekarzy gadających antynaukowe bzdury też jest sporo. Równocześnie w czasopismach „branżowych” słychać narzekania, że nie-lekarze ośmielają się wypowiadać na tematy medyczne, bo nawet jak ktoś całe lata spędził na badaniach w naukach biomedycznych, to i tak jego głos nie może się równać z głosem pana Ziutka, lekarza z miejscowej przychodni… W tej sytuacji, jeśli farmaceuci (i Uniwersytety Medyczno – Magiczne!) mówią że homeopatia działa, to może my, prości naukowcy, powinniśmy pokornie spuścić głowę i się podporządkować ich opinii 😛

    BTW: A czy w ramach bezstronności dziennikarskiej doczekamy się kiedyś spod pańskiego pióra tekstu o ciemnych stronach GMO? :)

  54. @RoberP

    >a dopiero tam gdzie dokładność nie była wystarczająca powstała potrzeba lepszej teorii.<

    Otóż na tym właśnie polu toczą się wszystkie spory. Naukowcy często fanatycznie upierają się, że ich przewidywania są lepsze od innych przewidywań. Zanim pojawi się ta lepsza teoria, masy karmi się teorią tymczasową jako "obiektywną prawdą" (stoją za tym głównie dziennikarze ale też i naukowcy). Dotyczy to teorii ewolucji, fizyki, medycyny, klimatu itd. W historii nauki jest to zjawisko tak częste jak same odkrycia.

    Co do klimatu, to jakbym był uparty to bym wygrzebał i pokazał skan…na pewno nie z 2009 bo ja SA czytałem jakieś 2-3lata temu… aż się zorientowałem że połowa treści to zaprzeczenia treści wcześniejszych :) Zresztą w tym temacie problemem nie jest stwierdzenie faktu o ocieplającym się klimacie, bo on chyba zmienia się nieustannie (są też teorie o tym, że ocieplenie powstrzymuje kolejną epokę zlodowacenia). Problemem jest wyciągnięcie słusznych wniosków i podjęcie słusznych działań i na tym polu zaczynają się ogromne bzdury, bo naukowcy wskazują palcem winnych, zapominając że pokazują w lustro. Po drugie wszystkie przewidywania oparte są na założeniu, że świat będzie szedł w tym kierunku w którym idzie. Jak wiemy z historii, takiego zjawiska jeszcze nie było i wszystko zmienia się w sposób nieprzewidywalny dla współczesnych. No ale "ściśli" historii nie czytają, bo to ta "mniej przydatna" wiedza.

  55. Jakie ciemne strony GMO? Przecież GMO to tylko sposób uzyskania nowej rośliny, co złego w sposobie?
    Że nie przypadkowy tylko zaplanowany?
    To ja, wierzący w boską moc Przypadku mógłbym protestować, że to niezgodne z wolą boską, że człowiek wkracza w boskie kompetencje, ale nie mam współwyznawców, gdybym miał, założył Kościół Świętego Przypadku. Ale nawet mnie ta technologia nie przeszkadza, dopóki Przypadek będzie miał wpływ na te działania a jak wiadomo na razie ma, bo naukowiec może umrzeć przed dokończeniem dzieła, aktywiści czy politycy mogą jego dzieło zniweczyć, nie da się mojego Boga wyeliminować, można mu tylko przeszkadzać, rozumem. Cóż, jest Bóg, musi być i Szatan.

  56. @parker

    W GMO to ludzie boją się głównie samych siebie a nie kary Boskiej za zjadanie „zakazywanego owocu”. Inaczej, boją się tego, że dziś ingerencja w „naturę” może być nie szkodliwa a za kilkadziesiąt lat się okazuje, że produkty GMO mają jakiś mankament lub brak który szkodzi….i co wtedy?
    Badać jak najbardziej trzeba ale mówienie, że w GMO nie ma nic złego, jest mówieniem, że dzisiaj nie ma wpływu na to jakie będzie jutro. GMO nie jest ani złe ani dobre, jest wazą z bardzo delikatnej porcelany i tak najlepiej do tego podchodzić.

  57. Ciemnota polska wiecznie żywa – i chyba przeżyje Lenina.

  58. @Gronkowiec
    tekst „o ciemnych stronach GMO”. Hmm. Czy chodzi panu o jakieś wyjątkowe i związane tylko z tą technologią zagrożenia? Bo jeśli tak, to ja ich nie znalazłem. Ale może pan? Proszę się w takim razie z nami podzielić tą wiedzą, choć chyba lepszym miejscem na taką dyskusję jest gmo.blog.polityka.pl (gdzie jest pan stałym bywalcem, ja zresztą też :-)

  59. Z GMO jest jak z nożem. Zależy, jak się używa.

  60. @MR

    No tak, kłótnie o GMO zostawmy na innego bloga 😛 Zresztą się muszę poskarżyć, że ile razy próbowałem jakiś tekst o GMO do Polityki wysłać, to zawsze nawet nie dostawałem choćby uprzejmej odpowiedzi „sorry, nie jesteśmy zainteresowani”….

    A swoją drogą, temat „dlaczego wszyscy polscy farmaceuci wierzą w homeopatię / wykorzystują wiarę innych” to dobry temat na artykuł może… :)

  61. @ Gronkowiec
    Bezpieczniej sprzedawać cukier w ładnym pudełku, niż leki…

  62. Większość farmaceutów nie wierzy w homeopatię, skąd ten pomysł, że większość wierzy?
    To że sprzedają, wynika z popytu, jest popyt znajdzie się podaż, odwieczna reguła ekonomii. To nie ma nic wspólnego z wykorzystywaniem, nie ma co tego wartościować moralnie, mają czynsz do zapłacenia, pracowników do utrzymania i swoje rodziny. A biznes który nie ma całego potrzebnego asortymentu schodzi na psy, wystarczy, że lekarz zapisze syrop homeopatyczny między lekami i do której apteki pójdzie pacjent?
    Jakbym miał aptekę też bym sprzedawał, bo ideałami to ja dzieci nie nakarmię, barany trzeba strzyc, tak ten świat urządzony.

  63. A ja wolę prawdopośrodkizm niż „dziennikarstwo zaangażowane” w wykonaniu np Frondy, gdzie wszystko jest pokazane z jednaj tylko strony, zinterpretowane, przeinaczone i podane jako „niezależna” prawda objawiona. Dzięki. Wolę sama się zastanowić po której stronie sporu jestem. I nie wierzę, że GMO jest bezpieczne

  64. @Kkkkkkkk
    Przywoływanie „Frondy” jest nietrafionym argumentem, bo nie o tego typu zaangażowanie mi chodzi.
    Zaś co do wiary czy niewiary w bezpieczeństwo GMO – z taką postawą nie da się racjonalnie dyskutować, bo albo się uznaje fakty, albo nie.

  65. Bardzo dziękuję za ten tekst oraz pouczający wątek dyskusyjny.

    Przypomina mi, co w głowie mają osobniki takie jak tu podpisujące się jako „vps” czy „?”. To jest jakaś nieustrukturyzowana, przelewająca się magma, w której wszystko się miesza z wszystkim i nie w pełni działa rozumowanie logiczne. I stąd się chyba też bierze „prawdopośrodkizm”.

    A kiedy się czyta te wynurzenia „jak Kazio sobie teorię ewolucji wyobraża”, to gromy się cisną na nauczanie ogólne (podejrzewam tu źródło ignorancji) i poziom wiedzy: czy naprawdę trzeba z batem każdemu wyjaśniać, co to ewolucja, co to był Lamarckizm, a co wprowadził Darwinizm i teoria doboru naturalnego?

    Być może trzeba – to by oznaczało, że należy wprowadzić znacznie więcej godzin zajęć w procesie nauczania, a wbrew oszczędnościowym planom obecnego rządu proces edukacji przedłużyć o jedną klasę, a nie kończyć rok wcześniej niż obecnie. W końcu życie w XXI wieku wymaga znacznie większej wiedzy niż w początkach XX wieku, gdzie wszystko było prostsze: to krowa, to żyto, a to młóckarnia.

  66. @ Aegis
    Przychylam się do tego co piszesz, i tez dziękuje autorowi za tekst Pierwszym problemem w naszym nauczaniu jest to, że po wyjściu ze szkoły ludzie nie rozumieją pojęcia „metoda naukowa” (chodzi nauki eksperymentalne, science). Jeśli ktoś tego nie rozumie, nie rozumie ani pojęcia hipotezy, ani teorii naukowej, ani nie uświadamia sobie tego jak buduje się nasza wiedzę (wiedzę ludzkości, nie poglądy osoby).
    W wielu wypadkach (homeopatia, GMO, klimat, szczepionki) ludzie wykorzystują swoje jednostkowe, oderwane obserwacje i ułomne rozumowanie do wyciągania ogólnych wniosków. Nie tak działa nauka, ale tak jest postrzegana.

    P.S. Wielokrotnie na wykładach robiłem eksperyment. Pisałem na tablicy skomplikowane wyrażenie matematyczne w którym występowały logarytmy, funkcje trygonometryczne potęgi pi i e. Skomplikowane, ale dające się rozwikłać, choć na pewno nie szybko i tylko osobom posiadającym odpowiednie podstawy matematyczne. Potem podwalem i zadawałem pytanie: czy wynik jest większy czy mniejszy niż (np.) 1. Ja wiedziałem, bo przygotowałem sobie zależność zawczasu. Publiczność nie wiedziała a głosy rozkładały się przypadkowo ze średnia pół na pół.
    I tak jest często i w debatach i w mediach. Nie mylmy opinii z wiedzą.

  67. Panu Rotkiewiczowi chciałbym pogratulować nonkonformistycznej postawy wobec dziennikarstwa. Dowody należy ważyć, a nie liczyć, a zadanie to w sferze publicznej przypada właśnie dziennikarzom. Jasne, że pisząc artykuł o homeopatii, należy uwzględnić zdanie homeopatów. Ale należy też podkreślić, że za wyjątkiem nazwy nie ma ono nic wspólnego z nauką. To samo dotyczy każdego innego rodzaju pseudonaukowego bełkotu.
    Jeśli chodzi o podejście do rzeczywistości, to największym problemem współczesnego świata, jest moim zdaniem niezwykle ciekawe zjawisko zwane postmodernizmem. Nie ma żadnych granic, wszystko można dowolnie interpretować, fakty są jedynie iluzją… Tak naprawdę to pewnie w ogóle nic nie ma i tylko nam się wydaje, że jest. Ale zaraz, komu się tak wydaje, skoro nas nie ma? Zdecydowanie, podejście warte uwagi.
    Kłopot polega na tym, że to postawa coraz bardziej popularna, bo zwalniająca z myślenia, a dająca jego pozory. Coraz częściej można się spotkać z przerażającą formą dyskusji opierającą się na tzw. „poglądach”. To jest to, o czym pisze też pan Rotkiewicz. Ekspert podaje fakty i dowody, a wygadany oponent z obłudnym uśmiechem odpowiada, że „oczywiście ma pan prawo do takich poglądów, ale ja mam inne…”. Pierwszy raz uczuliła mnie na to zjawisko wypowiedź dr. Witkowskiego na jego blogu i od tamtej pory jak ognia staram się unikać dyskusji z takimi ludźmi. Powtarzając za Witkowskim: znacznie lepiej uciekać, bo dyskusja jest niemożliwa. Jeżeli ktoś nie rozumie czym jest nauka i próbuje z nią dyskutować w oparciu o wiarę i wspomniane „poglądy” to jest stracony, a dawanie mu pola do popisu, poprzez próbę dyskusji musi prowadzić do porażki, ze względu na wspomniane przysłowie o dyskutowaniu z idiotą :)
    Co nie znaczy, że należy takie wypowiedzi całkowicie ignorować. Najważniejsze, żeby nie pozwolić się wciągnąć w dyskusję opartą na bełkocie i przekrzykiwaniu. Opierając się na nauce, nasze argumenty obronią się same.

css.php