Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Naukonauci - Blog dziennikarzy naukowych POLITYKI Naukonauci - Blog dziennikarzy naukowych POLITYKI Naukonauci - Blog dziennikarzy naukowych POLITYKI

27.08.2014
środa

Ho ho He

27 sierpnia 2014, środa,
Malakka podchodzona od południa.

Malakka podchodzona od południowego wschodu. Fot. KJ

Gdzieś w zakamarkach pamięci nosimy miejsca niby realne, ale na wpół mityczne, bo najpewniej wyczytane w książkach, usłyszane w baśniach dzieciństwa, wypatrzone w kinie. Zdajemy sobie wprawdzie sprawę z ich istnienia, ale niekoniecznie dążymy do konfrontacji, bo to delikatna kwestia – czar najczęściej ustępuje pod naporem rzeczywistości, klapa, melancholia, depresja. No i Malakka jest jednym z takich punktów na mapie. Jest – to znaczy wciąż trwa, na zachodnim wybrzeżu Półwyspu Malajskiego, ale i nie jest – bo mimo kolosalnych zmian, jakie zaszły w mieście w ciągu ostatniego stulecia, nosi ono w sobie niezmiennie ślady dawnej, legendarnej potęgi i mocy dziecięcych skojarzeń.

Jalan Tukang Emas, zwana Ulicą Harmonii. Fot. KJ

Jalan Tukang Emas, zwana Ulicą Harmonii. Fot. KJ

Wciągnięta kilka lat temu na listę UNESCO jest Malakka celem turystycznych bombardowań, ale za sprawą jakiejś grawitacyjnej anomalii przyjezdni poruszają się wyłącznie głównymi szlakami, wyznaczonymi przez przewodniki, nie zapuszczając się w boczne ulice, a tam – tam toczy się wciąż prawdziwe życie, te wszystkie drobne sprawy, czynności, powinności, ołtarze, ofiary, rowery, dwusuwy, herbaty, senne koty i warsztaty.

Rzeczony kot. Fot. KJ

Rzeczony kot. Fot. KJ

Oczywiście nie ma ono już przesadnie wiele wspólnego z tym, co działo się przed wiekami, kiedy Malakka była najważniejszym portem przeładunkowym między Wschodem a Zachodem, Indiami i Orientem, Afryką, Arabią i Azją, w końcu Europą i Dalekim Wschodem, kiedy była punktem zaopatrzeniowym i miejscem postoju setek okrętów handlowych, które z czasem coraz chętniej zaczęły przybijać do wybrzeży nie Malakki, a Singapuru, spychając tę pierwszą w niejakie zapomnienie.

Dziś nawet linia brzegowa poszła dalej, na zachód, warowne wzgórze Świętego Pawła przenosząc z krańca w centrum miasta. Zanim to jednak się stało, od XVI wieku o miasto i port bili się Portugalczycy, Holendrzy, w końcu Brytyjczycy, których to kultury pozostawiły ślad w architekturze, kuchni, kolorach i estetyce przedmiotów codziennego użytku – ale tylko powierzchownie, bo pod spodem, pod tą cienką warstwą, bije równikowa Azja. I zawsze tak było, wbrew dość powszechnym zachodnim mniemaniom.

Ofiary, kadzidła. Fot. KJ

Ofiary, kadzidła, rowery. Fot. KJ

Był to środek świata, Cieśnina Malakka, gdzie w zadziwiająco (stosunkowo) pokojowy sposób splatały się wpływy wszystkich lokalnych kultur i religii, gdzie świątynie trzech wyznań (islam, buddyzm, hinduizm) stawiano nieraz na jednej, wąskiej ulicy – jak przy Jalan Tukang Emas, zwanej Ulicą Harmonii.

To na tej ulicy stoi Cheng Hoon Teng, najstarsza działająca chińska świątynia w Malezji. Buddyzm, taoizm i konfucjanizm praktykowane są w niej w sposób przenikający się, wzajemnie z siebie czerpiący i niemal całkowicie nieprzenikniony dla umysłowości Zachodu. Ale nie o tym chciałem – a o Zheng He, dowódcy potężnej floty Państwa Środka, któremu m.in. dedykowana jest świątynia.

Cheng Hoon Teng, najstarsza działająca chińska świątynia w Malezji.  Fot. KJ

Cheng Hoon Teng, najstarsza działająca chińska świątynia w Malezji. Fot. KJ

Zheng He (1371-1433) był mężczyzną potężnym zarówno fizycznie (choć pozbawionym niektórych tradycyjnych atrybutów męskości, jak to eunuch), jak i dziejotwórczo. Dowodził bowiem imperialną flotą we wczesnym okresie panowania dynastii Ming. W czasie gigantycznych wypraw, między 1405 a 1433 rokiem, opłynął całą południowo-wschodnią Azję, był w Indiach, na Bliskim Wschodzie i we Wschodniej Afryce.

Otwierał nowe szlaki handlowe, utrwalał istniejące, nawiązywał stosunki dyplomatyczne, obdarowywał lokalnych władców darami od cesarza, przywoził prezenty zamorskich władców do Nanjing, ówczesnej stolicy Chin. Jak choćby żyrafę z Królestwa Bengalu, którą obdarowani – na własne wyraźnie życzenie obdarowani – uznali, mimo pewnego zasadniczego braku, za jednorożca, symbol pomyślności. Umacniał Zheng He chińską obecność w całym wielkim regionie Oceanu Indyjskiego. Właśnie – umacniał, bo kiedy na przykład dotarł do Malakki, spotkał tam całkiem pokaźną społeczność chińską. Rodacy już tam byli i już handlowali.

Porównanie rozmiarów. Santa Maria w centrum.

Porównanie rozmiarów. Santa Maria w centrum.

I to jak pływał Zheng He – miały jego wyprawy rozmach nigdy wcześniej, ale chyba i nigdy później, niespotykane. Jego armada składała się nawet z trzystu okrętów, na pokładzie których podróżowało nawet dwadzieścia siedem tysięcy osób – żeglarzy, żołnierzy, dyplomatów, kupców, hodowców, służących, a wreszcie językoznawców, bo jakoś się trzeba było na miejscu dogadać, choćby w takim Mogadiszu.

Pływające miasto. Największe okręty, w tym należący do dowódcy, mierzyły ponad czterysta stóp (sto trzydzieści metrów), były szerokie na ponad sto pięćdziesiąt, wyposażono je w dziewięć masztów i cztery pokłady. Dla porównania – Santa Maria Kolumba od dziobu do rufy rozciągała się na zaledwie osiemdziesiąt pięć stóp.

Zaraz za dowódcą sunęły okręty z zaopatrzeniem, z towarami na sprzedaż i wymianę, okręty wojenne, patrolowe, a wreszcie pływające kontenery z wodą pitną. Owszem, do dziś historycy dyskutują, czy to aby nie legenda, czy okręty były naprawdę aż tak potężne, ale kilka znalezisk, ich przypadkiem zachowane fragmenty konstrukcyjne sugerują, że nie ma przesady w chińskich kronikach. Flota Zheng He to nie bajka. Siedem razy przemierzyła morza południowe w tę i z powrotem.

Mapa ilustrująca jedną z misji Zheng He, pochodzi z księgi Wu Bei Zhi (1628).

Mapa ilustrująca jedną z misji Zheng He, pochodzi z księgi Wu Bei Zhi (1628).

Potężny żeglarz, postrach najgroźniejszych nawet ówczesnych piratów, nie poruszał się po omacku. Miał do dyspozycji mapy o stopniu wyrafinowania i szczegółowości, których przez setki kolejnych lat mogli tylko pozazdrościć zachodni koledzy po fachu. Miał też kompas magnetyczny. Miał kawał świata do dyspozycji – i misję udowodnienia chińskiej dominacji nad resztą świata. Korzystał z chwilowego, jak się miało okazać wkrótce po jego śmierci, otwarcia Chin na resztę świata.

Dowody tej utrwalonej przez niego obecności można dziś znaleźć rozproszone wszędzie, w całej Azji i wciąż także w Afryce – w strukturze społecznej, obyczajach, kuchni, kulturze, ekonomii. Potem wiatry się zmieniły – tym razem polityczne, a w takich warunkach żeglować nie potrafił nawet wielki He.

Ulica Harmonii nocą. Fot. KJ

Ulica Harmonii nocą. Fot. KJ

I to by było na tyle, jeśli chodzi o pierwszeństwo, wyższość, technologiczną dominację i inne -ości oraz -nacje świata Zachodu nad tak zwanym Wschodem. I nie chodzi tylko o przeszłość. A zamykając klamrę ze wstępu – książki dzieciństwa należałoby napisać na nowo. Razem z murzynkiem Bambo wyrzucić albo chociaż przerzucić z pierwszego do drugiego rozdziału, Kolumba, Vasco da Gamę i innych Magellanów.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. hinduska Mahabharata opisuje wojne nuklearna z udzialem samolotow, rakiet i satelitow

  2. No i znowu jakaś głupota w komentarzu

  3. @ A. L. – nie przejmuj się, ten typ (Mpn) tak ma.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @mpn: Czytalem Mahabharate. Po angieksku, oczywiscie. Dostalem od Hindusa. To co mazna kupic w ksiegarni, to tylko wypisy. Zatkalo mnie

  6. No i co, jest tam schemat reakcji temojądrowej?

  7. @mpn: Na glupie pytanie oze byc tylko glupia odpowiedz, wiec sie powstrzymam

  8. Mogłeś to zrobić wcześniej, zanim zacząłeś wypisywać nonsensy o wojnie jądrowej.

  9. @mpn: Tez uwazam ze mogles to zrobic wczesniej

  10. Zaraz. Ale nikt nie twierdzi ze zachod w xiv wieku byl cywilizacyjnie wyzej niz oni. Zachod w xiv wieku dopiero sie rozkrecal zainspirowany porzuceniem platonskiego dualizmu na rzecz arystotelesa i tomaszowej doktrynie fides et ratio. Wystarczylo pareset lat i w technologicznym, naukowym i cywilizacyjnym wyscigu ZMIAZDZYLISMY cywilizacje chinska. Karol, wiesz to przeciez doskonale, bo na studiach uczyles sie fizyki odkrytej na zachodzie a nie w chinach, prawda? I jak mniemam jestes jej wiernym admiratorem:-):-)

  11. Bardzo fajne zdjęcia, zwłaszcza kot ma fajnie 🙂

css.php