Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

11.12.2014
czwartek

Zwierzęta w laboratorium i luz w głowie

11 grudnia 2014, czwartek,

Siedlecka_pressDebata dotycząca doświadczeń na zwierzętach potoczyła się w złym kierunku. A temat wymagałby wyjątkowo rzetelnego potraktowania.

Napisałem tę blognotkę (oprócz tekstu i wywiadu: tu i tu), ponieważ sporo osób przywoływało w dyskusjach na Facebooku wywiad dziennikarki Ewy Siedleckiej z dr Anną Muszewską, który pod koniec sierpnia br. ukazał się na łamach „Gazety Wyborczej”.

Zdaje się, że znacząco wpłynął on na toczącą się w mediach debatę dotyczącą eksperymentów naukowych na zwierzętach. Co więcej, po wysłuchaniu tej audycji w radiu TOK FM odniosłem wrażenie, że także red. Siedlecka zaczęła bezkrytycznie powtarzać tezy swojej rozmówczyni. I to nie tylko na antenie radia, ale również w tekście pt. „Doświadczenia na zwierzętach: czy zawsze interes człowieka jest najważniejszy?”. Nie będę tutaj komentował tego artykułu, gdyż świetnie zrobił to autor wpisu na blogu Neurobigos oraz prof. Jerzy Vetulani.

Chciałbym natomiast odnieść się szerzej do audycji w TOK FM. Zacznę od kilku przykładów pokazujących, do jakiego stopnia zlały się w jedno tezy dziennikarki „Gazety Wyborczej” i dr Anny Muszewskiej, mikrobiolożki i członkini I Lokalnej Komisji Etycznej (LKE) przy Instytucie Biologii Doświadczalnej PAN w Warszawie.

Dr Anna Muszewska (wywiad w „GW”):Do mojej komisji zgłaszane są głównie eksperymenty dotyczące tzw. badań podstawowych, czyli mechanizmów leżących u podłoża rozmaitych reakcji fizjologicznych, w tym chorób, w szczególności układu nerwowego„.
Wypowiedź Ewy Siedleckiej w TOK FM: „Gro eksperymentów to są tak zwane badania podstawowe. Co to znaczy? Odpowiadamy sobie na pytanie, jak to działa. Np. jak działa mózg? Albo jak działa ręka? Albo jak działa noga? Jak działa mięsień, wątroba i tak dalej. To są eksperymenty poznawcze”.

Muszewska:Były wnioski dotyczące chorób psychicznych, np. wywoływania depresji u myszy. Tylko na ile wnioski z badania depresji myszy można przenosić na człowieka?”.
Siedlecka: W tej chwili prowadzone są badania nad depresją. Modelem są myszy. I rozmaite środki farmakologiczne na nich się stosuje. To znaczy uznajemy, że psychika myszy jest podobna do człowieka, a jeśli tak, to jakie my mamy moralne prawo je dręczyć, skoro ich psychika jest do tego stopnia porównywalna z psychiką człowieka, że nawet można przygotowywać leki, które będą służyć człowiekowi.

Muszewska:Praktycznie wszystkie eksperymenty zgłaszane w mojej komisji kończą się śmiercią zwierzęcia„.
Siedlecka: „Eksperyment właściwie w 100 proc. przypadków kończy się śmiercią zwierzęcia. (…) Jeśli zwierzę przeżywa, to się je uśmierca. Dlatego że ono się już kiepsko nadaje do czegoś innego”.

Muszewska:Patrząc na wnioski, które trafiają do komisji etycznych, dobrem dla człowieka, jakie mają one przynieść, jest publikacja w czasopiśmie naukowym i czyjaś np. habilitacja. To zresztą wprost jest napisane w uzasadnieniu„.
Siedlecka: „Wyniki tego eksperymentu – jeżeli cośkolwiek z tego wyniknie – są opisywane w prasie naukowej, za taki artykuł ma się odpowiednie punkty, to się liczy do habilitacji. I to jest cały pożytek, jaki ludzkość odnosi z tych badań, z większości”.

Muszewska:Gdyby wtedy, gdy wynaleziono aspirynę, obowiązywał wymóg testowania toksyczności na zwierzętach, to pewnie nie zostałaby dopuszczona do sprzedaży.”
Siedlecka: Gdyby na myszach, kiedy wynaleziono aspirynę, należało ją przedtem przetestować, to ona nie weszłaby nigdy do przetestowania u ludzi”.

Nie ma oczywiście niczego złego w powoływaniu się na opinie naukowców czy ich cytowaniu. Jednak do podstawowych obowiązków dziennikarza należy weryfikowanie informacji. Tymczasem Siedlecka bezkrytycznie powtarza w radiu i swoich tekstach, że np. aspiryna nie przeszłaby dzisiaj testów na myszach. To nieprawda. Aspiryna jest szczególnie toksyczna dla kotów, ale nie myszy. Wystarczy dosłownie 5-10 minut guglania, by się o tym przekonać. Można się natomiast zastanawiać, czy specyfik ten – z powodu efektów ubocznych u zwierząt i ludzi (krwawienie z przewodu pokarmowego) – przeszedłby dziś badania kliniczne…

Jest jeszcze kilka innych problemów związanych z opiniami dr Muszewskiej, które sugerowałyby ostrożność, zanim zacznie się je powtarzać. Po pierwsze, jest ona mikrobiolożką zajmującą się badaniem DNA grzybów. Z jednej strony to dobrze, bo jest „człowiekiem z zewnątrz” w stosunku do środowiska naukowców prowadzących doświadczenia na zwierzętach. Z drugiej strony – może nie rozumieć (na co wskazuje wywiad) specyfiki i problemów badań na kręgowcach i układzie nerwowym (np. kwestionowanie modeli zwierzęcych w badaniach depresji). Ponadto ma małe doświadczenie jako członkini I Lokalnej Komisji Etycznej, gdyż zasiada w niej dopiero od lutego 2014 r. (wywiad z Siedlecką ukazał się pod koniec sierpnia 2014 r.). Tymczasem Siedlecka uogólnia opowieści Muszewskiej (a w całej Polsce jest 18 LKE, z których każda liczy 9 członków).

Po trzecie, Muszewska prezentuje się w tym wywiadzie jako „jedyna sprawiedliwa”: „Za mojej kadencji żaden wniosek nie został odrzucony. Zdarzają się cofnięcia wniosków do uzupełnienia. Często nie ma głosowania nad wnioskiem. Ja nawet się go nie domagam, bo cóż zmieni jeden głos sprzeciwu?”. Na miejscu Siedleckiej zastanowiłbym się, co w takim razie robią w tej komisji przedstawicielki organizacji broniących praw zwierząt (dwie członkinie)? Tym bardziej, że jedna z nich jest wiceprzewodniczącą LKE!

Bezskutecznie protestowałam przeciwko uświęconemu obyczajem uśmiercaniu mysich noworodków przez »przerwanie rdzenia kręgowego«, czyli obcięcie głowy nożyczkami bez znieczulenia” – mówi w wywiadzie Muszewska. Nieswojo mi się zrobiło, gdy to przeczytałem, bo wyobraziłem sobie owe nożyczki i mysz… Byłem też zbulwersowany, że komisja pozwala na coś takiego. Wykonałem więc parę telefonów, by sprawdzić, dlaczego tak się dzieje.

Otóż okazuje, się że mysie zarodki mają ok. 12 mm, a sama głowa mierzy 2-3 mm. Nie da się pozbawić ich życia dwutlenkiem węgla (powodującym „zaśnięcie”), gdyż są na tę metodę dość odporne, a zastrzyk może wywołać stres. Dyslokacja kręgów szyjnych lub dekapitacja jest metodą oficjalnie i na całym świecie zalecaną dla małych (<150 g) gryzoni jako humanitarny sposób pozbawienia życia. To, czy zostanie przeprowadzona za pomocą gilotyny czy specjalnych nożyczek, zależy od rozmiaru i wieku zwierzęcia. W kontekście takich informacji sprawa wygląda więc trochę inaczej. Poprosiłem też o komentarz dr hab. Ewę Kublik z Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN. Do lutego br. była ona szefową tej właśnie I LKE. Teraz zaś przewodniczy innej LKE. W sumie w komisjach etycznych zasiada od 8 lat. Poniżej wklejam opinie dr Kublik (skonfrontowane z wypowiedziami dr Muszewskiej), gdyż lektura to bardzo ciekawa. Dr hab. Ewa Kublik: „»Kawiarniano-ciasteczkowa atmosfera« [z której Muszewska i Siedlecka czynią zarzut – przyp. MR] polega na tym, że na zebraniu faktycznie jest kawa, herbata i są ciasteczka. I jest grupa inteligentnych ludzi, którzy nie są (w większości) negatywnie nastawieni do świata i się w miarę polubili, więc zdarza im się chwila krotochwili (szczególnie jak jest mało wniosków). To nie wpływa na profesjonalne i merytoryczne podejście do oceny samych wniosków, to jest »pomiędzy« wnioskami”.

Muszewska:Za mojej kadencji [luty-sierpień 2014, czyli jakieś 6 posiedzeń – przyp. MR] żaden wniosek nie został odrzucony. Zdarzają się cofnięcia wniosków do uzupełnienia”.
Kublik: „Tu się nasuwa pytanie ogólne o rolę LKE: czy to policja, święta inkwizycja, która ma dopaść naukowca na błędzie i go za to ukarać? Czy (jak ja to rozumiem) »organ« oceniający i doradczy, który ma pomóc w jak najlepszym planowaniu badań. Z tego, jak na to pytanie odpowiemy, wynika również ocena skuteczności pracy komisji: jak na świętą inkwizycję mamy marne wyniki – na stos idzie mniej niż 5 proc. wniosków (to w mediach częsty zarzut przeciw LKE); w przypadku organu doradczego jest nieźle – ponad 95 proc. wniosków zostaje (często po poprawkach) zakwalifikowanych do realizacji”.
Z tego wyjściowego założenia wynika też nasze postępowanie z wnioskami – jako inkwizycja odrzucalibyśmy wnioski po zauważeniu dowolnych usterek planu badawczego albo nawet czysto formalnych błędów w wypełnieniu formularza (tak chyba chcieliby nasi przeciwnicy). My zadajemy pytania, prosimy o wyjaśnienia i doradzamy (a czasem nakazujemy) wprowadzenie do projektu korekt. Tak naprawdę kodeks postępowania administracyjnego nakazuje, aby wnioskodawca mógł uczestniczyć w procesie rozpatrywania jego wniosku.

Muszewska:Bada się też toksyczność substancji, np. leków. Taki jest wymóg formalny, chociaż często to nie jest konieczne, bo wystarczyłyby do tego mikroorganizmy i ludzkie hodowle tkankowe” – twierdzi dr Muszewska.
Kublik: „Faktycznie, istnieje wymóg formalny badania substancji, są zasady rutynowego postępowania, od których nie można odejść ot tak sobie – z dobroci serca. Odejście od badań na zwierzętach jest możliwe (i konieczne), jeśli zostaną opracowane metody alternatywne. W Europie są duże instytucja zajmujące się opracowywaniem i walidowaniem metod alternatywnych. Jak taka metoda przejdzie wszelkie testy pokazujące, że jest równie czuła i miarodajna jak badanie na zwierzętach, to zostaje wprowadzona do kanonu OBOWIĄZKOWYCH metod. I wtedy należy stosować taką metodę, a badanie na zwierzętach jest NIELEGALNE. Ale zwalidowanych metod alternatywnych na razie nie jest dużo i nie wszystkie procedury można nimi zastąpić. I raczej nie mają one zastosowania w badaniach podstawowych, a w rutynowych testach substancji w toksykologii”.

Muszewska:Patrząc na wnioski, które trafiają do komisji etycznych, dobrem dla człowieka, jakie mają one przynieść, jest publikacja w czasopiśmie naukowym i czyjaś np. habilitacja. To zresztą wprost jest napisane w uzasadnieniu”.
Kublik: „Brzmi to tak, jakby było napisane w każdym wniosku zgłaszanym do LKE. Sądzę, ze to raczej lapsus, wynik kopiowania uzasadnień pomiędzy wnioskami »etycznymi« a »grantowymi« – gdzie wyszczególnia się także takie efekty badań. Oczywiście, że takie uzasadnienia nie ma znaczenia dla oceny wniosku z punku widzenia komisji etycznej i jeśli to byłaby jedyna przesłanka, to wniosek nie powinien przejść. Ale jeśli został przyjęty, to zapewne miał też odpowiednie uzasadnienie merytoryczne, a wzmianka o habilitacji była jedynie dodatkową informacją – faktycznie w tym wniosku niepotrzebną”.

Muszewska:Często nie ma głosowania nad wnioskiem. Ja nawet się go nie domagam, bo cóż zmieni jeden głos sprzeciwu?„.
Kublik: „Decyzje komisji podejmowane są w drodze głosowania. Można mieć za złe, jeśli głosowanie nie jest przeprowadzone w bardzo sformalizowany sposób. W takiej sytuacji należałoby wyraźnie poprosić, że oczekuje się sformalizowania tej procedury. A jeśli ktoś byłby zdecydowanie przeciwny jakiemuś wnioskowi, to może i powinien wyraźnie dać o tym znać. W protokole odnotowany jest dokładny wynik głosowania z liczbą głosów za, przeciw i wstrzymujących. Ponadto, zgodnie z przepisami, każdy członek komisji etycznej ma prawo dołączyć do uchwały słowo odrębne”.

Chciałbym to podsumować następująco: „Luz w głowie”* jest rzeczą fajną, ale przy podejmowaniu tematów skomplikowanych i wymykających się jednoznacznym ocenom może przynieść niedobre skutki. Nie mam wątpliwości, że dziennikarka „GW” pisała swoje teksty ze szczerej potrzeby serca, by bronić praw zwierząt. Ale niedobrze, gdy bardzo emocjonalne podejście do tematu prowadzi do uproszczeń czy podawania nieprawdziwych informacji. Źle się również dzieje, gdy do „medialnego obiegu” wprowadzane są chwytliwe epitety typu „lobby doświadczalników”.

Zamiast podważać (wbrew faktom) sens badań na zwierzętach, warto zwrócić uwagę na to, co rzeczywiście naukowcy mają w tej sprawie do zrobienia (choć też należy być ostrożnym z generalizacjami). Chodzi mi o problemy opisane np. w tych dwóch artykułach (tu i tu). Ich konkluzja jest jasna: powinien zostać położony dużo większy nacisk na jakość publikacji naukowych, które powstały na podstawie eksperymentów na zwierzętach. Niestety, sporo z nich (przynajmniej w tej próbce, którą przebadali autorzy podlinkowanych artykułów) nie spełnia kryteriów porządnej naukowej roboty. A złe zaprojektowanie eksperymentów powoduje, że poświęcenie życia zwierząt i ich dobrostanu zostało zmarnowane. A tak być nie powinno.

Warte posłuchania w tym temacie dwie audycje radiowe:
rozmowa z dr. Pawłem Boguszewskim
dyskusja z udziałem prof. Krzysztofa Turlejskiego, przewodniczącego Krajowej Komisji Etycznej ds. Doświadczeń na Zwierzętach

*Pozwoliłem sobie na to zapożyczenie z miesięcznika „PRESS”, który na okładce umieścił zdjęcie Ewy Siedleckiej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Dziennikarze jak wszędzie na świecie gonią za sensacją, nie zwracając uwagi na rzetelność. Nawet Hartman dał się omamić.

  2. Ubój Rytualny, czyli zabijanie bez znieczulenia jest dozwolone konstytucyjnie, ale zabicie myszy budzi emocje. Czy Polska to kraj normalnych ludzi???

  3. Gdyby ludzie się zastanowili i wznieśli się ponad emocje, to doszliby do wniosku, że przecież wśród naukowców są tacy sami miłośnicy zwierząt jak wśród ich obrońców.
    To, że używają zwierząt do badań, nie znaczy że są sadystami i chcą zadawać cierpienia i trzeba ich pilnować. To obrońcy praw zwierząt mają lekką schizę, moim zdaniem zdecydowanie więcej jest wśród nich nawiedzonych, niż wśród naukowców ludzi niewrażliwych na cierpienia zwierząt.
    Kiedyś w sklepie zoologicznym stałem za młodą panią która kupowała białe myszki.
    Chcąc ją poderwać zagaiłem, proszę jeszcze dokupić kotka, będzie super zabawa.
    Zmierzyła mnie takim wzrokiem, że mogłaby zabić, randki oczywiście nie było.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ parker
    Bo pani szła na randkę z myszkami

  6. Długo się zastanawiałem czy to wkleić, nie na temat ale tak mnie to zbulwersowało, że postanowiłem się podzielić z Autorem.
    Czy jest możliwe, żeby „wybudzić” kogoś u kogo stwierdzono śmierć mózgu?
    Miałem ogromny szacunek dla Ewy Błaszczak za jej zaangażowanie w stworzenie „Budzika” ale teraz zgłupiałem.
    Jestem w szoku.

    http://www.fronda.pl/a/odwaga-ewy-blaszczyk-nie-oddam-swoich-organow-do-przeszczepu,44947.html

  7. Nie można wybudzić ze śmierci mózgu. Pomimo pewnej nikłej regeneracji ependymocytów mózg się w zasadzie nie regeneruje. W najlepszym razie w uszkodzonym miejscu powstanie blizna glejowa, nie pełniąca absolutnie żadnej funkcji (choć leżąc obok zdrowej tkanki mogąca wywoływać ataki padaczki), często zaś po prostu pozostaje dziura.

  8. Dlaczego obrońcy praw zwierząt nie wysuną propozycji aby na nich testować np. kremy podrażniające skórę bądź oczy? Dość hipokryzji! Zróbcie coś dla nauki, ludzkości, zwierząt. Czas na czyny!

  9. @parker
    Jest taki bardzo dobry tekst Sławomira Zagórskiego w „GW” na temat śmierci mózgowej (niestety, dostęp płatny w archiwum):
    http://www.archiwum.wyborcza.pl/Archiwum/1,0,4339862,20050401RP-DGW,Szesc_pytan_o_Terri,.html

  10. Niektórzy by i badań klinicznych na ludziach zakazali.

    Bo nowe leki rosną na drzewach.

  11. @parker
    Jeszcze w sprawie wypowiedzi Ewy Błaszczyk: http://mlodagdynia.pl/czytaj/w-polsce-europie-na-swiecie/2609

  12. @MR
    Dziękuję za linki, pierwszy jest dla mnie niedostępny, lubię zapach farby drukarskiej i szelest gazety o poranku:)
    Szkoda, że odpowieź lekarza z drugiego linku nie dotrze do takiej liczby czytelników jak szkodliwa wypowiedź aktorki od której FB aż furczy a głosy sprzeciwu są nieliczne i zakrzyczane. Nie ma szczęścia polska transplantologia, najpierw Ziobro, teraz Ewa Błaszczyk odbiera nadzieję wielu oczekującym ratunku. Po tym zamieszaniu znów spadnie liczba organów do przeszczepu, to niemal pewne.

  13. Jeszcze w międzyczasie był prof. Talar od rehabilitacji

css.php