Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

16.02.2015
poniedziałek

Nauka kontra wolność słowa

16 lutego 2015, poniedziałek,

Rosen/Flickr, CC BY-ND

Rosen/Flickr, CC BY-ND

Czy naukowcy powinni swoją obecnością i wystąpieniami firmować imprezy, na których propaguje się najdziksze brednie?

Wywiązała się ostatnio bardzo ciekawa dyskusja na temat skandalicznego wpisu na Facebooku popełnionego przez profesora filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego, dr. hab. Bogusława Pazia. Wpis ów był emocjonalnym komentarzem do wstrząsającego filmu, na którym prorosyjscy separatyści znęcają się nad ukraińskimi żołnierzami oraz bezczeszczą ich zwłoki. Prof. Paź tak skomentował to wideo: „Banderowskie ścierwa dostają łomot aż miło! I jak tu nie kochać »Ruskich«…?”.

Kiedy o sprawie zrobiło się głośno, filozof usunął wpis ze swojego profilu na Facebooku. Niezbyt to pomogło, gdyż rektor zawiesił go na pół roku, co oznacza, że nie będzie prowadził zajęć ze studentami oraz otrzyma zmniejszone wynagrodzenie. Prof. Paziem zainteresowała się także prokuratura, a jego wypowiedź potępiła dyrekcja Instytutu Filozofii UWr.

W pierwszym odruchu powyższe fakty budzą zadowolenie, bo „należało się za kretyńskie i bezduszne wypowiedzi”. Jednak sprawa wcale nie jest tak prosta i jednoznaczna. Nie chodzi mi oczywiście o ocenę słów wrocławskiego filozofa, bo każdy przyzwoity człowiek potraktuje je jako coś obrzydliwego. Problemem są granice wolności słowa. Bardzo ciekawie przedstawiła dyskusję na ten temat Ewa Siedlecka na łamach „Gazety Wyborczej” w komentarzu zatytułowanym: „Czy filozof i nauczyciel może być ksenofobem? Środowisko naukowe ocenia wypowiedzi prof. Bogusława Pazia”.

Mnie ta ciekawa (ale i bardzo przykra) sprawa skojarzyła się z trochę podobnym problemem. Z pewnością mniejszego kalibru, ale jednak bardzo interesującym. Mam na myśli udział naukowców – zatrudnionych na wyższych uczelniach i w instytutach badawczych – w imprezach promujących pseudonaukę. I nie chodzi mi tylko o jakieś spotkania, podczas których opowiada się dziwaczne teorie na temat odwiedzin UFO, kręgów mocy etc., ale także o imprezy, gdzie wmawia się słuchaczom rozmaite brednie na temat światowych spisków naukowców, lekarzy i firm farmaceutycznych. Konspiracja ta ma rzekomo na celu niedopuszczenie do powszechnego stosowania znajdujących się w zasięgu ręki bardzo tanich substancji (typu wyciąg z pestek owocu), cudownie skutecznych w walce z rakiem. W przeciwieństwie do chemioterapii służącej wyłącznie wyłudzaniu pieniędzy z kieszeni pacjentów. Takie szalone teorie przestają być zabawne, a robią się groźne, jeśli ktoś choć trochę w nie uwierzy i postanowi wybrać wizytę u bioenergoterapeuty zamiast u onkologa.

Czas na konkretne przykłady. Z racji moich zainteresowań tematyką GMO zaciekawiła mnie postać dr hab. Katarzyny Lisowskiej, biolożki molekularnej pracującej w gliwickim oddziale Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie. Jest ona jedną z zagorzałych przeciwniczek GMO oraz zasiada w Komisji ds. Organizmów Genetycznie Zmodyfikowanych przy ministrze środowiska. Jakiego kalibru argumentacją posługuje się dr hab. Lisowska podczas dyskusji na temat GMO, można przeczytać tutaj.

Otóż w jej przypadku zaskoczył mnie fakt, że nie miała żadnych oporów, by w 2011 r. wziąć udział w zlocie ufologów i wielbicieli różnych alternatywnych wizji rzeczywistości zatytułowanym „Harmonia Kosmosu”. Organizuje je Janusz Zagórski, który – cytuję za Wiki – jest „dziennikarzem, ufologiem, badaczem zjawisk niewyjaśnionych, założycielem oraz prezenterem telewizji internetowej niezależnatelewizja.pl”. Dr hab. Lisowska podczas „Harmonii Kosmosu” wystąpiła z wykładem na temat (oczywiście) GMO. Przywitał ją z atencją Janusz Zagórski, przedstawiając jako osobę posiadającą „autentyczny tytuł profesorski naszej akademickiej nauki”. I dodał: „Jest to chyba pierwszy przypadek w historii naszych zlotów, że jest pani, pani Katarzyno, z tego mainstreamowego świata. Co pani tutaj robi?”. No właśnie…

Na tym jednak nie zakończyły się występy pani Katarzyny na dziwnych imprezach. Otóż pod koniec maja ubiegłego roku odbyła się w Domu Nauki (sic!) Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego konferencja zatytułowana „Świat bez raka – profilaktyka i naturalne terapie antynowotworowe”. Zorganizowała ją Fundacja Wspierania Rozwoju Kultury i Społeczeństwa Obywatelskiego Qlt, której prezeską jest Lena Huppert. Pani Lena to bardzo znana działaczka anty-GMO, która m.in. ściągnęła w 2012 roku piosenkarkę Dodę na demonstrację przeciwko genetycznym modyfikacjom roślin (co spowodowało zainteresowanie mediów imprezą, w której uczestniczyło tylko kilkadziesiąt (?), a może kilkaset (?) osób).

Wracając do konferencji „Świat bez raka”: otworzyła ją sama pani prezes Huppert i wygłosiła wykład na temat GMO (jeśli ktoś sam chce obejrzeć i posłuchać, to niech przewinie do 50. minuty nagrania). Stanowi on dobrą próbkę stylu i treści wielu wystąpień na tym spotkaniu. Dlatego streszczę go w punktach:

● rośliny GMO są złe i szkodliwe
● w wojnie na Ukrainie chodzi tak naprawdę o GMO, bo to Amerykanie ją wywołali, żeby obsiać żyzne ziemie transgeniczną trucizną
● mamy światowy spisek dotyczący tzw. chemtrails, czyli rządy potajemnie rozpylają z samolotów „aluminium, czerwone ciałka krwi, drobinki plastiku, mykoplazmę, wirusy oraz inne nieznane składniki o charakterze biologicznym”; dzieje się to pod pozorem walki z globalnym ociepleniem, będącym tak naprawdę naukową ściemą
● rozpraszacz chmur (więc i chemtrails) konstrukcji Dona Crofta można sobie samemu zamontować, ale to nie jest zabawka, bo pracuje się z energią orgonu, zarówno pozytywną, jak i negatywną.LH_slajdJak wspomniałem, sporo prelegentów podczas owej konferencji wygłaszało równie trzymające się rzeczywistości tezy. M.in. Przemysław Ilukowicz, wydawca książki Jeffrey’a Smitha „Nasiona kłamstwa”, oraz tłumacz „Świata według Monsanto” (te publikacje to „ewangelie” antygmowców). Ilukowicz nie mówił jednak o GMO, ale nieistniejącej witaminie B17, która jest rzekomo agresywnie zwalczana przez spisek rządów-koncernów-naukowców, gdyż skutecznie leczy chorych na nowotwory.

Jak już wspomniałem, na owej konferencji wystąpiła dr hab. Katarzyna Lisowska z wykładem „Medycyna oparta na faktach (ang. evidence based medicine) – jak to rozumieć?”. Ale pojawili się również inni przedstawiciele „mainstreamowej nauki”: prof. dr hab. Alfreda Padzik-Graczyk (kierownik Pracowni Biochemii w Instytucie Optoelektroniki WAT) oraz Iwona Wawer (kierownik Zakładu Chemii Fizycznej na Wydziale Farmaceutycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego). Mógłbym jeszcze dorzucić do tej listy prof. dr Marię Dorotę Majewską, guru polskich antyszczepionkowców, ale pani ta już tak daleko odeszła od rzetelnej nauki i wyrządziła tyle złego w kwestii szczepień, że trudno ją uznać za poważnego i „mainstreamowego” naukowca (tym bardziej, że nie wiadomo, gdzie obecnie pracuje i czym się zajmuje).

Bardzo negatywnie oceniam udział przedstawicieli nauki w takich imprezach jak konferencja pani Leny Huppert. Firmują bowiem swoim nazwiskiem oraz prestiżem instytucji naukowych imprezy propagujące, przepraszam za dosadne określenie, dzikie brednie. Często potencjalnie szkodliwe, ponieważ mogą wpływać na decyzje ludzi ciężko chorych i dawać im złudną nadzieję. W epoce przed internetem nikt by się czymś takim jak owa konferencja nie przejął, ale dziś wszystkie wykłady można bez przeszkód obejrzeć na Youtubie. A internet, jak trafnie określił to Wojciech Orliński w „Gazecie Wyborczej”, działa jak Wielki Zderzacz Głupoty, w którym „głupkowate »michałki«, niczym cząstki elementarne w akceleratorze, rozpędzane są od portalu do portalu, a z ich zderzeń pojawiają się następne”. Porażający jest też na nagraniach tych wykładów widok pań profesorek oklaskujących głoszone tam bzdury. Nawet jeśli robiły to, jak podejrzewam i mam nadzieję, z czystej kurtuazji.

I tu wracam do początku mojej blognotki. Czy władze uczelni i środowisko uczonych powinny reagować w takich przypadkach? Jak? Gdzie przebiega granica swobody wypowiedzi naukowca? Nie znam odpowiedzi na te pytania, ale uważam, że warto je postawić i się nad nimi poważnie zastanowić.

PS Nie wspomniałem o „Konferencjach Smoleńskich”, bo jednak stanowią one trochę osobne zjawisko, w którym ogromną rolę odgrywa polityka. Aczkolwiek opisane przeze mnie kwestie również dotyczą zjawiska „nauki smoleńskiej”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 40

Dodaj komentarz »
  1. Sir Peter Brian Medawar, laureat Nagrody Nobla w 1960, ujął to chyba najprościej i wytłumaczył niezrozumiałe skądinąd zainteresowanie różnymi para-normalnymi rzeczami, a mianowicie: „Za sprawą upowszechnienia się szkolnictwa średniego, a ostatnio również wyższego, powstała spora grupa ludzi, czasem nawet dość wyrobionych literacko i o pewnej wiedzy naukowej, których formalne wykształcenie zdecydowanie wykracza poza posiadane zdolności do analitycznego myślenia” – krótko, celnie, elegancko.
    Ludzie ci wypełniają szpalty gazet oraz umieszczają video-clips na YouTubie, zaprzeczają ogólnie znanym i potwierdzonym teoriom, prowadzą pseudo-naukowe badania, cytują nie udowodnione eksperymenty, noszą fartuchy laboratoryjne lub stetoskopy na szyji, starają się zaistnieć.

  2. a tak naprawdę to chodzi i zarobienie pieniędzy!!! nie można juz własciwie nikomu wierzyć. „Naukowcy” za honoraria otrzymywane od wielkich koncernów (np. tytoniowych) potrafią zaprzeczać temu, co udowadniali w swoich pracach przed laty. Widziałem swego czasu w programie niemieckiej telewizji (mieszkam w Niemczech od 36 lat) profesora twierdzacego, że nie mam dowodu na to, że palenie tytoniu jest rakotwórcze (naprawdę). Na to wszystko jest tylko jedno wytłumaczenie. A jest nim odpowiedź na pytanie, dlaczego pies liże sobie jaja. Odpowiedź: bo może!!!

  3. Myślę, ze mamy tu do czynienia z klinicznymi przypadkami chorób atakujących mózg.

    PS.observer,
    Doskonała diagnoza którą zacytowałeś; coś takiego tłukło mi się po głowie, ale nie potrafiłem tego tak trafnie wyrazić.
    Kopiuję i „sejwuję”

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Oj, tam. Pani Lisowska jest bardzo spokojną i sympatyczną osobą. Znam ją z komisji GMO. Daj Boże, żeby wszyscy przeciwnicy GMO byli tacy, jak doc. Lisowska!

  6. Jako komentarz polecam historię tego pana:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Brian_Josephson

    Nobel z fizyki za wkład w teorię nadprzewodnictwa, z głównymi odkryciami przed 23 rokiem życia. Obecnie ma lat 75 i przez ich większość był zaangażowany w paranauki. Transcendencja, homeopatia, telekineza, co kto chce.

  7. Od naukowca nie wymag się rzetelnej pracy, tylko ciułania punktów. I potem gadają brednie…

  8. @observer. Dzięki! I przestaję mieć kompleksy :-).

  9. Nawet najwieksze umysly moga sie zatracic w pseudonauce: Newton wiekszosc swojego poznego zycia poswiecil alchemii.

  10. @Jan Hartmann
    Być może pani Lisowska jest sympatyczną i spokojną osobą. To z pewnością pozytywne cechy. Ale od naukowca, szczególnie przedstawiciela nauk ścisłych, wymaga się również (a może przede wszystkim) rzetelności zawodowej. Niestety, byłem świadkiem wielu wystąpień p. Lisowskiej, podczas których wyznawany przez nią światopogląd zwyciężał nad rzetelnością. To samo dotyczy jej publikacji na temat GMO. Oczywiście to nie są wystąpienia czy teksty tej samej „klasy”, co pani Leny Huppert lub innych anty-GMO aktywistów, niemniej jednak p. Lisowska mija się bardzo istotnie z faktami. I w tym tkwi problem. Jak również w firmowaniu (poprzez udział i wykłady) spotkań typu konferencja o raku czy zjazdy ufologów.

  11. @hohoberiberi.
    1. Badanie zjawisk para-normalnych to normalna rzecz, nawet Richard Feynman się tym zajmował. Czym innym jest firmowanie swojà obecnościà psełdo-nauki.
    @przbil.
    2. W czasach Newtona była tylko alchemia. Nie znano budowy pierwiastków.
    @hartman.
    Od naukowca wymaga się przedewszystkim rzetelności zawodowej i trzymania sie udowodnionych faktów. Jeżeli ocenia Pan wiarygodność teorii na podstawie aparycji prezentera to się na Panu zawiodłem.

  12. Zjawisko splatania się nauki i antynaukowej bredni jest ani nowe, ani wyjątkowe. Dość wspomnieć takie „teorie” jak walka klas, rasa panów, czy wrodzona gramatyka. Ba, nawet ślepa wiara w wymyślony na potrzeby kampanii Al Gore’a antropogeniczny globociep i histeryczna klątwa na dwutlenek węgla – wciąż znajdują wiernych wyznawców, zwłaszcza w czeluściach lewej nogawki.
    Debilizm jest objawem często spotykanym wśród ludzi o formalnym wykształceniu na poziomie wyższym. Nic dziwnego – wiele uczelni stanowi przechowalnię i rozsadę głupoty na skalę niespotykaną nawet w polityce. To może się wydać niemożliwe, kiedy popatrzeć na tępy wyraz twarzy jednej premier, czy posłuchać jej poprzednika, ale zaręczam, w Berkeley nie takich kretynów – na pęczki.
    „Dorobek” wychowania w duchu lewackiej pseudo-nauki No-aim Chomsky’egp czy jego papugi, No-logic Klein, to tysiące okazów homo kompletnie nie sapiens.
    A przecie te rzesze coś robić muszą, poza czytaniem horoskopów.
    Stąd wysyp „multi-kulti” czy „gender studies” czyli pseudo-intelektualnego rozwolnienia. Genialny fizyk Feynman zwał to zjawisko „cargo cult science” – odsyłam do jego własnej paraleli bambusowych radarów i radia z kokosa, całkiem jak na lotnisku. Tylko samoloty nie lądują….

  13. Zaraz, zaraz, co to jest nauka? Jak coś jest brednią to się to udowadnia metodą, rzetelną, naukową, tymczasem mamy tylko opinię/mniemanie kontra inne opinie i mniemania które można analizować pod względem spójności logicznych. Medycyna klasyczna jest już w lamusie, krytyka jest coraz to bardziej popularna, alternatywne podejścia coraz to bardziej powszechne. Gdyby nie fakt, że chroniona przez duże pieniądze różnych koncernów, już dawno stałaby się paranauką, ale wtedy ludzie przestaliby kupować te wszystkie „działające” leki i stosować „działające” terapie które są tak skuteczne, że co roku wymagają zmian i usprawniania a chorych nie ubywa 🙂

    Istnieje coś takiego jak syndrom grupowego myślenia, choroba powszechna w środowisku naukowym jak i dziennikarskim.

  14. Problem z nauką jest taki, że wielu rzeczy nie da się tak łatwo udowodnić. Mamy pewne przesłanki, budujemy pewne modele i coś z nich wychodzi, tylko nigdy nie wiemy, czy przyjęte założenia są właściwe (odpowiednio dokładne), model ujmuje wszystkie najważniejsze aspekty, dane są odpowiednio pewne i dokładne, itp. I tu jest pożywka dla dywagacji, interpretacji, przekonań, wiary i wreszcie paranauk oraz oczywiście dla prawdziwej nauki, która będzie dążyć do prawdy. Ludzie jednak nie lubią odpowiedzi typu „na obecnym stanie badań, to…”, tylko tak lub nie. Paranauki często dają takie wyraźne odpowiedzi, a zwykłym ludziom trudno je odróżnić od rzeczywiście naukowych zwłaszcza, że propagują je, jak widać, naukowcy.

  15. Drodzy Komcionauci,
    oczywiście obowiązuje tu swoboda dyskusji, ale mam wrażenie, że toczy się ona trochę obok głownego problemu. Dużo głosów dotyczyło bowiem tego, że wybitni ludzie nauki miewali różne odjazdy (do wymienionych w komciach nazwisk dorzuciłbym m.in. Linusa Paulinga). Ale mi chodziło o coś innego – o sytuację, do której doszło na konferencji „Świat bez raka”. Większość prelegentów – o czym można się przekonać oglądając wystąpienia na Youtube – wygłaszała jakieś piramidalne brednie podlane teoriami spiskowymi. Tymczasem na owym spotkaniu pojawiły się trzy panie z profesorskimi tytułami reprezentujące poważne instytucje naukowe. Wygłosiły tam wykłady, do których trudno się specjalnie czepiać (nawet dr hab. Lisowska, bo NIE mówiła na temat GMO tylko metodologii naukowej, całkiem sensownie). W związku z tym stawiam pytanie, czy takie osoby powinny brać udział w tego typu szalonych imprezach? Czy ich obecność nie uwiarygadnia oszołomstwa? Czy powinna pojawić się jakaś reakcja ze strony środowiska naukowego na obecność tych pań (zwrócenie uwagi na niestosowność wzięcia udziału w „konferencji”)? (pominę drobiazg, że owa „konferencja” odbywała się w „Domu Nauki” uczelni medycznej).
    Gdybym był naukowcem i z naiwności przyjął zaproszenie na tę konferencję, to po wykładzie p. Huppert (głównej organizatorki) czy p. Ilukowicza natychmiast bym takie spotkanie opuścił. Dyskusja z ludźmi do tego stopnia nawiedzonymi nie ma bowiem żadnego sensu. Oni nie przyjmą żadnych racjonalnych argumentów.

  16. Uprzedzajàc prof Hartmana powiem że zabronić ani naciskać nie można. Udział w komitecie organizacyjnym jest naganny. Wygłoszenie referatu opartego na fałszu – dyscredytujàce.
    @vps
    „Medycyna klasyczna jest w lamusie” – raczy pan żartować?

  17. @vps
    „Zaraz, zaraz, co to jest nauka? Jak coś jest brednią to się to udowadnia metodą, rzetelną, naukową, tymczasem mamy tylko opinię/mniemanie kontra inne opinie i mniemania które można analizować pod względem spójności logicznych. ”

    Zaraz, zaraz, chcesz serio twierdzić, że cała evidence based medicine to tylko mniemania, równorzędne z bezczelnym tłuczeniem kasy na tych „alternatywach” bez wsparcia w jakichkolwiek powtarzalnych i kontrolowanych badaniach?

  18. @
    Co to oznacza „evidence based medicine”? Umiejętność właściwego rozpoznawania symptomów chorobowych oraz mechanizmów ich działania? Skoro tak, to przy takim „poprawnym” rozpoznaniu skuteczność powinna wynosić ile procent? Jeśli rozpoznanie jest poprawne to minimum 90-95% bo inaczej jak można użyć słowa – poprawny?. Ile wynosi? na 100 pacjentów ile diagnoz jest trafnych i zastosowane leczenie jest bezsprzecznie skuteczne a ile osób wraca do lekarza i testuje kolejne metody aż do skutku?
    Powiedzmy 20-30 lat temu na rynku były leki i określone terapie, dziś te leki i terapie są udoskonalone – jak to się ma do spadku zachorowań, skuteczności leczenia? Mniej ludzi choruje, jest mniej chorych, są bardziej zdrowi niż 20 lat temu? Na jakiej podstawie mówi się o udoskonaleniu jakiegoś leku/terapii? Skąd się bierze choroba? Zbigniew Religa podobno powiedział – jak lekarze strajkowali liczba zgonów w skali rocznej zmniejszyła się o 30%.
    Jedyny argument jaki tutaj się posiada to długość  życia, co raczej ma niewiele wspólnego z medycyną, bardziej z tym faktem, że więcej czasu spędzamy w betonowych, szklanych, stalowych lub blaszanych puszkach zwanych domem, pracą, środkiem lokomocji, jesteśmy mnie narażeni na skrajności typu brud, głód, wyziębienia czy złamania, oraz z faktem, że służba zdrowia jest zorganizowana, są metody szybkiego reagowania itp.
    Medycyna konwencjonalna nie ma zielonego pojęcia co to znaczy choroba a co zdrowie i nie wie czy dany lek A eliminując sam symptom choroby B (nie chorobę i jej przyczynę) nie powoduje osłabienia organizmu, lub rozregulowania które w efekcie przyniesie chorobę C po jakimś czasie. Ich podręcznikowa definicja zdrowia to jakiś archetyp, nieistniejący ideał. Jedni palą i nie mają raka, inni nie palą a mają, jedni chodzą bez czapki i są zdrowi inni chodzą z czapką i chorują na grypę itd. itd. Nie ma rzeczy zdrowych i niezdrowych, a tzw przyczyny chorób stwierdzane co jakiś czas przez coraz to nowsze odkrycia są ślepym strzałem który się sprawdza tylko na tzw statystycznym Kowalskim – nikt nie jest statystycznym Kowalskim w rzeczywistości, nawet sam Kowalski.

    Coraz to więcej osób kieruję się w stronę medycyny alternatywnej która fakt faktem, dopiero zaczyna przygodę ze sztuką leczenia dlatego często dochodzi do poważnych błędów (co przy medycynie konwencjonalnej jest także normą, którą każdy przemilcza), ale jako jedyna wykorzystuje osiągnięcia współczesnej nauki do pójścia o krok na przód i prawdziwego udoskonalenia a nie krążenia w koło- czyli fizykę kwantową i leczenie „pamięcią wody”, psychoterapią, różnymi kwantowymi wibracjami itp. które sięgają do eliminowania przyczyn choroby a nie samego symptomu.

    Nie ręczę za tą stronę, ale krytykę warto znać:
    http://www.kazimierzpiotrowicz.pl/

  19. @vps
    1) Polecam hasło w Wiki tłumaczące czym jest EBM: http://pl.wikipedia.org/wiki/Evidence-based_medicine
    2) Przykładów sukcesów współczesnej medycyny jest mnóstwo, pierwsze z brzegu to wyeliminowanie ospy prawdziwej czy niemal całkowita (w wielu regionach świata) eradykacja polio, sukcesy w walce z białaczką, infekcjami bakteryjnymi etc. Szokujące, że nie zdaje sobie pan/pani z tego sprawy (co nie neguje pozytywnego wpływu wzrostu higieny i warunków życia ludzi, ale higiena jest następstwem odkryć medycyny opartej na faktach).
    3) Biorąc pod uwagę, ile lat ma np. homeopatia czy akupunktura trudno na poważnie traktować pani/pana stwierdzenie, że „medycyna alternatywna dopiero zaczyna przygodę ze sztuką leczenia”.
    4) Nie wiem, co to jest „leczenie pamięcią wody” czy „wibracjami kwantowymi”, gdyż ani nie ma podstaw naukowych (nie potwierdzono eksperymentalnie takiego zjawiska jak „pamięć wody”) ani nie wykazano skuteczności tych metod.
    5) Dziwię się zaliczeniu psychoterapii do „alternatywnej medycyny”, gdyż psychoterapia poznawczo-behawioralna opiera się na jak najbardziej racjonalnych założeniach teoretycznych i bada swoją skuteczność (przez analogię można to określić jako EBP, czyli psychoterapia oparta na faktach)
    6) Nie ma czegoś takiego jak „medycyna alternatywna”, to chwyt retoryczny i/lub marketingowy. Jest medycyna skuteczna i nieskuteczna. I o to chodzi w EBM. Jeśli środki homeopatyczne okazałyby się skuteczne (mimo niewyjaśnionego mechanizmu działania) natychmiast zostałyby włączone do praktyki medycznej.
    7) Gdyby nie osiągnięcia współczesnej medycyny cytowany prof. Religa nie byłby w stanie skutecznie przeprowadzić ani jednego przeszczepu serca.

  20. Jest fest.Za najdziksze brednie nie palą na stosach.Trzymajmy się mądrości F.Kiepskiego ,i jego rzeczach ,które się fizjologom nie śniły. A będzie lepiej jak medycy staną się szamanami i będą leczyć pacjenta a nie tylko chorobę.

  21. Wpis @vps jest tak durny że nawet szkoda czasu go komentować. Jest nie na temat, proponuję usunąć.
    PS. Polecam książkę w tym temacie; Ben Goldacre „Bad science”.

  22. @M. Rotkiewicz
    Sukcesy to są w inżynierii, skoro zarzuca mi się uogólnianie to mówmy ściśle. Nie ma czegoś takiego jak medycyna. Jest inżynieria czyli skuteczny wgląd do organizmu i gospodarowanie jego elementami, czyli uzupełnianie, powstrzymywanie, wspomaganie procesów, ewentualnie wymiana części. Tzw. medycyna tylko przypisuje sobie samej sukcesy „wyleczenia” choć nie potrafi zdefiniować pojęcia – zdrowie – bo by musiała wcześniej zdefiniować pojęcie – idealnie zdrowy człowiek, jego sens istnienia i sens choroby – co jest zagadnieniem filozoficznym. Sam chorowałem na nerki, poważnie, przerwałem leczenie wbrew temu co zalecał lekarz, jestem zdrowy i problemów nie mam – czyj to sukces? tzw medycyny? Wedle „alternatywnych” teorii choroby zaczynają i kończą się w głowie, każdy ma zdolność do całkowitego samouzdrawiania i tutaj nie ma dowodów na to, że tzw. medycyna jest czymś bez czego nie można się obejść, więc ja mogę śmiało zaprzeczyć sukcesom w medycynie w oparciu o takie stwierdzenie.
    Gdyby homeopatia czy akupunktura nie działały to nikt by tego nie stosował. Tzw nauka nie poznała całej rzeczywistości aby móc się wypowiadać w tym tonie – To co nie zostało udowodnione nie ma prawa działać. Samo pojęcie postępu naukowego wyklucza taką wypowiedź, działa wiele rzeczy których nie pojmujemy.

    Nie jestem pewien czy ta „skuteczna” medycyna jest możliwa do realizacji w praktyce, jak i nie jestem pewien jak możliwe jest stwierdzenie skuteczności. Są sukcesy w poznaniu problemów ale o sukcesy w rozwiązaniu problemu jak już trudno. Skoro są grupy interesu obalające rządy aby wywołać wojny przynoszące zyski danym branżom, to z pewnością w środowiskach związanych z medycyną są grupy interesu którym zależy na tym aby produkt był „prawie skuteczny” bo w innym wypadku branża przynosząca ogromne bogactwa upada i staje się niepotrzebna. Naiwnością jest myśleć, że świat medycyny jest czysty moralnie, skoncentrowany wyłącznie na pomaganiu i uleczaniu, skoro żaden „świat” w naszej rzeczywistości taki nie jest. Kolejki do lekarzy są coraz to dłuższe, leków jest coraz to więcej, a choroby jak znikają to tylko po to aby ustąpić miejsca innym, nowym chorobom. Tylko brak wyobraźni sprawia, że nie dostrzega się tutaj błędnego koła.

  23. Medycyna ‚tradycyjna’, nie jest w stanie uleczyc wszystkich ze wszystkich chorob. Ba, potrafi nawet czlowieka wyslac na tamten swiat, przy najlepszych checiach by go uzdrowic. Nie mniej jednak, jak sie ma zapalenie wyrostka robaczkowego, to sie nie idzie do znachora, tylko do lekarza, nie pije sie ziolek, tylko sie bierze bardzo silny antybiotyk, zeby nie dostac zapalenia otrzewnej i pozegnac sie ze swiatem. Tylko abnegate moze dojsc do wniosku, ze medycyna konwencjonalna jest w takim samym stopniu skuteczna, co tzw. niekonwencjonalna. Na litosc, ludzie, rozejrzyjcie sie dookola, ilu z waszych bliskich zyje dzieki lekom.

  24. Wpis @vps odbiera mowę i zamraża dyskusję. Typowy trolling , obliczony na reakcję. Zamrozić, albo usunàć.

  25. Zgadzam się z opinią Peters Briana Medawara zacytowaną w pierwszym komentarzu.
    MR pyta, czy naukowiec powinien być mądry, bo tak bym skrótowo postawił pytanie zawarte w blogu.
    Odpowiedź wydaje się oczywista, powinien.
    I zazwyczaj jest, wszak miliony naukowców wyśmiewają w duchu czy publicznie takie konferencje i zjazdy oszołomów. I wśród tych milionów muszą się znaleźć głupcy z tytułami którzy mimo formalnego wykształcenia, najczęściej w innej dziedzinie wierzą w bzdury i wspierają takie spotkania autorytetem nauki.Co zrobić?
    Myślę, że najlepiej nic.
    Wypowiadający się wcześniej prof. Jan Hartman, niewątpliwy autorytet w dziedzinie filozofii, którego cenię i w wielu sprawach się zgadzam też zanotował na swoim blogu wypowiedzi w dziedzinie ekonomii które wywołują śmiech i irytację u każdego kto o tej dziedzinie ma choćby blade pojęcie.
    i co zrobić, zabronić mu pisać bzdury?
    Nie, próbować wytłumaczyć, że bzdury pisze, ale czy to zmieni jego fałszywy ogląd żeczywistości? Nie sądzę.

  26. @przbil
    Wtedy to była nauka

  27. .

    Umarl Popper umarl juz lezy
    na desce, gdyby mu zagrali
    juz by nie podskoczyl, z nim
    zmarl concept falsification
    i demarcation line

    Francis Collins casus,
    dowodzil on w ’90’tych
    rzadowym human genome
    project w US, jakies
    10 miliardow budzetu

    Poczem sie nawrocil jakos
    tak nagle jak George W. Bush
    born again christian, no i ksiazke
    o tym napisal ,,The language of god”

    Dzis dowodzi NIH, dostal
    nominacje od Obamy,
    niezbadane sa losy uczonych,
    widzi mi sie ze te szczepinia
    na ospe w mlodosci i GMO
    w chlebku powszednim
    padly im na mozg

    ~

  28. .

    Jesli “Collins syndrome”
    zdarza sie przyzwoicie
    wyedukowanym naukowcom,
    to czego by tu oczekiwac
    po gawiedzi typu @VPS
    ktoremu nery wydaliny
    padly na mozg

    Jeremy Rifkin jest niezlym
    przykladem panikarza,
    contrarian, zaprzeczacza,
    tuby niedouczonych ktory
    dorobil sie $$$ glownie
    na anty GMO & biotech
    pohukiwaniach w TV
    i ksiazkach roznych

    Ryfkin jest ekonomista
    (Wharton School) nie
    naukowcem jest jednak
    wyszczekany, a gawiedz
    typu @VPS lyka kazde
    bąka puszczenie przez
    takich jak on expertow

    I tak nam sie nauka
    rozmydla

    ~

  29. Jeżeli filozof pisze bzdury o ekonomii to nikt tego poważnie nie traktuje I ośmiesza tylko siebie. Co innego jeżeli firmuje swoim tytułem naukowym, bàdź stanowiskiem, durne hipotezy lub sfałszowane badania, z zakresu swojej dziedziny. Takie postępowanie powinno się spotkać z ostrà reakcjà środowiska. Oczywiście, ortodoksyjnych durni nikt nie przekona, ale powstrzyma niezdecydowanych. Brak reakcji byłby uważany za brak sprzeciwu świata nauki a nawet przyzwoleniem. Sankcje powinno być wyciàgane w stosunku do naukowcòw ktòrzy fałszujà wyniki badań lub mòwià ” Ja tylko blefowałem.”
    @vertigo.
    Radzę przeczytać „The language of God” – ze zrozumieniem. Jego koncept, jako naukowca, jest totalnie różny od obrazu Boga ojcayi

  30. Sorry, nacisnàłem pomyłkowo zły klawisz.
    @vertigo.
    Koncept Stwórcy, według Collinsa, jest totalnie różny od Boga ojca Rydzyka.
    Ale piszmy na temat.

  31. .

    @ observer

    comment on Collins jest
    troche off, zgoda, ponizej
    pare przemyslen z jego
    wykladu na Barkeley w 2008
    ktore ukradlem Harris’owi
    z jego artykulu w NYT

    http://www.samharris.org/site/full_text/the-strange-case-of-francis-collins

    “ Slide 1

    Almighty God, who is not limited in space or time, created a universe 13.7 billion years ago with its parameters precisely tuned to allow the development of complexity over long periods of time.

    Slide 2

    God’s plan included the mechanism of evolution to create the marvelous diversity of living things on our planet. Most especially, that creative plan included human beings.

    Slide 3

    After evolution had prepared a sufficiently advanced “house” (the human brain), God gifted humanity with the knowledge of good and evil (the Moral Law), with free will, and with an immortal soul.

    Slide 4

    We humans use our free will to break the moral law, leading to our estrangement from God. For Christians, Jesus is the solution to that estrangement.

    Slide 5

    If the Moral Law is just a side effect of evolution, then there is no such thing as good or evil. It’s all an illusion. We’ve been hoodwinked. Are any of us, especially the strong atheists, really prepared to live our lives within that worldview?”

    nigdy nie twierdzilem ze
    jego poglady sa tozsame z
    rydzykowymi.

    Na wykladzie nie bylem ale
    widzialem Collins’a w 700 Club
    z Pat Robertson’em gdy dodawal
    splendoru i legitymacji hard
    core babtystom bredzac trzy
    po trzy, there are a turncoats
    among us

    moj inny komentarz o Jeremy
    Ryfkin ktory z pelna premedytacja
    sprzedaje bullsh.t o GMO i biotechnologii
    i innych kataklizmach technologii
    ktore nas czekaja ugrzazl w moderacji

    ~

  32. Piszmy na temat – nie będzie problemu (no trolling).

    @vertigo.
    Wiara, nie przeszkadza Collinsowi logicznie myśleć i byś świetnym naukowcem – i oto chodzi.

  33. Przepraszam, że trochę na marginesie. Przekonania polityczne oraz religia, sà prywatnà sprawà każdego człowieka. I jako takie powinny być szanowane. Nie powinny mieć wpływu na wyniki badań naukowych lub wykonywanej pracy.
    Prof Hazan powinien zostać np stomatologiem a farmaceuci orto-katoliccy sprzedawać pietruszkę.

  34. @Vertigo,

    tzw „wyrazy” uznania.
    Niektórzy ,uznajacy „ekonomię ” za naukę scisłą mogli by rekomendowac „Inside Job” .
    Popper nie umarł.
    A w ogóle to jesteśmy ułomni.

  35. Często nawiedza mnie senny koszmar ,że przede mną wazny egzamin z dyscypliny o której nie mam pojęcia ,a także nie potrafię się jej nauczyc.I drugi,ze mam rozliczyc podatki.I nie wiem,zupełnie jak to zrobic.Idę,świadomie ,na zatracenie.Kolizję czołową.Niech się stanie.

    Najczęsciej budząc się ,pocieszam sam siebie,ze przecież mam już 75 lat i wszystkie egzaminy już za mna a Żona potrafi rozliczyc podatki śpiewajaco.

    Czasem jednak ,dochodzi do mnie,ze chodzi tutaj o inny egzamin.I inne rozliczenie.

    I bądz tu mądry naukowo.

  36. .

    —Jeremy Ryfkin—

    Jesli “Collins syndrome”
    zdarza sie przyzwoicie
    wyedukowanym naukowcom,
    to czego by tu oczekiwac
    po gawiedzi typu @VPS
    ktoremu nery wydaliny
    zatopily mozg

    Jeremy Rifkin jest niezlym
    przykladem panikarza,
    contrarian, zaprzeczacza,
    tuby niedouczonych ktory
    dorobil sie $$$ glownie
    na anty GMO & biotech
    pohukiwaniach w TV
    i ksiazkach roznych

    Ryfkin jest ekonomista
    (Wharton School) nie
    naukowcem jest jednak
    wyszczekany, a gawiedz
    typu @VPS lyka kazde
    bąka puszczenie przez
    takich jak on expertow

    I tak nam sie nauka
    rozmydla

    ~

  37. .
    @ observer

    —NOMA—

    concept Jay Gould’a of non-
    overlapping magisteria (NOMA)
    nauka i wiara to swiaty osobne,
    na siebie niezachodzace
    zostal w moim przekonaniu
    przez Collinsa naruszony

    jak widac w jego wykladzie
    i ksiazce, universe i wszystkie
    prawa nim rzadzace sa tworem
    boga, jego naukowa bezstronnosc
    w moim przekonaniu jest
    podejrzana, wrecz cuchnie,
    jego wiara przestala byc jego
    sprawa prywatna

    jednym z elementow NOMA
    wydaje sie byc akceptowanie
    biernosci i nieinterwencji nauki
    w sfere wiary i nie korygowanie
    jej nonsensow, z czym osobiscie
    sie completnie nie zgadzam

    to tak na marginesie konwersacji
    o “nauce popularnej” na tym blogu
    i odpowiedzialnosci “illuminate”
    za jakosc “naukowej wiary” tych
    reprezentowanych tu przez @VPS

    od takich Collins’ow czy innych
    docentow bredzacych w Domu
    Nauki o GMO zaczyna sie nonsense
    takich @VPS

    ~

  38. @vertigo13.
    Czy mógłbyś nie naciskać „enter” po kilku wyrazach? Masz taki tik, czy myślisz że piszesz wierszem?
    Tak długo jak wiara nie koliduje z zawodem – jest OK. Wiara Collinsa tobie cuchnie? A może twoja wiara jest śmierdzàca dla innych? Naucz się szanować innych, jeżeli chcesz aby Ciebie szanowano.
    @abchaz.
    Pomyliłeś blogi, to nie blog psychoanalityka.

  39. .

    @ observer

    Moja wiara nie cuchnie
    bo jej nie mam
    niewiara nie jest wiara,

    Wiara Collins’a osoby jak
    najbardziej nie prywatnej
    nie jest jego wylacznie
    prywatna sprawa, przestala
    nia byc gdy zdecydowal sie z nia
    publicznie afiszowac

    jest on szefem NIH, federalnej
    instytucji z budzetem $30
    miliardow, it’s my tax money,
    nie zycze sobie nawiedzonych
    nuts z palcem na cynglu NIH, FDA
    czy innej instytucji rzadowej,
    I’m with Harris on this one

    By zrozumiec niebezpieczenstwo
    przygladnij sie do czego prowadzi
    dopuszczenie Zolli czy innych
    Rzeplinskich do TK, Krolikowskich
    do MS, czy innych nawiedzonych
    do MEN

    P.S.
    Zgadles, mam taki tik, ale mozesz
    spojzec na te strofki jak na
    propositions a’la Wittgenstein,
    also, szacunku sie nie spodziewam

    ..)

  40. @observer

    poza „psyche” nie ma nic więcej.
    Aparatura matematyczna i fizyczna tworzona przez „psyche” dla „poznania” dostarcza danych.Interpretowanych przez „psyche”.

  41. No wlasnie jesli juz mamy na mysli jakis egzamin to moze by tak z histori o ktorej tak czesto mowia jak i NAS najczesciej pouczaja NASZE naukowe „autorytety” 🙁
    „Podczas, gdy świat drży na wieść o kolejnych zbrodniach dokonywanych przez Państwo Islamskie, Obama oddaje się relatywizmowi. W swoim przemówieniu pouczał Amerykanów, aby ‘przestali się rządzić’ i zapamiętali, że chrześcijanie ‘w imieniu Chrystusa’ również dopuszczali się czynów równych tym, które dzisiaj wyróżnia islamskich dżihadystów. Podobno ścinanie głów, gwałty i grabieże były znakiem rozpoznawczym krucjat i Inkwizycji. Jest to kolejny przykład ignorancji ludzi Zachodu na temat prawdziwej historii i relacji między chrześcijaństwem a islamem.

    Problem polega na tym, że ci, którzy potępiają rzeczy typu Krucjaty – włączając w to ‘głównonutrowych’ dziennikarzy, twórców filmowych, uczonych i polityków – wspominają i nich bez jakiekolwiek kontekstu historycznego. Gdyby tego było mało – zakładają oni, że my ten kontekst bardzo dobrze znamy: źli papieże i chciwi, krwiożerczy rycerze wykorzystujący chrześcijaństwo do swoich niecnych celów i interesów, siejący spustoszenie na ‘rodzimych’ ziemiach wykształconych, niewinnych muzułmanów. Jak próbuje nam wmówić Karen Armstrong: ‘Pomysł, że islam rozprzestrzenił się na pomocą miecza jest zachodnią fikcją, stworzoną w czasach krucjat, kiedy to w istocie zachodni chrześcijanie oddawali się brutalnym atakom przeciw islamowi’.

    W rzeczywistości prawda jest zupełną odwrotnością bajek Armstrong. Proszę przez chwilę zastanowić się nad paroma faktami:

    W zaledwie dekadę po narodzinach islamu w 7 wieku n.e., dżihad wylał się poza Arabię Saudyjską. Nie wspominając już o setkach kilometrów antycznych krain i cywilizacji, które zostały bezpowrotnie podbite – dziś nazywane luźno ‘światem islamskim’, włączając w to Maroko, Algierię, Tunezję, Libię, Egipt, Irak, Iran, a także części Indii i Chin – również część Europy była, w pewnych momentach, podbita mieczem Mahometa.

    Tereny europejskie, które zostały podbite bądź przynajmniej zaatakowane przez muzułmanów to: Portugalia, Hiszpania, Francja, Włochy, Sycylia, Szwajcaria, Austria, Węgry, Grecja, Rosja, Polska, Bułgaria, Ukraina, Litwa, Rumunia, Albania, Serbia, Gruzja, Kreta, Cypr, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Macedonia, Białoruś, Malta, Sardynia, Mołdawia, Słowacja i Czarnogóra.

    W roku 846 n.e., Rzym został zaatakowany i splądrowany, a sam Watykan zbezczeszczony przez muzułmańskich Arabów. Około 600 lat później, w roku 1453, jeden z największych kościołów chrześcijaństwa, Hagia Sofia, został przemieniony na turecki meczet, bezpowrotnie. Dziś jest to muzeum, w którym muzułmańskie modły są dozwolone, chrześcijańskie nie są. Prezydent Erdogan domaga się dzisiaj, aby Hagia Sofia ponownie stała się świątynią islamu. Turcy po dziś dzień celebrują dzień jej podboju i nie mówimy tutaj o jakiejś grupce fanatyków.

    Niewiele rejonów Europy zdołało ujść przez muzułmańskimi hordami bez szwanku z uwagi na swoje położenie geograficzne – Wielka Brytania, Skandynawia, Niemcy. Nie oznacza to jednak, że nie zostały one przez islam zaatakowane. W istocie, nawet chrześcijanie z Islandii modlili się, aby nie dosięgnął ich ‘terror Turka’. Nie była to żadna paranoja, ponieważ muzułmański terror pozostawał realną perspektywą do XVII wieku. W roku 1627, muzułmańscy korsarze dosięgli nawet Islandię, skąd zagrabili mienie i wywieźli 400 osób na targi niewolników w Algierze.

    Nawet Ameryka nie pozostawała bezpieczna. Krótko po formacji Stanów Zjednoczonych, w roku 1800 amerykańskie statki handlowe zostały splądrowane na Morzu Śródziemnym, a załoga została wtrącona do niewoli przez korsarzy. Ambasador Trypolisu wyjaśnił w korespondencji wysłanej do Tomasza Jeffersona, że tego typu działania były muzułmańskim ‘prawem i obowiązkiem, aby wypowiadać wojnę niewiernym gdziekolwiek są znalezieni, a także zniewolić tylu, ilu da się pojąć za jeńców.’

    W skrócie, przez okrągłe tysiąclecie – poza nielicznymi zwrotami akcji w formie krucjat, które tak chętnie demonizuje dziś ‘światły’ Zachód – islam pozostawał rzeczywistym, namacalnym zagrożeniem egzystencjalnym dla chrześcijańskiej Europy oraz w konsekwencji dla zachodniej cywilizacji.

    I tu jest pies pogrzebany. Dzisiejsza narracja głównego ścieku, wykładana w szkołach, nakręcona w Hollywood czy opisana w mediach, utrzymuje, że muzułmanie są historycznymi ofiarami nietolerancyjnych zachodnich chrześcijan. Wobec tego jakakolwiek duma z chrześcijaństwa i zachodu jest tłamszona.

    Zachodnie społeczeństwo płaci dzisiaj cenę za bycie społeczeństwem ahistorycznym, bezkręgowym i wyzuty z własnej godności. Oto po paru latach od wielkiego przykładu dżihadu – ataku 11 września – Amerykanie wybrali sobie na prezydenta osobnika z muzułmańskim imieniem i korzeniami. Żałosnego, słabego prezydencinę, który otwarcie popiera tę samą ideologię, której krzyżowcy opierali się przez wieki.

    Z pewnością europejscy praojcowie Amerykanów, których państwa były albo nękane, albo podbite przez islam, muszą przewracać się na taką wieść we własnych grobach.

    Oburzysz się: ale tylko tylko historia! To co było już nie wróci! Po co to odgrzebywać? Dlatego nie możesz po prostu zapomnieć i ruszyć przed siebie, otwierając nowy rozdział wzajemnej tolerancji i szacunku? Możemy sobie przecież podretuszować tę historię tu i tam, byle tylko dzisiaj było słodko i różowo?

    Tego typu punkt widzenia można by nawet zrozumieć, gdyby nie fakt, że muzułmanie do dziś pokazują nam ten sam imperialistyczny impuls, nietolerancję i arogancję jak ich podbijający przodkowie. Jedyna różnica polega na tym, że świat muzułmański nie jest w stanie wygrać dziś z Zachodem drogą konwencjonalnej wojny. Zamiast tego postawił dziś na taktykę konia trojańskiego i próbuje swoich sił poprzez szeroko zakrojony wysiłek da’wah (islamska forma ewangelizacji), masową imigrację oraz propagandę o islamie jako religii pokoju.

    Jednak nawet takie sprytne zagrywki nie muszą być konieczne. Dzięki zachodniej ignorancji wobec własnej historii (o historii islamu przez litość nie wspominając), muzułmanom wystarczy jedynie przybywać masowo do docelowych krajów podboju pod płaszczykiem ‘poszukiwania lepszego życia’. Najczęściej to owe poszukiwanie lepszego życia kończy się żerowaniem na zasiłku, brakiem asymilacji i formowaniem swoich enklaw na terenach wielkich miast, jednocześnie byciem przekonaniem o własnej wyższości. Dla ciebie jest to zwykła ‘wielokulturowa’ dzielnica, natomiast islamska terminologia fachowo nazywa to ‘ribat’ – przyczółek na terenie niewiernych, z którego wymierzany jest w nich dżihad.

    To wszystko prowadzi nas do kolejnego, ważniejszego punktu: jeśli prawda na temat relacji islamu z Zachodem została postawiona na głowie, to jakie jeszcze historyczne ‘ortodoksje’, które dziś brane są za pewniki, również są fałszem?

    Czy tzw. ‘Ciemne Wieki’ naprawdę były okresem ‘duszącego’ chrześcijaństwa? Czy może owe Ciemne Wieki – które ‘zbiegiem okoliczności’ miały miejsce w tym samem czasie, kiedy islamskie ataki na Europę – były pochodną innej, ‘duszącej’ religii?

    Czy Hiszpańska Inkwizycja, którą tak namiętnie potępia ‘amerykański’ prezydencina Obama, była odzwierciedleniem chrześcijańskiego barbarzyństwa, czy może odzwierciedleniem chrześcijańskiej desperacji w obliczu tysięcy muzułmanów praktykujących takije, w ramach której powierzchownie konwertowali na chrześcijaństwo, jednocześnie próbując przewrócić Hiszpanię z powrotem na stronę islamu?

    Nie licz na prawdomówność i szczerej odpowiedzi na te i inne pytania ze strony twórców i obrońców kłamstwa.

    W przyszłości – jakakolwiek by ona nie była – historia zapamięta nas jako tych, którzy rzekomo żyjąc w ‘erze informacji’, nie są w cale tak dobrze poinformowani. Zapamięta nas jako motłoch, który nie kwestionuje i kupuje wszystko, co powie im telewizornia. Zapamięta nas jako zatomizowanych ludzi żyjących w swoich hermetycznych bańkach – które w końcu prysły.”

css.php