Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Naukonauci - Blog dziennikarzy naukowych POLITYKI Naukonauci - Blog dziennikarzy naukowych POLITYKI Naukonauci - Blog dziennikarzy naukowych POLITYKI

7.04.2014
poniedziałek

Cierpienia kur niosek

7 kwietnia 2014, poniedziałek,

„Gazeta Wyborcza” publikuje dziś artykuł na temat kilkudziesięciu zdjęć ujawnionych przez stowarzyszenie „Otwarte Klatki”, które monitoruje m.in. fermy kur niosek. Niestety, zafałszowujący problemy przemysłowego chowu ptaków i ich cierpień.

W tekście można przeczytać m.in.: „Uderzają widoczne ubytki w opierzeniu kur. W niczym nie przypominają niosek, jakie znamy. Niektóre kury są gołe od szyi aż po kuper. Stłoczone w klatkach z oskubanymi skrzydłami i zaczerwienioną skórą. (…) Wydziobywanie piór to typowy objaw pterofagii, zaburzenia psychicznego ptaków. Gdy kura nie może zachowywać się w sposób dla niej naturalny (grzebać w ziemi, dziobać, rozpościerać skrzydeł), zaczyna dziobać siebie i inne ptaki. Czasem pterofagia przeradza się w kanibalizm. Kury dziobią inne ptaki do krwi, a potem rozdziobują rany. Zwykle kanibalizm zaczyna się od wydziobywania kloaki (to otwór, którym kury wydalają i znoszą jajka)”.

Pod koniec artykułu znajduje się następujący apel: „Nasz przekaz do konsumentów jest następujący: nie kupujcie jajek z chowu klatkowego – są oznaczone cyfrą trzy. A najlepiej nie kupujcie ich w ogóle lub chociaż ograniczcie. To, co dla nas jest kwestią wyboru kulinarnego, dla kury jest kwestią życia i śmierci”.

Nie zamierzam ani bronić wielkich ferm kurzych (szczególnie tych dwóch opisanych na łamach „GW”), ani chowu klatkowego. Jednak płynący z tekstu przekaz, że wydziobywanie piór i kanibalizm to wyłącznie problem chowu klatkowego, jest co najmniej wątpliwy, a nawet nieprawdziwy. Otóż nie kupowanie jajek z chowu klatkowego jest uspokajaniem lub raczej oszukiwaniem sumienia. Badania pokazują bowiem (przykładowa publikacja i publikacja), że wydziobywanie piór i kanibalizm może być większym problemem kur żyjących w innych systemach chowu niż klatkowy, włącznie z ekologicznym (!).

Pisałem m.in. o tym w ubiegłym roku w „Polityce”. Przytoczę fragment tamtego tekstu: „Najistotniejsze wydają się tu dwie publikacje z 2010 r. – jedna brytyjskich, druga japońskich naukowców. Japończycy, by zbadać dobrostan kur, używali aż 28 parametrów pogrupowanych w pięć kategorii: »ból, obrażenia i choroby«, »głód i pragnienie«, »dyskomfort« (tu brano pod uwagę np. światło, jakość powietrza, higienę czy komfort poruszania się), »normalne zachowania« (czy kury mogą robić to, na co mają ochotę – np. grzebać, siedzieć na grzędzie) oraz »strach i cierpienie«. I długo obserwowali ptaki, m.in. sprawdzając, czy mają wyskubane pióra, rany i złamania, oraz mierząc poziom hormonów stresu. Z analiz tych wynika, że nie ma zdecydowanie lepszych i gorszych sposobów chowu kur. Np. w systemie ściółkowym czy wolnowybiegowym zwierzęta mają oczywiście znacznie większe możliwości przejawiania naturalnych zachowań, ale już pod względem chorób, śmiertelności czy urazów sprawy wyglądają tam gorzej”.

Niestety, za niskie ceny mięsa drobiowego i jajek oraz powszechną dostępność tych produktów płacimy przemysłowym chowem ptaków. Niewątpliwie powodującym ich cierpienia oraz sprowadzającym zwierzęta do roli trybików w przemysłowej machinie. Nawet jeśli nazwiemy ją ekologiczną, bo to nie klatki są największym problemem.

PS W ubiegłym roku polemizowałem na ten temat z Kingą Dunin na łamach „Krytyki Politycznej”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 22

Dodaj komentarz »
  1. Ja zawsze kupuje jajka z chowu ekologicznego lub wolno-wybiegowego. To zawsze mniejsze zło. Wolę trochę dopłacić ale mieć pewność że to jajko będzie zdrowsze

  2. Dlatego najlepiej nie jeść jajek wcale. Polecam: http://www.jakonetoznosza.pl/#ebook

  3. @maria
    Zdrowsze te jajka na pewno nie będą. A czy ekologiczne lub wolno wybiegowe to mniejsze zło, to sprawa bardzo wątpliwa. Uzasadniłem to dość obszernie w podlinkowanych tekstach.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szanowny Panie,
    w imieniu stowarzyszenia Otwarte Klatki dziękuję za poruszenie tematu hodowli kur na jajka. Śledztwo które opublikowaliśmy rzeczywiście było skupione wyłącznie na hodowli w systemie klatkowym, o tym też jest artykuł w Gazecie Wyborczej. Jednak przekaz płynący z naszej strony to przede wszystkim namawianie konsumentów, by chociaż na jakiś czas spróbowali zrezygnować z jedzenia jajek w ogóle – gdy ktoś spróbuje nie jeść ich chociaż przez tydzień, jest spora szansa, że już do nich nie wróci. Dlatego na stronie jakonetoznosza.pl opublikowaliśmy e-book z przepisami bez jajek – chcemy ułatwić ludziom gotowanie bez nich, a nie wyłącznie namawiać do niekupowania trójek.

    Zdajemy sobie sprawę, że inne systemy niż klatkowy także są problematyczne z powodów, o których Pan napisał oraz ze względu na utylizowanie kurcząt płci męskiej w pierwszych godzinach życia oraz zabijanie kur, które już nie znoszą odpowiedniej ilości jajek. Z pewnością w przyszłości będziemy mówić też o innych systemach hodowli, jednak wierzymy w metodę małych kroków. W kraju, w którym zwierzęta hodowane na mięso, mleko i jaja nie są traktowane jak zwierzęta, tylko jak maszyny produkcyjne, od czegoś trzeba zacząć zmienianie takiego skandalicznego stanu rzeczy.

    Pozdrawiam,
    Natalia Kołodziejska

  6. Oczywiście, że bezsensowne cierpienie zwierząt jest w dzisiejszych czasach, w zachodnim świecie niedopuszczalne. Powstaje jednak pytanie o granice ochrony zwierząt. Pisze Pan Rotkiewicz, jeżeli chcemy mieć dostęp do zróżnicowanego jedzenia za stosunkowo niską cenę musimy godzić się na pewne rzeczy dla zwierząt niedobre. Mam wrażenie, że według wielu powinniśmy zrezygnować z jedzenia jakichkolwiek produktów zwierzęcych, gdyż zwierzęta wykorzystywane są przemysłowo. Ale to nierealne i na pewno zdecydowana większość – ze mną włącznie – nie zrezygnuje z diety mięsnej, nabiału itd., z tego powodu, że kurom czy świniom dzieje się źle. Ucywilizujmy te hodowle na ile to możliwe, ale dostęp do taniego, zróżnicowanego i zdrowego jedzenia jest znacznie ważniejszy, moim zdaniem, niż dobro zwierząt.

  7. @Natalia Kołodziejska
    Bardzo dziękuję za Pani komentarz. Aczkolwiek nazwa „Otwarte Klatki” sugeruje, że walczycie Państwo tylko z chowem klatkowym. A jak sama Pani przyznaje, nie w klatkach tkwi główny problem.
    Pozdrawiam

  8. @Kurczak z ryżem
    Jak najbardziej powinno się cywilizować chów zwierząt. Przepisy UE zmieniające klatki dla kur były krokiem w dobrym kierunku. I też wydaje mi się mało realne wykluczenie, przynajmniej szybkie, mięsa i nabiału z diety. Z różnych powodów, o czym pisaliśmy obszernie z Pawłem Walewskim tu: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/ludzieistyle/1551825,1,szkoda-ci-zwierzat-moze-wegetarianizm.read
    Natomiast chów zwierząt futerkowych jest dla mnie i kompletnie nieetyczny, i niepotrzebny. Z czegoś takiego moglibyśmy całkowicie zrezygnować i to od zaraz.

  9. @Kurczak
    „to nierealne i na pewno zdecydowana większość – ze mną włącznie – nie zrezygnuje z diety mięsnej, nabiału itd., z tego powodu, że kurom czy świniom dzieje się źle”

    Czy ja wiem, jeszcze całkiem niedawno o niewolnictwie mówiono podobnie.

  10. @Marcin Rotkiewicz
    Naszym celem jest zapobieganie cierpieniu zwierząt poprzez wprowadzanie systemowych zmian społecznych, dokumentowanie warunków chowu przemysłowego i edukację promujacą pozytywne postawy wobec zwierząt. Bez względu na to, czy zwierzę jest w klatce (jak kury czy norki) czy też nie (jak krowy czy świnie). Naszej nazwy nie należy rozumieć dosłownie 🙂
    Myślę, że pod wieloma względami mamy podobne punkty widzenia, zapraszam więc do współpracy z naszym stowarzyszeniem.

  11. Panie Marcinie, w dużej mierze ma Pan rację i część tych badań jest mi znana. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na kilka spraw.
    Nawet jeśli przyjmiemy, że cierpienie kury z chowu np. ekologicznego jest podobne jak w systemie klatkowym, to pamiętajmy o liczbach: kur w systemie klatkowym w Polsce jest ponad 30 milionów. Jeśli konsumenci wybieraliby jajka z chowu ekologicznego to konsumpcja po prostu by spadła. Spadła by liczba hodowanych ogólem kur czyli mielibyśmy mniej cierpiących kur.

    Jeżeli czasem mówimy o tym, żeby wybierać jajka z chowu ekologicznego, to jest to dla nas rozwiązanie tymczasowe. Naszym celem nie jest promocja chowu ekologicznego kur niosek, lecz popchnięcie zmian w takim kierunku, który pozwoli obyć się bez zadawania kurom jakiegokolwiek cierpienia. Cokolwiek nie będziemy mówić o innych typach hodowli, to niezbędnym obecnie krokiem jest odejście od systemu klatkowego, tak jak poprzednim krokiem była zmiana klatek.

    Temat agresji i kanibalizmu pojawia się często, ponieważ jest on wychwytywany łatwo przez media. Zdajemy sobie jednak sprawę, że dobrostan kur niosek to o wiele szersze zagadnienie.

    I na koniec: określenie chów ekologiczny jest często mylące. Mało kto umie powiedzieć co to tak naprawdę oznacza. Na pewno nie jest to idylliczna, babcina zagroda.

    pozdrawiam

    Paweł Rawicki
    Otwarte Klatki

  12. PAre dni temu widzialem samochod (loco USA) z nalepka na zderzaku: „Uratuj kurczaka – usmaz aktywiste”

  13. Witam.

    Zastanowiły mnie dane z zacytowanych artykułów, więc do nich zajrzałam. Pierwszy z nich (Fossum i współpracownicy, 2009) skupia się na analizie martwych kur wybranych i dostarczonych badaczom przez hodowców, nie wiadomo więc, czy były więc to próby reprezentatywne. Sami badacze piszą: „Based on our long experience from routine diagnostics, we cannot exclude that there may be differences in the owners willingness to submit birds for necropsy from different housing systems.”. Oprócz tego martwe kury w badaniu pochodziły wyłącznie z ferm, w których zanotowano zwiększoną śmiertelność, zatem wyniki dotyczyły głównie ptaków, które padły ofiarą lokalnej epidemii i ciężko je ekstrapolować na wszystkie ptaki żyjące w danym systemie hodowli. Wreszcie, w artykule nie ma informacji o śmiertelności ptaków w poszczególnych systemach. Takie wyniki można by uzyskać nawet, gdyby ptaki w hodowlach ściółkowych i wolnym wybiegu były generalnie zdrowsze i umierały rzadziej, niż te w klatkach, ale za to te nieliczne padłe ptaki miały z jakiś powodów więcej oznak różnych patologii. Tu zwracam uwagę, że % padłych ptaków z wykrytymi poszczególnymi dolegliwościami sumują się do ponad 100% – czyli wiele ptaków musiało mieć więcej, niż jedną dolegliwość. To nie dziwi, bo ptaki osłabione chorobą są zapewne bardziej zestresowane i podatne na ataki współtowarzyszek i kolejnych patogenów.
    Podsumowując – wnioski wyciągnięte w tym artykule są mocno na wyrost.
    Do pełnej wersji drugiego z artykułów niestety nie mam dostępu, a nie chcę wyciągać wniosków z abstraktu, bo jak się wielokrotnie przekonałam: autorzy często cokolwiek podkolorowują wyniki badań w abstrakcie, żeby zwiększyć poczytność artykułu.
    Nie chcę tutaj w żadnym razie deprecjonować wyników badań naukowych. Uważam, że publiczna dyskusja tego typu spraw jest zdecydowanie za bardzo emocjonalna, a za mało merytoryczna. Ale mimo to do wyników badań naukowych trzeba podchodzić krytycznie. Naukowcy też ludzie, czasem się mylą, a czasem – wyciągną zbyt pochopne wnioski.

    Pozdrawiam.

  14. @Martaczc
    Słuszne uwagi, aczkolwiek z jednym zastrzeżeniem. Gdyby tylko praca Fossum et al. prowadziła do takich wniosków, to można by mieć wątpliwości. Ale nie jest to jedyna publikacja wskazująca na problem wydziobywania piór i kanibalizmu wśród kur żyjących w innych systemach niż klatkowy.
    Również pozdrawiam

  15. To może Pan podeśle namiary do jakichś bardziej przekonywujących prac?
    Pozdrawiam.

  16. W notce są jeszcze dwa linki do publikacji z 2010 r.

  17. Wszystko co jemy kiedys zylo. Nawet wiecej, czasem jemy zywcem. Mysle ze jedynym wyjsciem jest calkowite przejscie na jedzenie wirtualne i wtedy mozna bedzie pozamykac wszystkie klatki a w nich aktywistow, zeby nas nie zjedli jak zglodnieja. Sam bylem oburzony jak zobaczylem pole przenicy a tam jeden klos na drugim. To skandal i wydaje mi sie, ze nalezy z tym wlaczyc. Jak zawial wiatr to te przenice chwialy sie jedna kolo drugiej nierzadko, zaznacze, dotykajac sie wzajemnie. Zadnej przestrzeni zyciowej, zadnej prywatnosci. Nie dziwie sie ze robia potem z tego alkohol. Kazda kura powinna miec swojego koguta bo z drobiowa poligamia tez nalezalo by skonczyc. Po zlozeniu odpowiedniej liczby jaj kura powinna miec prawo do zamieszkania w specjalnym osrodku dla kur zalsuzonych, najlepiej na Mazurach. Mozna by tez wydzierzawic tereny np. w Ukrainie czy Mongolii gdzie kur malo a stepow duzo i kura mialaby swoja przestrzen. Zamiast o sokolach spiewalibysmy o kurach i zielonej Ukrainie.
    Porownaie kur do niewolnikow zwlaszcza w aspekcie kanibalizmu chyba nieco niezreczne choc nie watpie, ze niektorzy niewolnicy, zanim sie nimi stali, mogli byc kanibalami. Tyle o porownaniach.
    I moze wreszcie ktos odpowie co bylo pierwsze kura czy kosmos?

  18. Jajka z chowu tradycyjnego (w odróżnieniu od „przemysłowego”) mają tę zaletę, że mimo wszystko lepiej (na mój gust) smakują, gdy kury jadły to glizdę, to ziarno, to stonogę, to zwłoki innej kury, niż gdy jadły tylko mączkę rybną albo inny jednolity preparat.

  19. @panek
    Na ten temat fragment podlinkowanego w blognotce tekstu:
    „Jednym z powodów popularności tzw. wiejskich jajek jest ich rzekomo lepszy smak. Ale czy naprawdę walory smakowe zależą od tego, czy kura siedziała w klatce albo swobodnie biegała po trawie? Nie udało nam się znaleźć żadnych badań odpowiadających na to pytanie.
    – Kiedyś zrobiliśmy w Instytucie Zootechniki eksperyment, podczas którego jedliśmy jajka z różnych systemów chowu. Z tym że testujący nie wiedzieli, skąd jajka pochodzą. Nie stwierdziliśmy między nimi żadnych różnic smakowych. To zatem mit, jakoby te sklepowe jajka z chowu klatkowego były gorsze – mówi prof. Wężyk.
    W Internecie można również przeczytać obszerny opis podobnego doświadczenia przeprowadzonego przez amerykański portal Serious Eats! (również z pewnymi metodologicznymi rygorami – ani osoby serwujące jajecznicę, ani jej testerzy nie wiedzieli, z jakich jajek została przygotowana). Nie wykazały one żadnych różnic smakowych. Skąd więc tak popularne w Polsce przeświadczenie o gorszym smaku jaj sklepowych? Może to być znany psychologiczny efekt zaburzenia percepcji (w tym wypadku smaku) przez nastawienie (wiem, że to wiejskie jajka, więc smakują lepiej).”

  20. Zrezygnowałem w jaj sklepowych, po zakupie partii jaj, które miały wyraźny rybi zapach. Nie wiem czy nadal używa się mączki rybnej w paszach dla drobiu, bo od 20 lat jaj ze sklepu nie jadłem. Wtedy jednak były wyraźne różnice, przynajmniej w zapachu między jajami sklepowymi i tymi ze wsi (nzawa „wiejskie” może być myląca, bo teraz w sklepie są wyłącznie jaja z etykietą „wiejskie”).

  21. @ggg
    To nie musiała być koniecznie pasza z mączki rybnej, ale na bazie wytłoczyn z rzepaku. Ta roślina też daje rybi posmak jajek. Z tego, co słyszałem, producenci pasz dla kur są bardzo na te kwestie (smaku jajek) wyczuleni, a głównym składnikiem karmy jest soja (dzięki wysokiej zawartości białka).

  22. Szanowny Panie,

    Jestem wstrząśnięta Pana artykułem. Łudzę się, iż po prostu nie zrozumiałam meritum sprawy tudzież źle odczytałam Pana intencje i wydźwięk.
    Jestem zmuszona zająć stanowisko w tej sprawie, mianowicie po przeczytaniu Pana artykułu jest jedno – uspokojenie sumienia w ogóle i przekaz – nie ma znaczenia z jakiego chowu kupujecie jaja – kury cierpią tak samo, a nawet mogą cierpieć bardziej przy chowie nieklatkowym (!!!!!!!!!!!!!!!!!! i tu grzmoty z mojej strony)
    Odniosę się do konkretnych słów:
    „Otóż nie kupowanie jajek z chowu klatkowego jest uspokajaniem lub raczej oszukiwaniem sumienia. Badania pokazują bowiem (przykładowa publikacja i publikacja), że wydziobywanie piór i kanibalizm może być większym problemem kur żyjących w innych systemach chowu niż klatkowy, włącznie z ekologicznym (!)”

    Nie wiem jakie te badania są, nie wgłębiałam się w publikacje ani japońskich, ani amerykańskich ani żadnych innych naukowców, bo wszyscy wiemy jak bywa z tymi badaniami. oraz jak bywa ze statystyką – czyli jeśli mój sąsiad ma i bije psa to statystycznie bijemy go co drugi dzień, chociaż ja wcale mogę nie mieć psa.

    Panie Marcinie, odwołuje się do Pana logiki i myślenia – nie publikacji i badań – a jeśli w ten sposób idziemy, to polecam przeprowadzić badania samemu i samodzielnie pomyśleć.
    Prawie każdy z nas miał do czynienia z kurami na wolnym wybiegu u babci/ cioci/ koleżanki i widział jak te kury żyją – ja spędzałam tak każde moje wakacje. I nie widziałam żadnych śladów ani walki, ani traumy ani niczego takiego. Żadnych wydziobanych piór, depresji itp itd (tu już z przymrużeniem oka).
    OCZYWIŚCIE zdaje sobie sprawę, że chów przemysłowy i „wolny wybieg” w przemyśle oraz wolny wybieg u babci to niebo a ziemia. Ale nie wierzę w to, że kury czują się tak samo, albo nawet gorzej, ściśnięte w klatce – jedna na drugiej, niż kiedy mają możliwość chociaż na jakiś czas przejść się i „rozprostować” kości. Nawet jeśli ten chów na wolnym wybiegu wygląda jeszcze nie najlepiej to jest to pierwszy krok do zmiany myślenia w ludziach!! Czyli : nawet jeśli coś się nie opłaca i muszę do tego dopłacić oraz nie mam nic w zamian – robię to dla idei.
    Nie możemy oczekiwać, że cały świat przejdzie na weganizm – na to nie ma szans. Ale takie podejście, że nic nie można zrobić? Jest dramatyczne.
    Byłabym wdzięczna za sprostowanie tego artykułu.

    Mimo wszystko pozdrawiam i mam nadzieję, że to jest jakieś nieporozumienie.

  23. Pani Marto,
    Powtórzę: kury w innych systemach niż klatkowy mogą – pod pewnymi względami (wydziobywanie piór, kanibalizm) – cierpieć bardziej. Jak sama Pani zauważa, trudno porównać obserwacje kur „na podwórku u babci” z przemysłowym chowem, gdzie stada ptaków liczą tysiące osobników. Trudno też własne obserwacje stawiać na równi z publikacjami naukowymi. Proszę zresztą przeczytać komentarze osób ze stowarzyszenia „Otwarte klatki”. Dlatego jestem innego zdania niż Pani. Przekonanie, że likwidacja klatek rozwiązuje problem cierpienia kur lub posuwa sprawę w zdecydowanie lepszym kierunku jest, moim zdaniem, dość złudne. A cała sprawa bardzo skomplikowana.
    Pozdrawiam

css.php