Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

31.08.2015
poniedziałek

Kłopoty psychologii (i nie tylko)

31 sierpnia 2015, poniedziałek,

ScienceArtykuł w prestiżowym tygodniku naukowym „Science” przyniósł wstrząsające, niestety w złym tego słowa znaczeniu, wyniki.

Wokół tej publikacji jest teraz naprawdę głośno, bo to kij wsadzony w wielkie mrowisko. Spora grupa badaczy postanowiła zrobić to, co w nauce powinno być standardem, a niestety nie jest. Czyli zweryfikować wyniki uzyskane przez innych naukowców, a mówiąc dokładniej: powtórzyć ich eksperymenty, zachowując warunki badania, metodologię etc.

Pod lupę wzięto sto losowo wybranych publikacji, które ukazały się w trzech bardzo dobrych czasopismach psychologicznych. Opisane w nich eksperymenty dotyczyły dwóch obszarów: psychologii poznawczej i społecznej. W ilu przypadkach udało się powtórzyć wyniki? Tylko 36 procent publikacji przeszło ten test… Jeśli chodzi o psychologię społeczną – aż trzy czwarte (!) wyników okazało być niereplikowalnymi. Na tym tle lepiej wypadła psychologia poznawcza – „tylko” w połowie eksperymentów nie dało się ponownie uzyskać zbliżonych wyników.

To jednak niejedyna tego typu publikacja. Np. w 2013 r. ukazał się artykuł krytykujący badania z obszaru neuronauki. Jego autorzy wskazywali, że wyniki są mało konkluzywne (bardzo „słabe” pod względem statystycznym), przede wszystkim z powodu małej liczby osób badanych (czego przyczyną są, zapewne, wysokie koszty i czas potrzebny do przeprowadzenia eksperymentów np. z użyciem „skanerów mózgu” fMRI czy PET).

Choć liczby podane w najnowszym artykule w „Science” mogą przerażać, nie one są głównym problemem. Nauka zawsze polegała na tym, że również (i to często) błądziła. Uzyskany raz wynik eksperymentu nigdy nie jest dowodem na prawdziwość testowanej hipotezy. To dopiero zaproszenie, żeby ją dalej sprawdzać. I tu pojawia się największy kłopot, a według niektórych wręcz choroba współczesnej nauki: pogoń za nowością. Czasopisma specjalistyczne (a to od liczby publikacji na ich łamach zależą kariera i ocena naukowca) chcą zamieszczać niemal wyłącznie nowe, a więc ciekawe wyniki eksperymentów testujących odkrywcze hipotezy. To jest miara sukcesu w dzisiejszej nauce. A na artykuły pokazujące, że coś udało się zreplikować (bądź nie), popytu nie ma. Trudno też na takie „odtwórcze” prace zdobyć granty.

Dlatego chwała autorom artykułu z „Science”, który – miejmy nadzieję – przyczyni się do zmian. A tych nauka potrzebuje więcej, m.in. patologizującego się przemysłu publikacji (o którym pisaliśmy na łamach POLITYKI m.in. tu i tu).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Oj, nie przywiązują psychologowie znaczenia do metodologii…

  2. Wszystko podlega entropii; sztuka, muzyka, malarstwo, teatr. Nauka nie może być wyjątkiem. A szkoda.

  3. @observer
    A co ma piernik do wiatraka?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Myślałem o obniżeniu wymagań w stosunku do „twórców” w tych dziedzinach. Wręcz dekadencji tych dziedzin, obniżenia niemal do zera dolnej granicy tego co nazywamy „sztuka i nauka”. Dla mnie artystą jest Leonardo, Michelangelo lub Mozart. A nie baba która obiera ziemniaki w Zachęcie lub inna „artystka” która udaje orgazm we Współczesnym.

  6. @observer
    Tempora mutantur et nos mutamur in illis

  7. O tempora, o mores.

  8. Ten artykul w Science (ne czytalam oryginalneg tekstu, tylko liczne omowienia w prasie) sprawil mi nie lada przyjemnosc,
    Bo od lat podejrzewam, ze psychologia jest lze-nauka. I ze jest w niej sporo t.zw. pieprzenia w bambus.
    Sorry, Jagodo.

css.php