Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

19.11.2014
środa

Mania naturalności

19 listopada 2014, środa,

Obraz Giovanniego Stanchiego, XVII wiek

Obraz Giovanniego Stanchiego, XVII wiek

http://jameskennedymonash.wordpress.com/

jameskennedymonash.wordpress.com/

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych i jednocześnie irytujących mitów – dotyczących głównie rolnictwa i żywności – jest przekonanie, że to, co naturalne jest dobre, a sztuczne – złe. Nie właściwości, nie toksyczność, nie dawka mają decydować o wpływie różnych substancji na organizm, ale pochodzenie.

Na takim założeniu opiera się np. idea rolnictwa ekologicznego, co prowadzi do absurdalnych sytuacji stosowania środków ochrony roślin bardziej toksycznych (za to naturalnych bądź „tradycyjnych”) dla środowiska od tych syntetycznych, czyli złych. Podobny sposób myślenia stoi również za odrzuceniem żywności GMO (roślin lub zwierząt), czyli uzyskanych metodami inżynierii genetycznej. Bo to „żywność Frankensteina”, czyli znów coś nienaturalnego, a więc złego. Oczywiście w przeciwieństwie do naturalnych odmian, niedotkniętych ręką szalonych naukowców i pazernych koncernów.

Ludzie kompletnie nie zdają sobie sprawy, że żywność, którą z radością pałaszują każdego dnia (również ta zakupiona na ekologicznym bazarku), została zmodyfikowana genetycznie przez człowieka w ogromnym stopniu. Jakiś czas temu napisałem artykuł, w którym pokazywałem, że poza runem leśnym i dziczyzną nie jemy nic naturalnego.

Pozwolę sobie na autocytat z tego tekstu: „Według różnych szacunków, dzięki mutagenezie [metodzie stosowanej od kilkudziesięciu lat i nie objętej tak restrykcyjnymi przepisami jak GMO] mogło powstać nawet do trzech tysięcy roślin uprawnych, którymi obsiewa się dziś (lub sadzi) pola na całym świecie. Są wśród nich m.in. odmiany pszenicy, ryżu, owsa, jęczmienia, grejpfrutów, sałaty czy fasoli. Fani włoskiego spaghetti z dużym prawdopodobieństwem jedzą to przygotowane z pszenicy durum o nazwie Creso. Nawet jedna trzecia zasiewów tym typem ziarna na Półwyspie Apenińskim to właśnie odmiana powstała dzięki bombardowaniu nasion promieniami rentgenowskimi i wysokoenergetycznymi neutronami. Spośród setek rodzajów pszenicy wysiewanych na całym świecie, aż 200 to wynik mutagenezy radiacyjnej bądź chemicznej. Z kolei rosnący w Kalifornii ryż Calrose 76 to dziecko promieni gamma. A pozbawione nasion arbuzy, podobnie jak pszenżyto, powstały dzięki silnej truciźnie – kolchicynie. Najbardziej popularny czerwony grejpfrut, tzw. Rio Red, został uzyskany w Brookhaven National Laboratory w 1968 r. dzięki neutronom prędkim. Mutant ten był zresztą potomkiem innego mutanta, powstałego przypadkowo na drzewie pewnej plantacji na Florydzie w 1907 r. i od tego czasu wielokrotnie sklonowanego na całym świecie”.

Co to jest mutageneza i jak ma się do otrzymywania odmian roślin GMO – warto przeczytać tutaj, a szczególnie zwrócić uwagę na tę tabelkę. Dlaczego w takim razie tylko rośliny (i zwierzęta) GMO w świadomości ludzi są zmodyfikowane genetycznie? Dobre pytanie.

Z jakiego powodu teraz o tym wszystkim piszę? Otóż pewien australijski bloger przygotował fascynujące grafiki, które pokazują, jak bardzo człowiek na przestrzeni tysięcy lat zmodyfikował naturalne rośliny (brzoskwinię, arbuza i kukurydzę). Gorąco polecam, szczególnie wyznawcom naturalnego jedzenia!

I jeszcze jedno. Na fali manii naturalności i chemiofobii co chwila słyszy się stwierdzenia typu: „Nie będę jadł tego świństwa nafaszerowanego różnymi E”. Oczywiście wypowiadającego te słowa najczęściej nie interesuje, jakie dokładnie E znajdują się w jedzeniu. Czy np. złowieszcze konserwanty nie są znacznie mniej groźne od drobnoustrojów i ich toksyn, przed którymi ową żywność chronią. Znów piszę o tym dlatego, że wspomniany już australijski bloger przygotował świetny obrazek, który unaocznia, ile różnych „chemicznych świństw” (m.in. E515, E300, E306, E101 i E160a) zawiera całkowicie naturalny (także ekologiczny) banan.

Swego czasu sporą popularność zyskał podobny rysunek naturalnego jabłka, więc dla przypomnienia podam, co ono zawiera: monotlenek diwodoru (czyli wodę), oleje roślinne, cukry, skrobię, karoten, tokoferol (E306), ryboflawinę (E101), nikotynamid, kwas pantotenowy, biotynę, kwas foliowy, kwas askorbinowy (E300), kwas palmitynowy, kwas stearynowy (E570), kwas oleinowy, kwas linolowy, kwas hydroksybursztynowy (E296), kwas etanodiowy, kwas salicylowy, puryny, sód, potas, mangan, żelazo, miedź, cynk, fosfor, chlorki, barwniki i przeciwutleniacze. Smacznego!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 81

Dodaj komentarz »
  1. Pokazywałem znajomym obrazek zawartości jabłka, o którym w tekście mowa. Niestety, tylko to podkręciło ich chemiofobię bo każdy w zasadzie zaczynał od tego jakiejś wersji opowieści o tym, że teraz to już do wszystkiego chemię dodają ale On pamięta smak papierówek z sadu od babci na wsi… Nikt nie chciał przyjąć do wiadomości, że to jest skład naturalnego jabłka.

  2. I znowu Pan manipuluje. Brzydko, bo stosuje Pan tę samą taktykę, którą stosują nawiedzeni ekolodzy – czyli półprawdy. Tak, jak oni, powiedzmy, wrzucają do jednego wora szkodliwe da zdrowia substancje w jakimś jedzeniu i dorzucają, że jest to GMO (sugerując, że GMO też jest szkodliwe), tak Pan wrzuca do jednego wora z wartymi obśmiania stereotypami „pazerne korporacje”. Panie Rotkiewicz. Pan żyje w jakimś kokonie? Pan nie ma świadomości, że te firmy kupują wybory, mają swoich ludzi w parlamentach? Że to nie chodzi o to, czy komuś wyrośnie piąta noga po spożyciu GMO, tylko o to, że w tej chwili gigantyczne korporacje czują się na tyle pewnie, że próbują prywatyzować rzeczy, które do tej pory były uznawane za takie jakby podstawowe prawa ludzkie, jak np. wodę?

    A grapefruity to hybrydy, nie tylko ten czerwony, raczej każdy po podstawówce ma świadomość, że coś takiego istnieje w przyrodzie i jest to zjawisko naturalne. A Pan pisze o tym tak, jakby luzie nabierali się na jedno dzieło Frankensteina, ale unikali drugiego. Doskonale Pan wie, że słowo „mutant”, zwłaszcza w odniesieniu do jedzenia, ma raczej negatywne skojarzenia, w przeciwieństwie do neutralnej „hybrydy”.

  3. Panie Dziennikarzu, nie wypowiadam się na temat genetyki, ale odnośnie konserwantów i dodatków: konserwanty chronią żywność, aby leżała tygodniami na półkach i nie wylądowała spleśniała w koszu na śmieci, co spowoduje stratę handlującego. Świeże i oczyszczone produkty nie mogą być bardziej groźne dla zdrowia, niż większość konserwantów, które bardzo często są groźne dla zdrowia i życia. Wystarczy czytać etykiety żeby dowiedzieć się, że zjadamy nawet rakotwórcze dodatki! Są obecnie wszędzie, a im tańsze, tym szerzej stosowane. Alergie i niska odporność są często powodowane właśnie tymi „złowieszczymi” dodatkami, których Pan broni.
    Trzeba zawsze czytać, co w siebie aplikujemy, bo można małymi kroczkami prowadzić do destrukcji organizmu. To tylko przykłady zaczerpnięte z Wiki:

    E220 – dwutlenek siarki w wodach smakowych i serze.
    Może obniżyć zawartość witamin w produktach na skutek utlenienia – witaminy A i B1. U osób cierpiących na astmę może powodować problemy w oddychaniu. W wysokich stężeniach (powyżej tych używanych w żywności) może powodować zaburzenia układu trawiennego, mdłości, obniżenie ciśnienia, bóle głowy, zwężenie oraz zapalenie oskrzeli.

    E123 – amarant – wykorzystuje się go głównie do produkcji kosmetyków (np. szminek, róży kosmetycznych). Choć barwnik ten wycofywany jest z użycia w produktach spożywczych, to nadal można go znaleźć m.in. w: ciastach i galaretkach w proszku, płatkach śniadaniowych, bezalkoholowych i niskoprocentowych napojach alkoholowych, kawiorze i przetworach z czarnej porzeczki.
    Zagrożenia:
    Amarant może powodować typowe dla barwników azowych działania niepożądane. Poza tym może być przyczyną nieżytu nosa, a także wpływać na płodność, wątrobę i nerki. Spożywany przez kobiety w ciąży może wywoływać u dziecka wady wrodzone.
    W „Tabeli dodatków i składników chemicznych” B. Stathama wskazana jest jako czynnik rakotwórczy i teratogenny.
    SMACZNEGO!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Proponuję przestawić się na pastylki…

  6. @tequilamoonrise
    „Alergie i niska odporność są często powodowane właśnie tymi “złowieszczymi” dodatkami, których Pan broni.”
    Proszę jeszcze raz przeczytać mój wpis i sprawdzić, czego naprawdę bronię. Mam wrażenie, że polemizuje Pani z kimś zupełnie innym.
    Mam też pytanie na temat pewnego produktu, który został dopuszczony jako żywność do sprzedaży, a tymczasem powoduje (przepraszam, będzie bez tłumaczenia): „mild pruritus, urticaria, angiodema, eczema, facial swelling, sneezing, rhinitis, asthma, abdominal pain, drop in blood pressure, cardiac arrest and anaphylaxis”. Tylko w USA na ten produkt może być uczulonych kilka milionów ludzi. Jest najczęstszą przyczyną wstrząsów anafilaktycznych spowodowanych żywnością. Nie zaleca się, by go podawać dzieciom poniżej 3 roku życia. (podobnie jak Pani, cytuję za Wiki). Co to takiego i dlaczego produkt ten nie został jeszcze zakazany?
    Pozdrawiam

  7. z tych grafik wynika że ani brzoskwinia ani kukurydza nie są uprawiane w Polsce…

  8. Autor pisze głównie o roślinach, a ja zapytam jakich pradawnych zwierząt jemy dzisiaj mięso? Toż wszystkie one zostały „sztucznie” wyhodowane przez ludzi poprzez przyśpieszoną ewolucję. Nawet dziko żyjące zwierzęta różnią się od swoich przodków – tyle że zajęło im znacznie więcej czasu, by wyglądać jak dzisiaj.

  9. GMO i – no właśnie – na przestrzeni tysięcy lat. Na przestrzeni troszkę większej zawartość tlenu w atmosferze spadła z 35% do obecnych 21%. I w zasadzie (prawie) nic się nie stało; ale gdyby z dnia na dzień obniżyć zawartość tlenu w powietrzu do 12%, mielibyśmy sporą katastrofę.

    Czas w procesach ma znaczenie – globalne ocieplenie to przecież wynik zbyt szybkiej produkcji CO2 (a wcale nie zbyt dużej – tylko szybszej, niż jego zużycie). Tymczasem po prostu za mało wiadomo, jakie skutki przyniesie szybkie wprowadzenie do ekosystemu nowych organizmów (GMO, czy innych, ale GMO można wprowadzić szybciej). Wolałbym uniknąć takich, jakie miało wprowadzenie gronostajów, które w Nowej Zelandii miały polować na wcześniej zawleczone tam króliki, a zajęły się bezbronnymi ptakami, które nie miały czasu się przystosować (np. takim Takahe, którego reintrodukcja kosztuje koszmarnie dużo). Takie zmiany mogą być nieodwracalne, albo bardzo drogie do zatrzymania (znów CO2, NZ, Australia i jej króliki, czy, w Polsce, Barszcz Sosnowskiego).

    Skoro już wspomniałem o ociepleniu – jego skutki to też nie „będzie cieplej”, tylko „będzie gwałtowniej” – procesy przyspieszą. Ludzie już przyspieszyli ich sporo, może lepiej nie przyspieszać bardziej?

  10. Naturalne jest o tyle zdrowsze, że wytwory ludzkie są obarczone ryzykiem błędu i niedoskonałości. Za naturalnym jedzeniem przemawia natomiast doświadczenie jak i doskonałość przyrody, czyli tysiące lat w których to człowiek jadł i dawał sobie radę w przeciwieństwie do marzeń i życzeń naukowców, które kończyły się już różnie. Twory sztuczne, naukowe to nic innego jak majstrowanie małego ludzkiego geniuszu w dziele dużego geniuszu doskonałego jakim jest świat natury – nikt tego nie zabrania, ale bez podniety i bez zrównywania jednego z drugim, bo dzieła człowieka odstają sporo od dzieł natury.

    http://forsal.pl/artykuly/665765,naukowcy_o_gmo_choc_nie_ma_dowodow_o_szkodliwosci_wciaz_malo_wiemy.html
    http://wolnemedia.net/ekologia/zywnosc-gmo-duzo-gorsza-niz-myslimy/
    http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/w_kanadzie_po_obsadzeniu,p1411699057

  11. Od czasu do czasu odcinam kisc naturalnych ( dzikich)bananow,po zdjeciu skorki sa wielkosci wiekszego korniszona.maja gdzies posmak slodkiego jablka.Miejscowi mowia na to banany jablkowe.I chyba maja racje,bo jablko,tu jest czyms co sie daje dziecku do szkoly.Wiec na specyficzny smak jablka sa czuli.I nie zastanawiaja sie nad skladem,bo kilo jablek np.Gala kosztuje 3$

  12. @M.R.
    Bitch please… Pewnie mowa o orzeszkach ziemnych, ale proszę nie uprawiać demagogii. Pana logika jest taka, jak „ci, którzy protestują przeciwko współczeswnych office spaces, bez dostępu światła dziennego, skąpanych w trupim blasku jarzeniówek, powinni wiedzieć, że na słońce też można mieć alergię”.
    Wiadomo, że są rośliny, które wywołują u uczulonych osób silne reakcje alergiczne, ze śmiercią włącznie. Wiadomo, że są trucizny, występujące w naturze. Nie wierzę, żeby jakikolwiek obrońca naturalnego jedzenia (cokolwiek by pod tym pojęciem rozumiał) twierdził, że można jeść trujące jagody tylko dlatego, że są naturalne.

  13. @vps
    Rzeczywiście sobie dawał radę o czym świadczy choćby średnia długość życia czy śmiertelność noworodków. I czy jak będziesz miał zapalenie wyrostka to co powiesz na naukowo przeprowadzoną operację?
    (Generalnie jestem tutaj na not sure if or just)

  14. Gdybyście (Wy, tj. Pan redaktor, Pan australijski bloger itp.) zamiast szafować grafikami ze składem owoców czy warzyw wzięli wszystkie te składniki chemiczne np. jabłka i w laboratorium wyprodukowali jabłko, z którego może wyrosnąć drzewo, które da jabłka itd…. O, wtedy bym Was brał na poważnie. A tak, to – proszę wybaczyć prawdę – jesteście jak dzieci we mgle i w piaskownicy 🙂

  15. „Za naturalnym jedzeniem przemawia natomiast doświadczenie jak i doskonałość przyrody, czyli tysiące lat w których to człowiek jadł i dawał sobie radę (…)”

    Tak, z pewnością. Wprawdzie nie wiemy ilu dokładnie ludziom w dziejach zaszkodziło spożycie naturalnego sporyszu w naturalnym zbożu albo naturalnych trychin w naturalnej świninie, niemniej szacunkowe ponad 40 tysięcy zgonów w czasie JEDNEJ epidemii ergotyzmu w X wieku to całkiem sporo (całą ludność Europy oblicza się wtedy na 40 milionów). No ale na szczęście to wszystko było naturalne i doskonałe, więc jest pomijalne w jakimkolwiek rozumowaniu.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Sporysz
    http://en.wikipedia.org/wiki/Ergot#History
    http://en.wikipedia.org/wiki/Ergotism

    „Pewnie mowa o orzeszkach ziemnych, ale proszę nie uprawiać demagogii.”

    O to to właśnie! Aflatoksyna jest substancją naturalną (zwłaszcza na orzeszkach ziemnych), więc i zgony od jej spożycia są naturalne. Czepia się zwyczajnie ten demagogiczny Rotkiewicz i tyle.
    http://en.wikipedia.org/wiki/Aflatoxin

    BTW jak kogoś ciekawi, jest taka przyjemna i rozwijająca książka, dostępna zresztą w obszernych fragmentach na Google Books: Donald G. Barceloux, Medical Toxicology of Natural Substances: Foods, Fungi, Medicinal Herbs, Plants, and Venomous Animals.

  16. Ja tam korzystam z E 🙂
    Np. Kwas L-askorbinowy czyli witamina C, ( http://goo.gl/YFUJSN ) skutecznie pomaga mi się konserwować zwłaszcza w porze jesiennej.

  17. Ludzie w ogóle mało wiedzą co jedzą, a żerują na tym różni oszuści, którzy doklejają do swoich produktów nalepkę „ekologiczne”, „naturalne” itp.

  18. @vps – proponuję spożywać naturalne, doskonałe muchomory.

  19. @frnkfrankowski
    A niby dlaczego śmiertelność noworodków ma być mała, a długość życia spora? Chyba tylko po to aby przeludnić planetę, wyczerpać jej surowce i przy okazji wytępić inne gatunki a z czasem i własny. Nie widzę w tym poprawy natury, bardziej ułomność i głupotę człowieka, który wierząc w mity zmyślone przez Darwina, zarzuca sobie pętlę na szyje. Za niedługo będziemy tacy do przodu, że będzie trzeba szukać innej planety do życia.

  20. Jak można porównywać naturalne krzyżowanie ras, gatunków i odmian na przestrzeni tysięcy lat w celu osiągnięcia pożądanego efektu z bezpośrednim babraniem w kodzie genetycznym typu wszczepianie do pomidora genów pingwina w celu zapewnienia mrozoodporności?!
    O to przecież chodzi! Tego ludzie się boją (nieważne czy słusznie czy nie).

    Tak samo niesłuszne jest pytanie co jest lepsze – azotyn sodu czy jad kiełbasiany. Ani jedno ani drugie. Najlepiej jeść mniej mięsa, a konserwować „tradycyjnie”.

  21. „A niby dlaczego śmiertelność noworodków ma być mała, a długość życia spora? Chyba tylko po to aby przeludnić planetę, wyczerpać jej surowce i przy okazji wytępić inne gatunki a z czasem i własny. Nie widzę w tym poprawy natury, bardziej ułomność i głupotę człowieka, który wierząc w mity zmyślone przez Darwina, zarzuca sobie pętlę na szyje. Za niedługo będziemy tacy do przodu, że będzie trzeba szukać innej planety do życia.”

    No i jesteśmy na miejscu. Ten tekst powinno się cytować forever, żeby nie było, że ktoś sobie zmyśla ekochochoła.

  22. Szlachetnym celem jest popularyzacja nauki, ale jawne kpiny z tych, którzy z różnych powodów nie mieli okazji jej poznać, już nie są szlachetne. Nie podoba mi się retoryka dziennikarzy naukowych, którzy z wyszukanie zadartym nosem próbują ludziom udowodnić, że są bandą durniów, poprzez ustawienie opozycji pomiędzy grupą „naukowcy” a „resztą świata”. Pan Redaktor namiętnie używa tej techniki w swoich tekstach. Nie chodzi o to czy Pan Redaktor ma rację, czy jej nie ma. Ten styl pisania jest infantylny i irytujący. Nie każdy spędza całe dnie wpatrując się w tablicę Mendelejewa. Starsze osoby z różnych powodów nie miały możliwości skończyć szkół, choćby dlatego, że wybuchła wojna. Byłoby lepiej i pożyteczniej, gdyby po prostu wytłumaczył Pan prostym ludziom to, co powinni wiedzieć, w zrozumiałym dla nich języku. Popularyzacja nauki nie polega na tym, żeby jej popularyzator non stop udowadniał, że pozjadał wszystkie rozumy. Z całą pewności Pan Redaktor ma imponującą wiedzę. Nie myślał Pan kiedyś o tym, żeby ją wykorzystać z pożytkiem dla innych? Ludzi trzeba szanować Panie Redaktorze, nawet jak są prości, niewykształceni i nic nie rozumieją. Czytanie tekstów dziennikarzy popularyzujących naukę powinno być dla nich fascynującą przygodą, a nie nadstawieniem się do bycia oblanym kubłem pomyj za to, że są nieukami…. Co Pan chce osiągnąć: pomóc ludziom zrozumieć pewne rzeczy, czy ich wyszydzić i obrazić?

  23. @asusu
    Przykro mi, że tak odczytała Pani moje intencje, gdyż były one zupełnie inne. Nie jest moim celem wytykanie braku wiedzy ludziom, którzy – jak Pani pisze – „z różnych powodów nie mieli okazji jej poznać”. Wątpię również, by zaglądały na tego bloga osoby, które „nie skończyły szkół, gdyż wybuchła wojna”. Jeśli miałbym już mieć do kogoś pretensje, to m.in. do niektórych koleżanek i kolegów po fachu, czyli dziennikarzy powtarzających różne głupoty w artykułach i na antenie, jak również autorów stron internetowych czy działaczy różnych organizacji, którzy straszą „chemią i GMO”. Te osoby mają zarówno możliwości, jak i intelektualne zasoby oraz obowiązek, by sprawdzić, czy ich twierdzenia mają oparcie w rzetelnej wiedzy. Zresztą dziś internet daje naprawdę ogromne możliwości weryfikacji informacji i dostępu właśnie do rzetelnej wiedzy. Ale zgodzę się z Panią, że trudno mieć pretensje do kogoś, kto (z różnych powodów) nie mógł się edukować, czy też nie potrafi (znów z różnych powodów) posługiwać się komputerem i przeglądarką internetową (a może nawet nie ma dostępu do sieci).
    Proszę też zwrócić uwagę na jedną istotną rzecz: to jest blog! Czyli miejsce komentowania na bieżąco, pisany w osobistym tonie, skrótowo, w luźniejszej formie. Nie mający na celu wyczerpania tematu (stąd tak dużo odsyłaczy w postaci linków w moich notkach). Jeśli zaś oczekuje Pani na tym blogu wnikliwej, długiej i poważnej w formie publicystyki popularnonaukowej, to chyba zachodzi tu jakieś fundamentalne nieporozumienie na linii nadawca-odbiorca.
    Pozdrawiam

  24. Zarówno treść blogu jak i zamieszczonych pod nim wpisów, ma w moim odczuciu surrealistyczny wręcz charakter, czy to zamierzony czy nie , trudno powiedzieć (w kontekscie tematu możnaby dodać, że ich autorzy chyba najedli sie blekotu) i tłumaczenie autora, “…to jest blog! Czyli miejsce komentowania na bieżąco, pisany w osobistym tonie, skrótowo, w luźniejszej formie. Nie mający na celu wyczerpania tematu (stąd tak dużo odsyłaczy w postaci linków w moich notkach)” brzmi doprawdy cieniutko. Jedyny sensowny, zwięzły wpis zamiescił Gostek Przelotem – z chęcią poczytało by sie komentarze na podobnym poziomie…

  25. Szanowny Autorze, jednym z głównych problemów genetycznie modyfikowanych roślin jest opatentowanie ziarna i uniemożliwienie rolnikom wykorzystania części ich własnych plonów do zasiewu w kolejnym roku. To nieodłączna część GMOs, a rujnuje finansowo wielu rolników, także tych, którym wiatr przeniósł pyłki GMOs z okolicznych pól. Poza tym genetycznie modyfikowane rośliny zmniejszają różnorodność biologiczną i to jest duży problem, jeśli np. zaatakuje je jakiś patogen – niszczy wtedy całe uprawy. Natomiast pasożyty, przeciwko którym hoduje się niektóre GMOs, szybko się do nich przystosowują. Pozwolę sobie też zauważyć, że powoływanie się na Wikipedię i blog nauczyciela chemii nie jest naukowe.

  26. Moj doktor (ceniony I nagradzany) polecil mi bym nie jadl pieczywa wyprodukowanego z GMO zboza.
    Gdyz zawiera ono parokrotnie wieksza ilosc glutenu niz zboze naturalne.

    Coraz wieksza ilosc przypadkow uczulen na skutek reakcji autoimiunologicznej glownie w spoleczenstwach rozwinietych ( tu w Australii juz co 4-te dziecko jest na cos uczulone) Jest laczone z reakcja na genetycznie nierozppnawalne

  27. Nierozpoznawalna przez organizm- bo sztucznie zmodyfikowana zywnosc.
    Nic dziwnego, ze zywnosc dla tych, ktorych stac
    Jest znacznie drozsza, sprzedaz jej rosnie w tepie geometrycznym bo jest sprzedawana w specjalnych sklepach jako zywnosc zdrowa(!) bo wolna od modyfikacji tzw. Zywnosc 100% naturalna.

  28. No coz, lubie pomidory ale jestem uczulony na pingwiny.
    Na moim talerzu znajdzie sie tylko pomidor mrozo-nie-odporny.
    Nie mowiac juz o pierzach miedzy zebami

  29. @vps:
    Ale… skąd by miano wiedzieć, że coś jest szkodliwe, a coś nie? Wyżej wrzucono Ci ‚muchomora’ — OK, wiadomo jak szkodzi, bo szkodzi nawet niewielka ilość. Ale jeśli coś byłoby karcerogenne w dużych ilościach i spożywane przez wiele lat? Tego się obawiają przeciwnicy GMO w odniesieniu do takiej żywności, ale też nie prowadzono takich badań dla ‚naturalnej’ żywności na masową skalę.

  30. Nie mamy wpływu na to jaką roślinę jemy. Natomiast chcemy jeść rośliny, które nie są nadmiernie poddane nawożeniu, czy opryskom. Wolę zjeść jabłko z plamami z ogródka, niż piękne i bez smaku (lub wszystkie odmiany o tym samym smaku), a po obraniu nie zmieniające koloru. Jeśli chodzi o zwierzęta hodowlane, to zapewne lepszy jest kurczak czy świnka z zagrody, niż hodowany w klatce.
    pozdrawiam

  31. Panie Marcinie, napisał Pan dobry artykuł, który nikogo nie obraża a jednocześnie obala (szczególnie u osób mniej zorientowanych) pewien rodzaj stereotypowego myślenia o chemii w ogóle. Niestety, często się zdarza, że niektórzy mniej wykształceni odbiorcy czują się urażeni widząc że ktoś wie więcej, potrafi wytłumaczyć lepiej, i że właśnie obnażono prymitywizm ich myślenia kiedy sami siebie uważali za tak wielce oświeconych. To pcha tych ludzi do internetowego hejtu. Gdzie kończy się rozum i brakuje pokory, zaczyna się nienawiść. Przedmówca, tigress321, na pewno nie studiował biologii, a wypowiada się w tonie kategorycznym o wartości artykułu pisząc o „blekocie”, tymczasem o najgłupszym, najbardziej infantylnym i frenetycznym komentarzu pod tym artykułem sam napisał: „Jedyny sensowny, zwięzły wpis zamiescił Gostek Przelotem – z chęcią poczytało by sie komentarze na podobnym poziomie…”. No cóż… Z całym szacunkiem, ale Gostek Przelotem to chyba nawet w gimnazjum biologii nie liznął i pisząc takie rzeczy po prostu obnażył przerażającą pustkę umysłową. Wołam do Was: jakim prawem ludzie o takim stanie umysłu w ogóle śmieli komentować ten artykuł??? Pozdrawia załamany Patryk z Katedry Biologii Molekularnej i Genetyki SUM w Katowicach.

  32. @vps:
    Łatwo sprawdzić, czy coś nie otruje po pierwszym spożyciu.
    Ale wykrycie, że coś szkodzi przy jedzeniu codziennie przez dekady?
    Właśnie takiego niebezpieczeństwa dotyczą obawy przed GMO, ale dokładnie takiego samego niebezpieczeństwa nie analizuje się dla ‚żywności naturalnej’, a doświadczenie w jej spożywaniu nic nie mówi. Można przywołać tu dla porównania choćby kwestię palenia tytoniu, które mimo wyraźnej szkodliwości zostało rozpoznane jako kancerogenne dopiero w XX wieku. A gdyby zmniejszyć dawkę o połowę i zwiększyć powszechność w społeczeństwie? Tak, żeby zabrakło dobrej ‚grupy kontrolnej’, którą w przypadku tytoniu stanowili niepalący? A taka sytuacja jest w przypadku ‚naturalnych produktów’ — powszechnie stosowane, nie porównywane z grupą kontrolną.

  33. Bardzo wątpię że tzw „organic” owoce czy warzywa nie są traktowane żadnymi chemikaliami. Posadziłem na działce pomidory, paprykę, rzodkiewki i inne warzywa, postanowiłem nie używać żadnych pest-killers. Liście są małe, pogryzione przez liszki, jedna się nawet wgryzła do środka papryki. Owoce są małe, dużo mniejsze niż te z eco-farms. Wnioski proszę wyciągnąć samodzielnie.

  34. @PAK
    Naturalne nie oznacza zdrowia samego w sobie, każdy produkt ma w sobie substancje które muszą być poddane oczyszczaniu czy to przez wątrobę czy nerki i wydalone, czyli każdy produkt zawiera w sobie coś toksycznego. Dodatkowo z tych wydzielin fermentujemy wino, piwo, z tego fermentu destylujemy bimber, ze ściętego mleka robimy kefir czy śmietanę itd. czyli te toksyny i tak z powrotem przetwarzamy na substancje do spożycia, już nie mówiąc o jedzeniu wieprzowiny (muzułmanie dlatego nie jedzą wieprzowiny i nie piją alkoholu bo są to produkty nieczyste, z odpadów). Nie jest więc tak istotne co jemy, a bardziej jak jemy, to samo dotyczy wytwarzania. Produkt powstały naturalnie to produkt nieprzetworzony. Alkohol jest toksyczny, nie jest produktem naturalnym ale też nie zabija, czasami pomaga podnieść krążenie krwi, czasami przeciera drogę dla żołądka. Podobnie jest ze ściętym mlekiem i podobnie jest ze wszystkim co powstało w wyniku postępu naukowego. Produkty naturalne sprawdzają się same, czyli jedząc ich za dużo czujemy się źle (niektóre owoce spożywane w dużych ilościach np. obciążają nerki), ale jedząc je normalnie, nie szkodzą, bo organizm sam je oczyszcza, jest do nich przyzwyczajony i to pokazuje odwieczne, codzienne doświadczenie. Produkty nienaturalne, czyli te które człowiek dołączył do swojego menu w wyniku postępu, wymagają dużo większej kontroli, są obarczone dużo większym ryzykiem błędu. Im większa ingerencja w naturę, im bardziej coś jest przetworzone, tym większe wyzwanie dla organizmu, który napotyka na rzecz NOWĄ, dlatego musi być większa świadomość i uwaga.
    Także, to nie w tym rzecz aby definitywnie omtekować coś jako złe lub dobre, ale aby znać różnicę w ryzyku jakie się ponosi. Tytoń nie jest znany od wczoraj, zaczął szkodzić dopiero wtedy kiedy sposób jego konsumpcji się diametralnie zmienił. A zmienił się w wyniku postępu naukowego, który to ułatwił wygodniejszą i praktyczniejszą konsumpcje. Nie zabija jednak wszystkich jak leci, czyli nie jest jednoznacznie określony, bardziej liczy się jak się go używa, bo Indianie palący fajki pokoju na raka nie chorowali.

  35. @
    Jest jeszcze jedna ważna sprawa. Współczesna nauka nie uprawia filozofii medycyny. Czyli nie wie co to znaczy być zdrowym, nie potrafi tego nawet zdefiniować. To co się pokazuje w podręcznikach, nigdzie nie istnieje, takich zdrowych ludzi nie ma. Ryzyko polega więc na tym, że nauka odkrywając jakąś właściwość, nie ma pojęcia czy odkryła tą właściwość w pełni, bo nie wie co to znaczy zdrowy organizm. Innymi słowy, coś co może szkodzić na to i na tamto, może zarazem mieć i drugą funkcję, np ochronną na tamto i to. Babranie w genetyce ma to do siebie, że jak już się ustali, że coś szkodzi, to się to eliminuje, rzadko kiedy zauważa się i pozytywną stronę medalu. Tak działają np antybiotyki, które mają zabijać, a jednocześnie uniemożliwiają wypracowanie samodzielnych mechanizmów obronnych, czyli osłabiają organizm. Przeciwieństwem tego jest szczepionka klasyczna, które wszczepia wirusa aby organizm sam się uodpornił. To największe ryzyko z GMO, może być zdrowe, ale może też okaleczać, czyli dać idealne pole dla nowych chorób cywilizacyjnych.

  36. @JackT
    Ależ oczywiście, że w rolnictwie ekologicznym stosuje się środki ochrony roślin:
    http://www.ior.poznan.pl/19,wykaz-sor-w-rolnictwie-ekologicznym.html?tresc=42

  37. @Andrzej Falicz
    „Moj doktor (ceniony I nagradzany) polecil mi bym nie jadl pieczywa wyprodukowanego z GMO zboza. Gdyz zawiera ono parokrotnie wieksza ilosc glutenu niz zboze naturalne.”

    Hmm, to ciekawe, bo musiałby być to chleb z kukurydzy lub ryżu (nie uprawia się innych zbóż GMO, np. pszenicy). Tylko zaraz, one nie zawierają glutenu… Coś więc się chyba nie zgadza.

  38. @Ewa
    Pisze Pani: „jednym z głównych problemów genetycznie modyfikowanych roślin jest opatentowanie ziarna i uniemożliwienie rolnikom wykorzystania części ich własnych plonów do zasiewu w kolejnym roku.” Jest to taki sam problem roślin GMO, jak wszystkich obszarów, których dotyczą patenty (a jest ich sporo). Zależy też to od przepisów prawnych danego kraju – w Indiach prawo dopuszcza zostawianie na zasiew. Poza tym opłaty licencyjne za wykorzystanie własnych plonów do zasiewów dotyczą (m.in. w Polsce) KAŻDEGO kwalifikowanego materiału siewnego, nie tylko GMO: http://gmo.blog.polityka.pl/2012/02/26/piractwo-na-roli/
    Uwaga na marginesie: nie patentuje się ziarna – jak Pani pisze – tylko konstrukt genetyczny (bo żeby np. gen baterii działał w roślinie musi być trochę „przebudowany”, co wcale nie jest takie łatwe i dlatego można takie wynalazki patentować).

    [Patentowanie i opłaty licencyjne] To nieodłączna część GMOs, a rujnuje finansowo wielu rolników, także tych, którym wiatr przeniósł pyłki GMOs z okolicznych pól.
    Proszę podać choćby nawet tylko kilka (lub wręcz jeden) wiarygodnych (udokumentowanych) przykładów zrujnowania rolników przez uprawy GMO.

    Poza tym genetycznie modyfikowane rośliny zmniejszają różnorodność biologiczną i to jest duży problem, jeśli np. zaatakuje je jakiś patogen – niszczy wtedy całe uprawy.
    Mogłaby Pani wytłumaczyć, z jakiego powodu rośliny GMO obecnie uprawiane na świecie miałyby zmniejszać różnorodność biologiczną (i czym pod tym względem się różnią od upraw konwencjonalnych czy ekologicznych)?

    Natomiast pasożyty, przeciwko którym hoduje się niektóre GMOs, szybko się do nich przystosowują.
    Jak do każdego środka ochrony roślin (również tych ekologicznych). Ale można to zjawisko opóźnić poprzez stosowanie dość prostych zabiegów, jak obsiewanie niedużego fragmentu pola np. kukurydzą nieodporną na szkodniki. Poza tym rośliny z cechą Bt (co to za cecha: http://gmo.blog.polityka.pl/2012/08/17/hokus-pokus/?nocheck=1) wywołują dodatkowy pozytywny efekt ochronny: http://gmo.blog.polityka.pl/2012/08/11/efekt-halo/

  39. „Genetically modified (GM) foods are inherently unsafe, and current safety assessments are not competent to protect us from or even identify most dangers. Overwhelming evidence to support this conclusion is now compiled in the book Genetic Roulette: The documented health risks of genetically engineered foods, which presents an abundance of adverse findings and theoretical risks associated with GM foods….
    that were used to support GM approvals. This article, excerpted from my book, summarizes some of the findings related to allergic and immune responses….”

    Polecam ” Genetic Roulette ”

    Swiat rozwiniety zalewa epidemia alergii pokarmowych.
    W Wielkiej Brytanii po wprowadzeniu modyfikowanej soji – ilosc alergiina ten product wzrosla o 50%.

    Twoj system imiunologiczny jest oglupiany nieznana- zmodyfikowana zywnoscia.
    Czy to wciaz pomidor czy moze juz pingwin a nie mrozoodporna odmiana krzyzowki pomidora?
    Nie wie wiec atakuje!

    Polecam:
    Niemodyfikowana pszenica zdobywa rynek.
    Geny „wiedzą” co powinniśmy jeść
    Według danych Cechu Piekarzy, Polacy najchętniej konsumują chleb mieszany, pszenno-żytni (tzw. baltonowski). Ostatnio jednak, sporym zainteresowaniem wśród rodaków cieszy się pieczywo z niemodyfikowanych genetycznie gatunków pszenic.

    Sam Pan napisal:
    „Według różnych szacunków, dzięki mutagenezie [metodzie stosowanej od kilkudziesięciu lat i nie objętej tak restrykcyjnymi przepisami jak GMO] mogło powstać nawet do trzech tysięcy roślin uprawnych, którymi obsiewa się dziś (lub sadzi) pola na całym świecie. Są wśród nich m.in. odmiany pszenicy, ryżu, owsa, jęczmienia…”

    Każde krzyżowanie skutkuje powstaniem innego połączenia chromosomów (informacji genetycznej) i nowej cechy w następnym pokoleniu.
    Wiec jest forma modyfikacji genetycznej.

    Przenica, owies i zyto sa i byly poddawane modyfikacji genetycznej.
    Genetycznie manipulowana (!) przenica rosnie w Oregonie jest tez siana w Australii.

    William Davis pisze w swojej ksiazce – „Wheat Belly”- jak w ostatnie 50 lat tradycyjną pszenicę zamieniła w produkt hybrydowy – opłacalny, odporny i wydajny, ale praktycznie bez związku z pierwowzorem.

    Pisze on wyraznie o:
    „produktcie inżynierii genetycznej, błędnie nazywanym „pszenicą”.”.
    Na przykład, poddając nasiona pszenicy i embriony działaniu przemysłowej trucizny o nazwie azydek sodu, wywołujac w jej kodzie genetycznym mutacje.
    Ziarna i embriony pszenicy poddaje się również działaniu promieniowania gamma oraz wysokich dawek promieniowania rentgenowskiego. Wszytkie te metody klasyfikowane są dziś jako „hybrydyzacja” lub, co jeszcze bardziej mylące, jako „tradycyjne metody hodowli roślin” [ang. traditional breeding techniques].

    Jezeli chodzi o moja przypadlosc glutenowca współczesna pszenica karłowata [ang. dwarf wheat] zawiera coraz więcej gluten.
    BO:

    „Struktura aminokwasów glutenu może być różna, ale wszystkie jego odmiany mają jedną i tę samą cechę, pożądaną przez piekarzy i konsumentów – lepkosprężystość [ang. viscoelasticity]. Dzięki niej można modelować ciasto podrzucając je w powietrze, można formować kawałki pizzy, można nadawać mu dowolne kształty – od pity po ciabattę.

    Najgorszym i najbardziej szkodliwym rodzajem glutenu są jego nowe odmiany będące owocem pracy genetyków. Zmiany wprowadzone w zakresie zbioru genów „D” („genomu”), które są charakterystyczne dla dzisiejszej pszenicy półkarłowatej [ang. semi-dwarf wheat] najprawdopodobniej doprowadziły do czterokrotnego wzrostu zachorowań na celiakię. Tylko w ostatnich 20 latach zapadalność na tę chorobę podwoiła się. Mniej szkodliwy gluten występował w starych odmianach pszenicy takich jak samopsza i płaskurka – mniej szkodliwy, ale nie nieszkodliwy…”

    Ale dzieki propagowanej przez Pana „nowoczesnosci” mozemy miec sytuacje jak w USA gdzie – Gluten jest bez wątpienia podstawą amerykańskiej diety.

    „The New England Journal of Medicine”, wymienia 55 „chorób”, które mogą być spowodowane spożywaniem glutenu.[4] Na liście znalazły się: osteoporoza, zespół jelita drażliwego, nieswoiste zapalenie jelit, anemia, rak, chroniczne zmęczenie, afty[5] oraz reumatoidalne zapalenie stawów, toczeń, stwardnienie rozsiane i niemalże wszystkie inne autoagresyjne (autoimmunizacyjne pl) choroby. Gluten jest również kojarzony z wieloma schorzeniami psychicznymi[6] i neurologicznymi, takimi jak stany lękowe, depresja[7], schizofrenia[8], demencja[9], migreny, epilepsja, neuropatia (zapalenie nerwów)[10]. Dostrzeżono też jego związek z autyzmem.[11]

    Te NOWOCZESNE… zmodyfikowane amerykańskie odmiany pszenicy zawierają znacznie więcej glutenu (który jest potrzebny do robienia lekkiego, puszystego Wonder Bread [popularnego w USA rodzaju białego chleba] i gigantycznych bajgli) niż odmiany tradycyjnie rosnące w Europie.

    Ten super-gluten został ostatnio wprowadzony do rolnych zasobów żywieniowych i “zainfekował” niemalże wszystkie odmiany pszenicy w Ameryce.

    Dlatego ja moge jesc smakowite NATURALNE polskie buleczki ale wkrotce dzieki „postepowi” bed musial z nich zrezygnowac tak jak dawno polecil mi to doctor w Australii.

    Panie wjak Pan pojedziesz do Polski to mozesz Pan tam jesc…
    I jem – ale jak dlugo.

    To jedynie jeden aspekt – GLUTENOWY – z calej puszki Pandory potencjalnych efektow „nieszkodliwej” zywnosci GMO.

  40. Zanim Pan wytoczy dziala na temat glodu i przeludnienia i zbawczej roli GMO pragne zwrocic uwage, ze dzis –
    Jak głosi raport Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Żywienia i Rolnictwa (FAO), około 1,3 mld ton żywności w krajach najbogatszych wyrzucane jest do kosza. Stanowi to 1/3 żywności na świecie.

    Wiec byc moze wartoby bylo zamiast produkowac wiecej frankenfoodu zadbac oto by sie mniej marnowalo.

    Taka inna dygresja australijska.
    Przecietny aborygen zyjacy i zywiacy (sa wciaz tacy…) sie tak jak jego przodkowie zyje zdrowiej i dluzej o 20 lat niz jego pobratymcy korzystajacy z nowoczesnej zywnosci.
    I „nowoczesnego” stylu zycia.

    Nie musimy mieszkac w szalasach i chodzic na golasa ale moze warto z wiekszym krytycyzmem podchodzic do tzw. „postepu”.

    Wciaz, moi koledzy – ci bogaci – placa dwa razy tyle za zywnosc naturalna lub jaknajbardziej to mozliwe naturalna – na wszelki wypadek…ostatecznie jestes tym co jesz.
    Po cholere czeac 30 lat na „odkrycie”, ze jednak margaryna nie byla tak zdrowa a maslo takie szkodliwe.

  41. Na koniec – oczywiscie ludzie krzyzowali i modyfikowali przez setki lat
    Ale nigdy w takim zakresie i tempie jak dzis

    Wlasnie Dlatego, ze trwalo to tak dlugo bylo poddawane jedynej wiarygodnej probie – probie czasu

    Dzis stajemy sie krolikami doswiadczalnymi, gdyz nasza wiedza o potencjalnych dlugoterminowych skutkach majstrowania przy kodzie zycia jest niezwykle znikoma.
    Ma naszych oczach rozpadaly sie rozne SWIETE PRAWDY dotyczace zywienia.
    Czeka nas nie jedno objawienie…

    Kazdemu kogo na to stac radze zachowac wstrzemiezliwosc i zasade ograniczonego zaufania w stosunku do tego co wklada sobie i swoim dzieciom do ust.

  42. @Andrzej Falicz.
    Nie sądzę aby australijski GP odradzał Panu jedzenia pieczywa ale pewnie zalecał tzw. „multigrain”.
    Buszowi aborygeni na pewno odżywiają się inaczej niż miejscy, wszyscy spożywają ogromne ilości alkoholu, umierają znacznie młodziej niż reszta populacji. Proszę podać źródło tych badań że buszowi żyją 20 lat dłużej, może być po angielsku.

  43. JackT
    22 listopada o godz. 13:19

    @Andrzej Falicz.
    Nie sądzę aby australijski GP odradzał Panu jedzenia pieczywa ale pewnie zalecał tzw. “multigrain”.

    Zalecal mi nie-jedzenie pieczywa zawierajacego gluten.
    Glutenu w zmodyfikowanej przenicy powszechnej w USA i Australii jest znacznie wiecej niz w przenicy mniej zmodyfikowanej.
    „Naturalnej”
    I bardziej…naturalnej.

    Modyfikuje sie bo ilosc glutenu ma swoje zalety marketingowe.

    Oczywiscie styl zycia i alkoholizm jest glownym powodem umieralnosci aborygenow w Australii.
    Powodow jest oczywiscie wiele.
    Innym jednym z nich jest zywienie.
    Otoz np. niekoniecznie przystosowalismy sie do majacej raptem kilkadziesiat lat genetycznej rewolucji manipulacyjnej na sterydach.

    Chcialem pokazac na tym przykladzie w sposob generalizujacy rozne potencjalne konsekwencje tzw. „postepu”.

    Przyspieszona do szescianu w stosunku do przeszlosci modyfikacja zywnosci jest prezentowana przez Gospodarza jako niekwestionowany przejaw postepu gdy nie do konca znamy wszystkie jej konsekwencje.

    Doskonale pamietam powszechny trend odrzucania „szkodliwego masla” na rzecz „zdrowej margaryny” – potrzeba byla jednego pokolenia by lekarze zauwazyli zatrwazajace konsekwencje tego kiedys niekwestionowanego trendu…

    Zobaczymy, biorac pod uwage geometryczny wzrost ilosci alergii autoimmiunologicznych w krajach gdzie najpopularniejsze jest nowoczesne GMO – czego dowiemy sie za kolejne 20 lat…
    Narazie zalecalbym ostroznosc.

    Tym bardziej, ze zywnosci NIE BRAKUJE!

    Po cholere nam mrozoodporne skrzyzowane z pingwinem pomidory skoro „normalnych” nie dajemy rady zjesc i ponad jedna trzecia laduje na smietniku.

  44. Oczywiscie pSZenicy nie p”rz”enicy

  45. Prosze sprawdzic jak trudny i jak dlugi jest process zatwierdzenia nowego lekarstwa przez FDA w USA.

    Srednio trwa minimum 12 lat jest niezwykle kosztowny i szczegolowy.
    Wciaz jednak zdarzaja sie fatalne w skutkach pomylki gdzie zbadane niby na 100% lekarstwo okazuje sie szkodliwe.

    W wypadku zywnosci z powodu masowosci spozycia i potencjalnych dlugoterminowych efektow wprowadzanie „nowej” zywnosci zawiera znacznie wieksze ryzyko a jednak nikt nie zadaje sobie trudu by np. testowac nowa zmodyfikowana soje przez kilkadziesiat lat wydajac na to miliardy.
    A cykl zycia ludzkiego i nawarstwiajace sie problemy nie funkcjonuja w paroletnim cyklu biznesowych zyskow i strat.

    GMO laduje prawie automatycznie na naszych talerzach.

    Przeciwnicy bynbajmniej nie sa banda oszolomow jak luddysci niszczacy na pooczatku XIX wieku maszyny.

    Oni chca powaznego, naukowego podejscia to tego majacego potencjalnie GIGANTYCZNE I ZLOZONE konsekwencje problemu.
    Nie moze to byc dyktowane jedynie krotkoterminowa perspektywa finansowych zyskow i strat – marketingowej manipulacji.

    Dotyczy to tego co JEMY – tego co staje sie NAMI.

    Mozna sobie bez problem postawic na polce GMO orchidee o bajecznych kolorach (miejmy nadzieje, ze nie zje nam psa albo kota) ale zywnosc to w sposob zasadniczy cos innego.

    Fakt, ze krzyzowano przez stulecia nie jest tu zadnym argumentem.

    Pamietam czasy gdy palenie mialo jakoby przynosic korzysci zdrowotne…
    Robiono w historii rozne rzeczy z roznymi konsekwencjami.

    Fakt, ze dzisiejsza pszenica jest efektem krzyzowania majacego tysiace lat bynajmniej nie zmienia faktu, ze NATURALNA zywnosc moze byc znacznie zdrowsza.

    Argumenty na definicje co to jest modyfikowanie i kpiny z mojego glutenu
    „bo jakoby pszenica nie jest i nie byla modyfikowana genetycznie !?” (argument typu: nie pada tylko kropi…)
    to jedynie wybieg omijajacy zasadniczy problem.

  46. @Andrzej Falicz.
    1. Wszyscy widzimy lawinę alergii i innych chorób trapiących nasze społeczeństwa i wszyscy zgadzamy się że trzeba zbadać ich przyczyny i im zapobiegać.
    Przestrzegałbym jednak przed zbyt pochopnym wyciaganiem wniosków a szczególnie łączenia przyczyn i skutków. Przypomina mi się stary dowcip: „Wie pani, mój znajomy zaszczepił się wczoraj a dzisiaj już nie żyje” … „Co pani mówi, a co mu się stało? …”Tramwaj go przejechał.”
    2. Cokolwiek zjemy zalewane jest równo mieszanką kwasów żoładkowych, rozkładane na czynniki pierwsze i przyswajane przez układ trawienny. Jakiekolwiek sugestie że GMO DNA może wpływać na nasze DNA uważam za nonsens.
    3. Rozwinęta diagnostyka jest też powodem zwiekszenia liczby chorób. Dawniej jak cos swędziało lub dostawało się wysypki to rodzice mówili; „Nie lataj po pokrzywach” lub że coś mogło ugryźć. Dzisiaj lekarz robi próbki na 20 alergentów i znajduje 2 lub 3 odczyny pozytywne.
    4. Nie znaleziono powiązań pomiędzy szczepionkami i autyzmem (Wakefield okazał się oszustem), wszyscy wiemy że rtęć zawarta w mięsie ryb oddziaływuje na nasz system nerwowy i zapewne nie tylko. Wiele alergii może być spowodowanych interakcją pomiędzy różnymi konserwantami i dodatkami do produktów spożywczych jak i pozostałości herbicydów, sterydów i antybiotyków,używanych w procesach produkcyjnych.
    5. Nie znalazł pan wyników badań mówiących że aborygeni buszowi żyją 20 lat dłuzej. Ja też o tym nie słyszałem.
    6. Reasumując. Kompleksowe badania nowych produktów żywnościowych są jak najbardziej potrzebne, wręcz konieczne. Obarczanie wszystkimi negatywnymi skutkami GMO (zapominając o pozytywnych) jest nie logiczne, gdyż winowajcą może być coś innego.
    Rozumiem obawy; boimy sie wszystkich nowości. Tak było z pierwszymi automobilami (podobno odbierały krowom mleko a kobiety mogły poronić). Mimo wszystko jeździmy automobilami i jemy już od stuleci modyfikowane zboża i mięso z modyfikowanych zwierzat.
    Ostrożność i wyniki badań powinny nami kierować, a nie strach.
    Pozdrawiam.

  47. @Andrzej Falicz.
    PS. Po wysłaniu poprzedniego komentarza zdałem sobie sprawę że wiele kobiet rzeczywiście ma problemy z donoszeniem ciąży więc może zabrońmy uzywania aut? Ale z drugiej strony krowy dają dużo więcej mleka miż onegdaj.

  48. NIGDZIE nie pisalem o zmianie ludzkiego genotypu na skutek jedzenia GMO to jakis wymysl’

    Napisalem natomiast o lawinowym wzroscie alergii zywieniowych w krajach gdzie GMO jest najbardziej rozpowszechnione.
    Np znaczny wzrost alergii na soje po wprowadzeniu do obrotu jej nowej odmiany GMO.

    Napisalem rowniez o uczuleniach na gluten, ktorego jest znacznie wiecej w modyfikowanej amerykanskiej i australijskiej pszenicy – podajac zrodla.

    Argument o kobietach w ciazy i (Kabaretowy) samochodach jest nietrafiony.
    Po co w takim razie badac tak szczegolowo nowe lekarstwa skoro zarcia GMO nie trzeba!?

  49. Jeszcze jedno, fakt, ze jemy od stuleci modyfikowana zywnosc (powoli i w ograniczonym zakresie) absolutnie nie jest argumentem jakoby GMO mialoby byc automatycznie korzystne.

    Ryzyko jest olbrzymie bo wciaz nie znamy zlozonych mechanizmow tak masowej interwencji w sposob zywienia milionow ludzi.
    Wiele z nich moze sie objawic po wielu latach inne juz daja o sobie znac.

    Przede wszystkim nie ma takiej palacej potrzeby – krzyzowania pomidora z pingwinem.
    Olbrzymie ilosci zywnosci marnuja sie i sa wyrzucane lub premiuje sie planowe zaniechanie jej produkcji.

    Ludzie rowniez chleja alkohol od stuleci i z tego nie wynika, ze jest zdrowy.

    Wciaz najwiecej krzepkich stulatkow jest tam gdzie GMO raczej nie uswiadczysz

    Co do aborygenow zrodla zaraz znajde – drobnostka

  50. @ Andrzej Falicz.
    Rzeczywiście, nie wszystkie punkty odnosiły się do Pańskiego komentarza, przepraszam.
    Oczywiście, trzeba całe jedzenie dokładnie badać, tak jak lekarstwa. Ale z wyciąganiem wniosków należy być ostrożnym. Pozdrawiam

  51. Polecam
    Nutrition in Aboriginal and
    Torres Strait Islander Peoples
    http://www.nhmrc.gov.au/_files_nhmrc/publications/attachments/n26.pdf

    prawie 60% przypadkow przedwczesnej smierci wsrod populacji Aborygenow zwiazane jest z niewlasciwa „nowoczesna” dieta (nie znaczy , ze jest jej bezposrednim nastepstwem) spowodowana przejsciem z tradycyjnych (naturalnych) form zywienia na „nowoczesne” – korzystajace miedzy innymi z luksusow modyfikowanej zywnosci.
    Glownie sa to:
    Cukrzyca
    Otylosc
    Choroby serca
    Sa oczywiscie tez inne zdobycze cywilizacyjne, ktorymi rozwinieta ludzkosc sie delektuje
    Papierosy i alkohol.

    „Syndrome X, (insulin resistance syndrome) which becomes
    evident after transition from a traditional to a westernised lifestyle and includes high
    rates of obesity, Type 2 diabetes and cardiovascular and renal disease, has been
    postulated as a cause of the high levels of morbidity and mortality among
    Indigenous Australians from these conditions…”

    Okazuje siie, ze tradycyjne naturalne zywienie jest dla aborygenow zdrowsze!
    ” the traditional diet had a much higher content of potassium than sodium
    (unprocessed foods with no added salt and no depletion of potassium);
    • this type of dietary mineral balance could explain the low blood pressures; and
    • the lack of an increase in blood pressure with age could be explained by the leanness
    of the adults throughout their life (no weight gain with age), and by their high level
    of physical activity…”

    Raport podaje wyraznie, ze mala srednia zycia u Aborygenow jest spowodowana glownie przejsciem na zachodnia, mniej zdrowa bo NIENATURALNA zywnosci i nastepstwami zmiany diety na te „nowoczesnie zmodyfikowana”…

    „Life expectancy continues to remain
    lower because of high death rates in young and middle-aged adults, largely due to
    chronic diseases such as Type 2 diabetes, cardiovascular disease and renal disease, all
    which have nutritional determinants…”
    itd.
    to 267 stron.

    Wniosek jest taki:
    Nie ma znaku rownosci miedzy samochodem, sluzba zdrowia, lekarstwami, szczepieniami a zywnoscia genetycznie modyfikowana.
    Postep nie polega na wrzucaniu wszystkiego do jednego wora.
    Sa niezwykle korzystne strony postepu ale sa rowniez bardzo niekorzystne.
    Sa slepe uliczki i tragiczne bledy.

    Byc moze w przyszlosci wraz z postepem (!) i wlasnie na jego skutek wrocimy do tego co nazywa sie NATURALNA zywnoscia ze wzgledow na to, ze jest po prostu zdrowsza.
    Bo przez miliony lat nasz gatunek (I jego poprzednicy) ewoulowalismy w taki a nie inny sposob – gdzie jakis zupelnie niedostrzegany dzis mikroelement wystepujacy w ilosciach sladowych w zywnosci naturalnej jest dla nas w sposob zaskakujacy niezwykle konieczny.

    Nie pisze tu w ogole o potencjalnych aspektach srodowiskowych, spolecznych, politycznych itp. wynikajacych z proliferacji patentowanej zywnosci GMO.

    My nawet mozemy nie wiedziec czy GMO nie zakloci rownowagi ekologicznej.
    Nagle np. beda masowo umierac pszczoly (moze..) I bedzie za pozno.

    Wiemy niezwykle malo a z zadufana pycha bawimy sie w Boga.

  52. „Rates of premature death from heart disease are very high among
    Indigenous people, with men and women are dying in their 20s, 30s and 40s. In the non-Indigenous population most cardiovascular disease deaths are in those aged over 60 years.” – ciekawa publikacja. Średnia długość życia non-indigenous population jest znacznie dłuzsza niż aborygenów, pomimo „naturalnego jedzenia”. Oczywiście wiele czynników może wpływać na to jak; dostęp do lekarza, edukacja, zdrowy tryb zycia itp. Nadmiar jedzenia, brak ruchu i alkohol kazdemu skróci życie. Ale to raczej zła organizacja życia niż skutki cywilizacji.
    Wątpię abyśmy wrócili do NATURALNEJ żywności, jest nas za dużo. Wyrwanie zęba już jest ingerencją w „wolę Bożą”. Na pewno trzeba być bardzo ostrożnym we wdrażaniu nowych technologii, lekarstw, food, herbicydów itp. Myślę również że GMO jest nieuniknioną koniecznością.

  53. Ludziom się chyba wydaje, że naturalne to takie, co to Adam i Ewa jedli w raju w pełnej szczęśliwości.

    Niestety naturalny wiek życia człowieka to 20-30 lat u kobiet oraz 30-40 lat u mężczyzn. Mediana długości życia wynosiła w średniowieczu 4 (słownie: cztery) lata. Jeszcze wiek temu umierał 1 na 4 noworodki.

    Wiwat natura. Oczywiście można żyć w zgodzie z jakimiś rojeniami, często uzasadnianyi kreacjonistycznym bredzeniem. Gdyby takie wybory były uwarunkowane genetycznie, problem rozwiązałby się drogą selekcji naturalnej bardzo szybko.

  54. Różnica pomiędzy zwolennikami postępu a zwolennikami tradycji jest zasadnicza, zwolennicy postępu nie sprzeciwiają się tradycji. My zakazu uprawy papierówek ani chodowli zielononóżek nie proponujemy.

  55. Ani papierówka, ani zielononózka nie są naturalne.

  56. Postepem moze byc rowniez powrot do naturalnego jedzenia.
    Nie trzeba z tego powodu rezygnowac z samochodu czy dentysty

  57. mpn
    23 listopada o godz. 20:49

    Ani papierówka, ani zielononózka nie są naturalne.
    …”

    Sa BARDZIEJ naturalne niz krzyzowka pomidora z pingwinem.

    Poniewaz w naturze wszystko jest szare…postarajmy sie jesc to co jest naturalne – jak najbardziej jest to mozliwe.

    Mysle, ze prawdziwy postep bedzie polegal na przywracaniu ludzkosci jak najbardziej naturalnej zywnosci a niekoniecznie wymyslaniem eksperymentalnych hybryd.

    Okazuje sie (pisze o tym National Geographic w zeszlym miesiacu), ze odpowiednio (to wazne!) prowadzone NATURALNE hodowle – tradycyjnej zywnosci moga byc na dlugofalowa mete korzystniejsze i EKONOMICZNIEJSZE niz super-frankenfood.

  58. @Andrzej Falicz.
    Je pan modyfikowany food (co za brzydkie słowo, lepiej używać: ulepszony, selekcjonowany, dobierany, krzyżowany itp) od dawna, a wiec zgodnie z pańskim powiedzeniem że; „jest się tym co się je” – jest pan już Frankensztajnem. Jak samopoczucie?
    PS. Zapewne pan wie ze ojcem krzyżowania gatunków groszku był zakonnik – widocznie Bogu to nie przeszkadzało. Ukłony.

  59. Postępem może być wszystko, rezygnacja z samochodu też, zwolennicy postępu nie odmawiają zwolennikom tradycji ich prawa do tradycyjnej żywności, proszę o rewanż.
    Kiedyś w kiblu na wydziale prawa UW był taki napis: ” Nie rzucajcie nam petów do kibla, my wam nie sramy do popielniczek”
    Myślę że może być puentą tej dyskusji.

  60. @ Andrzej Falicz
    Nie ma powrotu do naturalnej żywności, bo nie byłaby w stanie wyżywić ludzkości, jej plony byłyby kilkadziesiąt razy mniejsze. Miliardy ludzi umarłoby z głodu.

    A to, że ktoś coś tam w National Geographic powiedział czy napisał, jeszcze o niczym nie świadczy.

    PS Pingwin jest jadalny?

  61. Tym bardziej z faku, ze ktos napisal Felieton na blogu POLITYKI nie wynika, ze ma racje
    Zrec frankefood zeby bylo nas wiecej?
    A moze powinno nas byc mniej.

    Jem pewnie modyfikowana zywnosc niestety ale staram sie jak najmniej.

    Kiedys sie krzyzowalo dziesiatki lat i w ograniczonym zakresie teraz nazrec sie mozna mnostwo swinstwa zanim za 20 lat wyjdzie ze jednak szkodzilo.

    Na Kaukazie o GMO nikt nie slyszal a ludzie zyja po100 lat.

  62. Na argument o braku zywnosc napisalem odpowiedz zawczasu, 2 dni temu.

    W tej chwili swiat wyrzuca na smieci 1/3 zywnosci i doplaca sie do NIEsiania i NIEsadzenia.

    Czy potrzebny jest nam frankefood by wyrzucac polowe zywnosci!?

    Taka Tasmania jest ustawowo rejonem wolnym od GMO i dzieki temu miedzyinnymi za zywnosc z Tasmanii placi sie wiecej bo jest odbierana jako oaza zdrowego i naturalnego ( bardziej niz gdziekolwiek) jedzenia
    To „bardziej ” lub mniej jest tu slowem kluczowym.
    OK, zremy zywnosc bedaca czesto efektem wielowiekowych krzyzowek
    ALE TO CO INNEGO – tez juz pisalem dlaczego i nie bede w kolko powtarzal

    NG pisal o pilotazowym programie w Afryce gdzie tradycyjna zywnosc przy odpowiedniej opiece i uprawie dawala lepsze wyniki niz „kosmiczny frankefood” z Ameryki, ktory mial zbawic tubylcow.

  63. @Andrzej Falicz.
    Przytaczasz dziecinne argumenty, wspomnienia dzieciństwa. Podaj wyniki jakiś badań że „tradycyjne” uprawy dają wyższe plony niż „kosmiczny frankenfood”. Nie dochodzą do ciebie żadne argumenty – frankenfood i już. Szkoda czasu dyskutować z tobą. Żegnaj.

  64. Generalnie w Rosji żyje się 7 lat krócej, niż u nas.

    A świnstwo to głownie fastfoody, od tego się choruje.

  65. Zegnaj
    Napisz na przyszlosc, ze to felieton sponsorowamy – zaoszczedzimy sobie duzo czasu i
    Bicia piany

    Po dane odsylam do National Geographic, pazdziernik, strona 48-54.
    W Tanzanii nie ma na szczescie jeszcze „GM crops”
    Ma za to czwarta pod wzgledem ilosci liczbe certifikowanych upraw organicznych.
    W Morogoro
    stosujac nowatorskie mieszane techniki tradycyjnych upraw rolnicy maja sie swietnie.
    Jak pisze NG karmia nadwyzka caly narod

    Przede wszystkim takie uprawy sa ekonomicznie, spolecznie i srodowiskowo (!) dostosowane do miejscowych warunkow.

    Pytani o GM odpowiadaja jednoznacznie NIE.
    Nie potrzebujemy – Nie chcemy.

    Odsylam, to caly numer poswiecony GM.

  66. W rolnictwie ekologicznym także używa się środków ochrony roślin, z tym, że w znacznie mniejszych dawkach i część z przytoczonej przez Autora listy to szczepy bakterii, a nie „chemikalia”. Czasem lepiej nie manipulować, bo od tej czynności stajemy się mniej wiarygodni, a przecież nie o to chodzi.

  67. A co to kogo obchodzi, co piszą w National Geographic? Znajdź wiarygodne źródła.

  68. Jakie to sa wiarygodne zrodla?
    Przeciez NG tego nie wymyslil.
    Mozna latwo sprawdzic, sprawdz sobie, mozesz zapytac gugla

    Wlasnie zajadam smakowite chrupki – na pudelku widnieje duzy kolory znaczek: „nie ma GMO „.
    Smacznego

  69. Wszystkim, ktorych obchodzi co jedza I nie chca ryzykowac!

    polecam
    http://www.nongmoproject.org/

    Non GMO – Project

    Podoba mi sie tam pracowanie na temat „koniecznosci” uprawiania GMO by wyzywic ludzkosc I …europejskim skansenie broniacym sie przed nowoczesnoscia…jakoby

    „..Europe’s mostly non-GM agriculture out-yields the USA’s mostly GM agriculture with less pesticide use. Instead, it is the GM-adopting USA that is falling behind Europe in terms of productivity and sustainability. (pp. 232–233) – See more at: http://earthopensource.org/index.php/reports/gmo-myths-and-truths#sthash.gogYYSCa.dpuf…”

    Polecam sobie zaladowac calosci poczytac.
    mnp – oczywiscie nie musi – bo co go to obchodzi co kto pisze.

  70. Szanowny Autorze! Dziękuję za Pana uwagi i pytania. Spróbuję się do nich odnieść.

    1. Pisze Pan: „W Indiach prawo dopuszcza zostawianie na zasiew”.

    Czy mógłby Pan mi podać źródło tej infromacji? Monsanto, potentat na międzynarodowym rynku GMOs, nie pozwala na to, co można przeczytać na jego stronie internetowej. Jak Pan pewnie wie, Monsanto sprzedaje w Indiach nasiona bawełny Bt, która wzbudza tam wiele kontrowersji. Toczą się spory o to, na ile bawełna Bt przyczyniła się do fali samobójstw rolników w Indiach. Kupowali oni tam droższe ziarnia bawełny Bt, bo miała zapewniać wyższe zbiory. Kiedy okazało się, że plony są z roku na rok niższe lub kiedy wystąpiła susza, rolnicy zostawali z wyższymi długami za ziarna bawełny Bt, co, jak twierdzą niektórzy, przyczyniło się do ich samobójstw.
    Jeżeli chodzi o zostawianie ziarna na zasiew w Indiach, to być może chodzi Panu o „złoty ryż” Ingo Potrykusa, który jest zwolniony z opłaty patentowej, bo badania nad nim wspierała m.in. Fundacja Rockefellera. Jest to jednak wyjątek na rynku GMOs.
    http://www.hindustantimes.com/News-Feed/Business/Ministry-blames-Btcotton-for-farmer-suicides/Article1-830798.aspx
    http://www.nature.com/news/india-investigates-bt-cotton-claims-1.10015

    2. Pisze Pan: „Proszę podać choćby nawet tylko kilka (lub wręcz jeden) wiarygodnych (udokumentowanych) przykładów zrujnowania rolników przez uprawy GMO.”

    Zdaje się, że najbardziej znanym tego przykładem jest sprawa sądowa między Monsanto a Percym Schmeiserem, rolnikiem z Kanady. Na pole Schmeisera wiatr przyniósł pyłki genetycznie zmodyfikowanego rzepaku z okolicznych pól, które zapyliły jego rzepak. Kiedy Schmeiser wysiał swój rzepak w kolejnym roku, okazało się, że jest on genetycznie zmodyfikowany. Wtedy Monsanto kazało Schmeiserowi wnieść opłatę patentową i zabroniło używać własnego ziarna, (którego Schmeiser nie kupił od Monsanto). Sprawa ciągnęła się w sądzie przez lata, a przykład Schmeisera nie jest odosobniony.
    http://heinonline.org/HOL/LandingPage?handle=hein.journals/nwteintp4&div=5&id=&page=

    3. Pisze Pan: „Mogłaby Pani wytłumaczyć, z jakiego powodu rośliny GMO obecnie uprawiane na świecie miałyby zmniejszać różnorodność biologiczną (i czym pod tym względem się różnią od upraw konwencjonalnych czy ekologicznych)?”

    Ma Pan rację, że generalnie rolnictwo zmniejsza różnorodność biologiczną. Jeżeli dobrze rozumiem problem z GMOs jest taki, że są genetycznie ujednolicone. Jest to szczególnie problemem w przypadku zwierząt gospodarskich np. krów mlecznych.

    4. Pisze Pan: „Ale można to zjawisko [przystosowywanie się do patogenów] opóźnić poprzez stosowanie dość prostych zabiegów, jak obsiewanie niedużego fragmentu pola np. kukurydzą nieodporną na szkodniki.”

    Czy mógłby Pan to wyjaśnić i podać źródła tej metody?

  71. @Ewa
    ad. 1) Tu znajdzie Pani sporo informacji na temat Indii i bawełny GMO: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1558121,1,bawelniany-watek-samobojczy-w-indiach-przez-gmo.read
    Muszę natomiast trochę skorygować swoją wypowiedź z poprzedniego komcia, bo niedokładnie zapamiętałem fragment podlinkowanego wyżej własnego tekstu: otóż indyjskie prawo dopuszcza wymianę między rolnikami materiału siewnego, co de facto czyni ochronę patentową całkowicie nieskuteczną. Źródło: artykuł prof. Herringa str. 136 pierwszy akapit od góry http://government.arts.cornell.edu/assets/faculty/docs/herring/jds_herringstealthseeds.pdf

    ad 2) Prosiłem Panią o podanie choćby jednego przykładu zrujnowania rolnika. Percy Schmeiser nie został zrujnowany. Co więcej, jego sprawie przyjrzałem się bardzo dokładnie – m.in. przeczytałem uzasadnienia wyroków sądów kanadyjskich. I opisałem tutaj: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1522669,1,falszywi-prorocy-gmo-cz-4-percy-schmeiser.read
    Inna słynna sprawa zakończona przed rokiem: http://gmo.blog.polityka.pl/2013/02/23/bowman-vs-monsanto/
    http://gmo.blog.polityka.pl/2013/05/14/sad-najwyzszy-zdecydowal-bowman-vs-monsanto/

    ad 3) Źle Pani to rozumie, gdyż nie są genetycznie ujednolicone. Daną cechę (gen lub kilka genów) wprowadza się do różnorodnych uprawianych lokalnie (czyli dostosowanych do warunków klimatycznych) odmian. W Europie zarejestrowanych odmian kukurydzy z cechą MON810 (produkującej toksynę Bt) jest ok. 300. Z kolei w Indiach można kupić ok. 900 odmian bawełny wytwarzających toksynę Bt (czyli z tą samą modyfikacją genetyczną).

    ad 4) Stosuje się tzw. taktykę „uchodźców” (ang. refuge). Wysiewa się lub sadzi na polu część roślin nie zawierających genów Bt, na których szkodniki mogą spokojnie żerować. Dzięki temu zdecydowanie przeważają liczebnie nad osobnikami, które wykształcają oporność i poprzez krzyżowanie się z nimi powodują, że cecha ta nie jest przekazywana na potomstwo.
    Proszę bardzo: http://www.monsanto.com/products/pages/refuge.aspx
    http://www.bt.ucsd.edu/crop_refuge.html

    A tu dodatkowe informacje na temat cechy Bt: http://gmo.blog.polityka.pl/2012/06/17/stanmy-po-zielonej-stronie-mocy/
    http://gmo.blog.polityka.pl/2012/08/17/hokus-pokus/

  72. @wari
    W rolnictwie ekologicznym także używa się środków ochrony roślin, z tym, że w znacznie mniejszych dawkach i część z przytoczonej przez Autora listy to szczepy bakterii, a nie “chemikalia”. Czasem lepiej nie manipulować, bo od tej czynności stajemy się mniej wiarygodni, a przecież nie o to chodzi.

    Niekoniecznie w znacznie mniejszych dawkach, gdyż stosuje się środki mniej skuteczne niż syntetyczne pestycydy. Szczepy bakterii służą do oprysków właśnie dlatego, że owe drobnoustroje produkują „chemikalia” zabójcze dla owadów. Natomiast w rolnictwie ekologicznym używa się znacznie mniej RODZAJÓW pestycydów.

  73. @ Andrzej Falicz
    Naukowe, dziecko drogie.

  74. mpn
    28 listopada o godz. 17:45

    @ Andrzej Falicz
    Naukowe, dziecko drogie.

    Moglby byc Twoim ojcem robaszku.

  75. Biednym, zatroskanym nadchodzacym glodem propagatorow GMO proponuje zajecie sie problemem marnowania zywnosci.

    Po cholere komus mrozoodporny pomidor skoro jedynie w USA w 2010 roku konsumenci wydali na nie-mrozoodporne pomidory, ktore wyladowaly w koszu na smieci – milliard dolarow.

    Na produkcje biopaliw idzie w USA ponad 40% calosc zebranej kukurydzy
    1 250 000 000 ton! ROCZNIE.
    Oplacalnosc biopaliw w zwiazku z gwaltownym spadkiem cen ropy blyskawicznie maleje.
    Ponad milliard ton… kukurydzy – to ponad 500 kilo rocznie na glowe z tych 2 miliardow ludzi co maja sie dodatkowo pojawic na swiecie do 2050 roku…

    Wedlug raportu z 2013 roku – opublikowanego przez Institution of Mechanical Engineers 50% całej żywności produkowanej na planecie nigdy nie trafia do ludzkiego żołądka.
    Jest to spowodowane m.in. nieodpowiednią infrastrukturą, niewłaściwym przechowywaniem, nadmiernym przestrzeganiem daty spożycia produktu i zbyt wygórowanymi wymaganiami konsumentów oczekujących doskonałego jedzenia.

    Juz dzis Ziemia produkuje około cztery miliardy ton metrycznych żywności rocznie, ale traci jej nawet połowę przez złe praktyki i nieodpowiednią infrastrukturę.

    Udoskonalając procesy i infrastrukturę, a przede wszystkim zmieniając postawy konsumenckie mielibyśmy możliwość zapewnienia 60-100% więcej żywności, by wykarmić ludzkość.

    W takiej W.Brytanii aż 30% upraw roślinnych nie jest zbieranych z powodu nie spełniania norm wizualnych, a nawet połowa żywności, kupowana przez konsumentów z Europy i USA jest odrzucana przez konsumenta…

    W Europie istnieje olbrzymi problem nadprodukcji zywnosci.
    Mowi sie, ze Europa moglaby dzis, bez GMO, wykarmic pol swiata.
    Taka Ukraina moglaby potencjalnie (bez GMO !) trzykrotnie zwiększyć produkcję rolną w ciagu stosunkowo krotkiego czasu.

    GMO nie jest konieczne by nakarmic ludzkosc.

    O innych dostosowanych do lokalnych warunkow rozwiazaniach BEZ GMO pisze np. Hans Herren laureate Swiatowej nagrody Zywnosci i dyrektor Biovision.

    „Based on his deep and long experience in biological pest control, sustainable agriculture and rural development issues Herren is an outspoken proponent of agro-ecology, organic and other forms of sustainable agriculture. He criticises that GMOs currently, and most probably also in the future, offer no significant economic or social advantages to poor small-scale farmers, that they reduce the resilience of agricultural systems through reducing the diversity of crops and the genetical diversity within varieties at a time when more diversity is needed from crop/animal to system levels. According to Herren: „Today’s GMOs don’t produce more food, they help cut production costs – in the first few years until insects and weeds catch up again – as we have seen earlier with the use of insecticides. That’s why we introduced Integrated Pest Management (IPM), which was meant to treat the causes of pest outbreaks. The GMO crop cultivars that are used today are basically a step back, to the pre-IPM period. Many pest problems can actually be solved with classical breeding and marker assisted breeding methods, that do not force farmers into costly licensing agreements with seed companies or lock them into the use of specific herbicides..”

    Wedlug niego GMO pozwala oszczedzac na kosztach produkcji zywnosci jedynie w okresie poczatkowym a z powodu kosztow oplat licencyjnych oraz koniecznosci uzywania konkretnych herbicydow jest de facto czesto ekonomicznie niekorzystne nie mowiac juz o ograniczaniu fundamentalnie istotnej dla bezpieczenstwa ekosystemu roznorodnosci genetycznej zywnosci i generalnie roznorodnosci zywnosci z potencjalnymi powaznymi nastepstwami dla zdrowia.

  76. „Biednym, zatroskanym nadchodzacym glodem propagatorow GMO proponuje zajecie sie problemem marnowania zywnosci.”

    Idź sobie swojej cioci zaproponuj, czym ma się zajmować. O ile, rzecz jasna, ciocia toleruje takie impertynencje.

  77. Posłowie zdecydowali o legalizacji stosowania GMO w produkcji żywności.

    Sejm RP, podczas piątkowego bloku głosowań, uchwalił ustawę o wprowadzeniu w Polsce organizmów modyfikowanych genetycznie.

    Kto za tym stoi?
    Oczywiscie PO-PSL – wiec felietony przygotowujace grunt w mediach zwiazanych interesami z tzw. ukladem nie powinny dziwic.

    To, czego nie udało się osiągnąć w trakcie kolejnych podejść do przeforsowania w Polsce prawa zezwalającego na uprawy roślin genetycznie modyfikowanych, zdołano uzyskać poprzez trick ustawodawczy, wprowadzając GMO do naszego kraju niejako tylnymi drzwiami.

    Ustawa o zmianie ustawy o organizmach genetycznie modyfikowanych, nazywana przez koalicję PO-PSL mianem nowelizacji już istniejącej ustawy, jest tak naprawdę zupełnie nowym i tym samym odrębnym dokumentem, umożliwiającym produkcję żywności i pasz z organizmów GMO.
    Społeczeństwo jest zajęte sprawami wyborów samorządowych, uznając że społeczeństwo nie będzie zainteresowane tym, co dzieje się w sejmie i w efekcie przeforsowano ustawę.
    Polska mogla stac sie powaznym eksporterem tzw. zywnosci naturalnej, pobyt na ktora rosnie na swiecie w blyskawicznym tempie.

    jak pokazuje przykład amerykańskich rolników – na uprawach roślin modyfikowanych genetycznie można więcej stracić niż zyskać. 2,5 mld dolarów stracili oni z powodu odmowy przez Chiny przyjęcia dostaw kukurydzy GMO.

  78. „Kto za tym stoi?”

    REPTILIANIE

  79. @ A Falicz
    Widać wiek i wiedza nie idą w parze.

  80. mpn
    30 listopada o godz. 17:25

    @ A Falicz
    Widać wiek i wiedza nie idą w parze.

    No coz jak widac ja przytaczam fakty, liczby a Ty jedynie usilujesz byc dowcipnie zlosliwy.
    Piszmy o sprawach bez nie majacych tu nic do rzeczy personaliow.

    Ja nikogo nie obrazam – przedstawiam swoje stanowisko.
    Faktem jest, ze ustawe o przemyceniu GMO przepchneli poslowie PO/PSL I faktem jest, ze ten felieton znajduje sie na stronie POLITYKI, ktora nie ukrywa swojego poparcia dla obecnej ekipy rzadzacej.

    Twoje proby zlosliwosci na pewno nie sa dowodem na Twoja wiedze… a jedynie na brak wychowania.
    Nic dziwnego, ze chowasz sie za pseudonimem.

css.php